Archiwa kategorii: DOBRY DESIGN

Zaprośmy lato do salonu

Domowy salon w letniej odsłonie to miejsce pełne życia i ciepła. Najprostszym sposobem na wprowadzenie odpowiedniej dla tej pory roku aranżacji, będzie zainwestowanie w tekstylia i dekoracje. Dla tych, którzy pragną mieć wakacyjny klimat w domu przez cały rok i lubią mieć wszystko dopięte jest na ostatni guzik, proponujemy zmiany także w umeblowaniu. Nowa sofa w otoczeniu aranżacji w stylu boho, nadmorskim czy klasyce opartej o jasne barwy, sprawi, że wakacyjny klimat będziemy mieć w domu na wyciągnięcie ręki – mówią specjaliści z Gala Collezione.

By w pełni poczuć magię lata, warto nieco przeorganizować swoją domową przestrzeń. Pozbyć się zbędnych elementów, a z pomocą kilku prostych patentów, poczuć się we własnym salonie jak we włoskim czy hiszpańskim kurorcie. Niezwykle popularny styl boho, oprócz wyrazistych kolorów i charakterystycznych wzorów, zakłada we wnętrzu obfitość ozdób, bibelotów i drobiazgów, które podkreślą artystyczny i swobodny charakter naszego domu.

Znakiem rozpoznawczym boho będą oczywiście tekstylia – wzorzyste pledy i poduszki na sofie Idylla od Gala Collezione, wytwornie wykończone dywany i chodniki, ekstrawaganckie kilimy i wyszywane narzuty, połączone z etnicznymi wzorami, pozwolą się poczuć jak w Marakeszu! Marokańskie arabeski i egzotyczne rzeźby, zestaw z ludowymi haftami i rustykalnymi zdobieniami, dzięki czemu uzyskasz bardzo modną i stylową aranżację. Poza przyjemną w dotyku i mięciutką sofą Gala Collezione, równie ważne będą materiały dekoracyjne. Tu doskonale odnajdą się także zdobycze z dalekich wypraw. Postawmy na misternie zdobione przedmioty ceramiczne, ręcznie robione donice, wazony czy figurki.

Morskie opowieści

Jak wykorzystać nawiązania do klimatu Hamptons w salonie? Zainwestuj w granatową, błękitną lub niebieską sofę. Gala Collezione, specjalizująca się w produkcji narożników, mebli modułowych, sof i foteli, oferuje każdy kolor tapicerowania we wszystkich swoich meblach. Granatową sofę zaaranżujesz w dwojaki sposób. Zakładając, że to właśnie obicie będzie elementem wystroju o najintensywniejszej barwie, czynisz kącik wypoczynkowy głównym bohaterem wystroju. Dobierz wówczas neutralne tło i dodatki. Jeśli nie boisz się kolorów, możesz postawić na niebieski total look i zestawić ze sobą różne odcienie błękitu. Do granatowej kanapy będą pasować nie tylko biele i szarości. Barwa tapicerki pięknie skomponuje się również z żółtym, pomarańczowym i koralowym, a bardzo elegancki duet stworzy z kolorem różowym.

Jasna sofa – genialna baza do wnętrza

Nic tak dobrze nie rozjaśnia i nie odświeża pomieszczenia jak jasna sofa. Umiejscowiona w centralnej części pomieszczenia, przykuje uwagę oraz odświeży pozostałe meble i dekoracje znajdujące się w pokoju. W lecie warto postawić na modele Karato, Loggia czy Look w jasnej tapicerce. Przy wyborze konkretnego odcienia należy wziąć pod uwagę możliwość zastosowania tkaniny plamoopornej czy łatwoczyszczącej. Sprawi, że truskawkowe smoothie wylane na sofę przez gości, będzie bardzo łatwe do usunięcia.

Popołudniowy relaks w fotelu

Skupiając się na pozostałym wyposażeniu nie zapomnijmy o fotelu. Możemy zaaranżować go obok sofy na dwa sposoby – np. w odważnej, pomarańczowej lub żółtej kolorystyce, albo na zasadzie kontrastu, gdzie fotel jest w kolorze jasnym, ciemnym szarym lub wręcz czarnym lub granatowym, będzie kontrastował np. z pomarańczową sofą Nicea. Do obu stylów pasować będą najnowsze fotele Gala Collezione – jak chociażby model Brisbane, który za pomocą czterech przycisków na boku mebla, ustawisz elektrycznie do pozycji relaks, w której odpoczniesz od upałów w pozycji półleżącej.

fot.materiały prasowe

Cavatina z nagrodami w międzynarodowych konkursach

Międzynarodowe jury konkursu International Architecture & Design Awards nagrodziło dwie inwestycje Cavatina Holding. Główną nagrodę i wyróżnienie Platinum Winner otrzymała Cavatina Hall. Sala koncertowa z Bielska-Białej, będąca częścią wielofunkcyjnego kompleksu, zwyciężyła w kategorii Commercial Interior Built. Z kolei w kategorii Mixed Use Architecture Concept nagrodę główną zdobyło wrocławskie Quorum!

Społeczność Architecture & Design od kilku lat przyznaje nagrody, w których honoruje najlepszych projektantów i architektów z całego świata. Nagrody te są przyznawane w różnych kategoriach – od wzornictwa przemysłowego po architekturę. Każdego roku projekty wyróżniające się na polu innowacji, technologii i kreatywności, otrzymują wyróżnienia, które zapewniają ich autorom rozgłos i uznanie nie tylko w środowisku projektantów.

W tegorocznej edycji Architecture & Design Awards międzynarodowe jury nagrodziło dwie inwestycje polskiego dewelopera Cavatina Holding. W kategorii Commercial Interior Built, Cavatina Hall otrzymała główną nagrodę i wyróżnienie Platinum Winner. Był to jedyny projekt z naszego kraju, który otrzymał to prestiżowe wyróżnienie. Z kolei wrocławski projekt wielofunkcyjny Quorum zwyciężył w kategorii Mixed Use Architecture Concept.

Cavatina Hall to sala koncertowa i studio nagrań, które łączą funkcje komercyjne z promocją sztuki w wyjątkowym i nowoczesnym budynku. Sala koncertowa Cavatina Hall została zaprojektowana tak, aby każdy rodzaj muzyki mógł doskonale rozbrzmiewać w jej wnętrzu. Dzięki temu można się delektować dźwiękiem niezależnie od miejsca siedzenia. Jej akustyka pozwala na wydobycie pełnej palety barw zarówno podczas koncertów symfonicznych, kameralnych spotkań z muzyką klasyczną, jak i przebojowych tras koncertowych gwiazd muzyki pop. Za wyjątkową jakością dźwięku kryje się najnowocześniejszy system nagłośnienia L-ISA (L-Acoustics), który pozwala cieszyć się każdą nutą.

Budynek w wyjątkowy sposób łączy funkcje biurowe i kulturalne. Połączenie tych funkcji jest swoistą odpowiedzią na potrzeby regionu. Bielsko-Biała jest jednym z najprężniej rozwijających się miast w Polsce, w którym istnieje zapotrzebowanie na obiekty wysokiej jakości. Jednocześnie jest miastem, w którym do tej pory brakowało dużej sali koncertowej z prawdziwego zdarzenia. Cavatina Hall, będąca kompleksem wielofunkcyjnym, jest także pierwszym w Bielsku-Białej obiektem oferującym powierzchnię biurową klasy A.

 

Z kolei Quorum to 100 tys. mkw. wielofunkcyjnej powierzchni do pracy, życia i rekreacji. Kompleks pięciu budynków, o funkcji biurowej i mieszkaniowej, usytuowany został w ścisłym centrum Wrocławia, nad Odrą przy ul. Sikorskiego.

fot. materiały prasowe

Wkręć się w upcykling, odnawiaj meble z Annie Sloan

Letnia aura sprzyja domowym metamorfozom, a słońce i przyroda w rozkwicie nie tylko motywują do działania, ale także podsuwają inspiracje. Słoneczny żółty oraz soczysta zieleń z palety farb kredowych Annie Sloan, to duet, który odmieni wygląd mebli, a przy okazji doda wnętrzom nowej energii.

Idea upcyklingu zyskuje na popularności i zdobywa kolejnych entuzjastów. Zwolennicy odnawiania i przerabiania wiekowych mebli chętnie zaglądają na targi staroci czy penetrują strychy rodzinnych domów w poszukiwaniu „perełek”, którym można nada nowe życie za pomocą farby i pędzla. Zarówno dla tych, którzy już połknęli bakcyla odnawiania, jak i tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z upcyklingiem, Annie Sloan ma nowy przepis na prostą metamorfozę mebla. Tym razem twórczyni legendarnych farb kredowych i mistrzyni w dziedzinie DIY pokazuje krok po kroku, jak odnowić drewniany stolik, wykorzystując szablon dołączony do najnowszego wydania poradnika The Colourist.

Ten sam pomysł możemy wykorzystać, by odmienić dowolny mebel w domu: szafkę, komodę czy krzesła. Wystarczy farba Chalk Paint™, szablon i proste narzędzia, a Annie Sloan poprowadzi nas krok po kroku przez kolejne etapy metamorfozy.

– Nasz szablon jest delikatny, więc zostawiliśmy go do wycięcia. Po prostu weź ostry nóż rzemieślniczy lub skalpel i wytnij go ostrożnie. Obracaj papier podczas cięcia, aby utworzyć długie linie ciągłe. Wytnij go na kawałku starego drewna lub kartonu i uważaj, aby go nie naciągnąć! Jeśli zamierzasz używać szablonu wiele razy, pokryj go warstwą lakieru, aby był trwalszy – radzi Annie.

Do realizacji tego projektu potrzebne będą:

szablon

skalpel lub małe nożyczki

1l farby Chalk Paint™ w kolorze Tilton

120 ml farby Chalk Paint™ w kolorze Olive

120 ml farby Chalk Paint™ w kolorze Amsterdam Green

mały wałek z gąbki

mały pędzel

500 ml bezbarwnego wosku Chalk Paint™ Wax

pędzel do wosku lub niestrzępiąca się tkanina

taśma maskująca

Krok 1:

Pomaluj stolik dwiema warstwami farby Chalk Paint™ w kolorze Tilton. Rozprowadź pierwszą warstwę cienko, aby uzyskać gładką powłokę, następnie nakładaj drugą warstwę tak, aby nie pozostawić śladów pędzla.

Krok 2:

Pozostaw do całkowitego wyschnięcia. Czas schnięcia farby zależy od powierzchni mebla i temperatury otoczenia, ale powinna być sucha w dotyku w ciągu kilku minut.

Krok 3:

Wymieszaj żółto-zielony kolor za pomocą farby Chalk Paint™ w kolorach Tilton i Amsterdam Green z odrobiną koloru Olive. Pokryj wałek farbą, ale upewnij się, że nie jest jej zbyt dużo.

Krok 4:

Zaplanuj swój projekt na kartce papieru malując szablon na kolor bazowy. Ten szablon nie jest symetryczny, więc musisz go odwrócić, aby utworzyć lustrzane odbicie.

Krok 5:

Przyklej szablon w odpowiednim miejscu za pomocą taśmy maskującej. Delikatnie rozprowadź farbę w odcieniu zieleni w różnych kierunkach, aby uzyskać dobre pokrycie.

Rada Annie:

Na płaskiej powierzchni lepiej użyć wałka niż pędzla do szablonów. Nie nabieraj zbyt dużo farby na raz i nie naciskaj zbyt mocno. Lepiej nałożyć kilka cienkich warstw niż jedną grubą. Zeskrob wszelkie niedoskonałości, gdy farba wyschnie.

Krok 6:

Zamaskuj taśmą płatki wzoru szablonu, aby pozostawić tylko małe kóleczko, które umieścisz na środku kwiatów. Pomaluj je farbą w kolorze Amsterdam Green. Po wyschnieciu wykończ mebel bezbarwnym woskiem.

fot. materiały prasowe

Nation of Ruins – łódzka Fuzja gości włoskiego artystę

Dawne fabryki, bazy wojskowe czy zaniedbane wille – Carne, artysta znany łódzkiej publiczności z muralu przy ul. Łanowej, wraca do Łodzi by przygotować wystawę-refleksję nad współczesnym miastem, zacieraniem historii i upadkiem społeczeństwa. Zdjęcia, flagi, plakaty i manifest artystyczny „Nation of Ruins” wypełni dawną elektrownię Scheiblera przy ul. Milionowej 6a. Wernisaż wystawy przygotowanej przez Fundację Urban Forms we współpracy z Fuzją rozpocznie się w piątek 24 czerwca.

Carne, czyli Enrico Tuzzi to artysta z obszaru szeroko rozumianego street artu. Jest nie tylko artystą wizualnym, ale też ekoaktywistą, od dekady prowadzącym we współpracy z europejskimi uniwersytetami badania nad łańcuchami dostaw i rolnictwem ekologicznym. W swojej twórczości wykorzystuje formy geometryczne, linię i kolor. Pochodzi z Gorycji, położonej tuż przy granicy ze Słowenią, co miało znaczący wpływ na jego twórczość. Miłośnikom street artu w Łodzi jest też doskonale znany za sprawą pracy przy ulicy Łanowej stworzonej we współpracy z Fundacją Urban Forms.

„Nation of Ruins” to rozwinięcie międzynarodowego projektu artysty. Twórca, wykorzystując murale, instalacje, plakaty, performans prowadzi działania odnoszące się do zagadnień upadku i porażki systemu ekonomicznego, zużycia ziemi i jej zanieczyszczenia czy niszczenia bioróżnorodności. Jego zdaniem miasto to konglomerat, w którym jest miejsce zarówno na nowe obiekty, obszary, zdarzenia społeczne, jak i na stare, zrujnowane. Nie należy odwracać się od ruin i udawać, że ich nie ma, a raczej zaakceptować ich obecność, jako naturalne zjawisko w przestrzeni miasta. Carne nie postrzega ruin jako szpetnego elementu miasta, ale nośnika historii i pretekstu do tworzenia sztuki. Na łódzką wystawę „Nation of Ruins” składa się cykl zdjęć, plakatów, flag oraz manifest artystyczny Nacji Ruin.

– Program wystawy został zaktualizowany w kontekście wojny w Ukrainie, by jak najmocniej podkreślić, że koncept Nacji Ruin narodził się w wyniku rozpadu Jugosławii. Pochodząc z miejscowości położonej tuż przy granicy ze Słowenią byłem świadkiem tego konfliktu, pamiętam widok czołgów i drutów kolczastych. A do zbudowania koncepcji Nacji Ruin zainspirowały mnie opuszczone, zapomniane budynki baz wojskowych – wyjaśnia Carne i dodaje, że na wystawie w dawnej Elektrowni Scheiblera znajdą się też dzieła przygotowane z myślą o tej przestrzeni, dzięki czemu zwiedzanie ma być przeżyciem nie tylko wizualnym, ale i wielozmysłowym.

W ramach projektu Nation of Ruins artysta bierze pod lupę miasta jako niejednorodny organizm; wydobywa historię zapomnianych, wykluczonych obszarów, które powstały w wyniku narastającej dezintegracji cechującej społeczeństwa kultury zachodniej.

– Wystawa przygotowana przez Carne ma wyjątkową wagę, zarówno w kontekście przestrzeni miasta, jak i obecnej sytuacji geopolitycznej. Prace, które się na niej pojawią opowiadają niepowtarzalne, także tragiczne, historie różnych miejsc. To nasze stanowisko w dyskusji nad społeczną odpowiedzialnością za miejsce, w którym żyjemy. Szczególnie ważna jest dla nas przestrzeń, w której wystawę będzie można zobaczyć, bo jej wyjątkowość wzmacnia przekaz wystawy. Dzięki temu dawna elektrownia jest ponownie włączana do społecznej świadomości – mówi Teresa Latuszewska-Syrda, prezes Fundacji Urban Forms. 

Wystawę oglądać będzie można od 24 do 30 czerwca w dawnej elektrowni Scheiblera na terenie Fuzji.

– Historia Fuzji nierozłącznie związana jest ze sztuką za sprawą rodziny Scheiblerów – nie tylko twórców włókienniczego imperium, na którym powstaje nasza inwestycja, ale także zasłużonych dla miasta mecenasów kultury. Zabytkowa secesyjna Kotłownia, w której mamy przyjemność gościć kolejną wystawę Urban Forms, przyciąga unikalną atmosferą i niepowtarzalną architekturą. To wspaniała przestrzeń, która jest doskonałym tłem do dyskusji na temat ożywiania poprzemysłowych obiektów i przywracania ich na mapy miast – mówi Dominika Telega-Bałdyga zapowiadając w Fuzji nową wystawę.

Fundacja Urban Forms w ciągu kilkunastu lat działalności doprowadziła do powstania ponad 150 murali, instalacji i mniejszych obiektów sztuki w przestrzeni publicznej Łodzi, wielu miast w Polsce i na świecie. Dzięki jej działaniom Łódź jest uważana za jedno z najważniejszych centrów sztuki miejskiej na świecie.

Fuzja to wieloetapowa inwestycja, która łączyć będzie funkcję biurową, handlowo–usługową, gastronomiczną, a także budynki mieszkalne, plac miejski (Ogrody Anny) i otwarte, zielone tereny wspólne liczące blisko 4 ha. Wszystko w otoczeniu historycznej zabudowy dawnych zakładów włókienniczych Karola Scheiblera, które stanowią dziedzictwo Łodzi Fabrycznej. Łącznie na 8 ha zlokalizowane będą 22 budynki, z czego 15 to obiekty historyczne.

fot. materiały prasowe

Jak zaaranżować ścianę z TV?

Dla wielu z nas telewizor stanowi centrum domowej rozrywki. Wielki, czarny prostokąt jest jednak elementem, który niełatwo wkomponowuje w przestrzeń. Jak to zrobić, nie sprawiając, że telewizor stanie się głównym punktem skupiającym naszą uwagę, zapytaliśmy Idę Mikołajską, architektkę i współwłaścicielkę pracowni MIKOŁAJSKAstudio.

Większość z nas chętnie ogląda tradycyjną telewizję, choć część decyduje się wyłącznie na korzystanie z coraz popularniejszych platform streamingowych, jeszcze inni używają telewizorów jako narzędzia do słuchania muzyki. Choć według najnowszych badań Polacy coraz rzadziej decydują się na zakup telewizorów i zestawów kina domowego na rzecz mobilnych urządzeń elektrycznych, odbiorniki wciąż odgrywają istotną rolę w naszych domach. Wielki, czarny prostokąt jest jednak elementem, który niełatwo wkomponować w przestrzeń jednocześnie nie sprawiając, że stanie się on głównym punktem skupiającym naszą uwagę.

Na co zwrócić uwagę montując telewizor?

Umieszczając telewizor na ścianie czy szafce RTV, powinniśmy wziąć pod uwagę wysokość, na której będzie się on znajdował. Odpowiednia zapewni komfort oglądania w pozycji, która sprzyja relaksowi.

– Bardzo często zdarza się, że wybierając telewizor nie zastanawiamy się nad warunkami, w jakich będziemy z niego korzystać. Przeważnie zaleca się, aby środek telewizora znajdował się przynajmniej 100 lub 110 cm od podłogi, jednak wpływ na jego umiejscowienie ma przede wszystkim jego rozmiar. Jeśli decydujemy się na większe modele o przekątnej 55, 60 czy 70 cali, możemy zamontować urządzenie  nieco wyżej. Istotna jest również odległość w jakiej będziemy siedzieć – także ona zależy od wielkości sprzętu. Częste oglądanie telewizji w niewygodnej pozie może doprowadzić do zesztywnienia lub naciągnięcia mięśni i uciążliwych bólów karku, pleców, barków, a nawet głowy i gorszego samopoczucia. Siedząc zbyt blisko ekranu możemy również łatwo popsuć sobie wzrok, dlatego rozmiar telewizora musimy dostosować do przestrzeni, w jakiej planujemy go umieścić, a nie na odwrót! – wyjaśnia Ida Mikołajska.

Jak odpowiednio wkomponować telewizor w otoczenie?

Jak każdy inny obiekt, który umieszczamy w swoim salonie, telewizor także musi pasować do naszego pomieszczenia. Na szczęście istnieje wiele sposobów na zakamuflowanie urządzenia, żeby nie psuło wystroju.

– Zamiast umieszczać telewizor w centralnym punkcie na środku pustej ściany, spróbujmy wbudować go w otoczenie, np. w regał z książkami. Takie rozwiązanie sprawi, że odbiornik stanie się częścią pewnej spójnej całości. Inną opcją jest stworzenie kompozycji, której częścią jest telewizor albo zastosowanie ciemnego tła za urządzeniem, dzięki czemu nie będzie tak bardzo odznaczał się na ścianie – radzi Ida Mikołajska.

Alternatywy dla telewizora

Pamiętajmy, że telewizor nie jest niezbędnym elementem każdego wnętrza, nawet jeśli uważamy się za kinomaniaków. Ciekawym rozwiązaniem, zwłaszcza dla osób rezygnujących z tradycyjnej telewizji jest wybór rzutnika. Ulubione produkcje możemy w takiej sytuacji oglądać zarówno na białej ścianie, jak i na specjalnym ekranie. W ten sposób będziemy mogli go “wyciągnąć” wtedy, kiedy będziemy chcieli z niego skorzystać!

fot.  materiały prasowe

Sztuka jest dopełnieniem architektury

„Promowanie twórczości artystycznej zawsze było istotnym elementem budującym tożsamość marki PULVA. Ale osób i instytucji, które cechuje takie podejście jest w naszym kraju za mało. Żyjemy w świecie pozbawionym wrażliwości i otwartości na sztukę, na jej realną, pozamaterialną wartość” – mówi architekt wnętrz Adam Pulwicki, właściciel oraz główny projektant znanej poznańskiej pracowni i wielowymiarowy człowiek: pasjonat wysokogórskiej wspinaczki, jogin, meloman, skrzypek. Wystudiowany i zarazem autentyczny. Spójny i konsekwentny w swojej ascetycznej estetyce.

Pracownia PULVA otrzymała w 2020 nagrodę European Property Awards w kategorii Interior Design Private Residence za projekt wnętrz legendarnego już – w świecie współczesnej architektury – Domu Kwadrantowego autorstwa twojej pracowni oraz KWK Promes i Roberta Koniecznego. Rok później, te same wnętrza przyniosły pracowni PULVA statuetkę złotego Leonarda w kategorii domy i mieszkania prywatne podczas III edycji festiwalu Art in Architecture. Czym dla ciebie jest ta nagroda?

Adam Pulwicki: Każda nagroda cieszy, a ta w szczególności, ponieważ dotyczy bardzo ważnego dla mnie aspektu życia, jakim jest obcowanie ze sztuką. Za jej sprawą wchodzimy w kontakt zarówno z emocjami artysty, które zawarł w dziele, jak i tymi, jakie wzbudza ono w nas. Sztuka wprowadza energię dopełniającą przestrzeń, a także oddziałuje na mieszkańców, którzy żyją z nią na co dzień. Nagroda w konkursie Art in Architecture jest dla mnie tym bardziej cenna, że zwraca uwagę na znaczenie malarstwa, rzeźby czy fotografii, jako nie mniej ważnego od architektury elementu przestrzeni prywatnych i publicznych. Od początku mojej działalności w zawodzie architekta wnętrz pozostaję wierny założeniu świadomego budowania kontekstu przestrzennego. Kreując potrzeby estetyczne staram się w pełni wykorzystać możliwości definiowania wrażliwości poprzez piękno.

Jaką rolę, twoim zdaniem, pełni konkurs Art in Architecture?

A.P: Przede wszystkim edukacyjną. Promowanie twórczości artystycznej zawsze było istotnym elementem budującym tożsamość marki PULVA. Ale osób i instytucji, które cechuje takie podejście jest w naszym kraju za mało. Żyjemy w świecie pozbawionym wrażliwości i otwartości na sztukę, na jej realną, pozamaterialną wartość. Dlatego tak istotne są działania podejmowane w ramach festiwalu Sztuka w Architekturze, który dostarcza inspiracji twórcom architektury i wnętrz, oraz inwestorom. Stanowi zachętę dla użytkowników przestrzeni do otwarcia się na piękno jako istotę sztuki w codziennym z nią kontakcie. Wskazuje możliwości i wspiera tych, dla których sztuka jest fundamentalną kwestią życiową, czyli samych artystów.

W Domu Kwadrantowym – z jego białą, minimalistyczną bryłą i gigantycznymi przeszkleniami oraz prawie monochromatycznymi, ascetycznymi wnętrzami kojarzącymi się ze współczesną przestrzenią galeryjną – zagościły wielkoformatowe obrazy poznańskiej artystki Katarzyny Zygadlewicz i rzeźby, na czele z dynamiczną kompozycją w strefie dziennej, autorstwa warszawskiego twórcy Tomasza Górnickiego. Jak doszło do tego, że zaistniała tutaj tak niespotykana synergia sztuki architektury ze sztuką architektury wnętrz oraz rzeźbą i malarstwem?

Któregoś dnia zadzwonił telefon – Kupiliśmy działkę i budujemy dom! – oznajmił znajomy inwestor, dla którego wcześniej stworzyłem wnętrza dwóch apartamentów. Pierwsze spotkanie zakończyliśmy ustaleniem zarysów programu funkcjonalnego, po czym nasza pracownia przygotowała wstępny projekt układu wnętrz. Potrzebowaliśmy jednak architekta. W tamtym czasie było już głośno o Robercie Koniecznym. Wspomniałem inwestorom, że robi on świetne rzeczy, zaznaczając przy tym, że są to projekty bardzo odważne. Inwestor, kiedy pokazałem mu realizacje Koniecznego wpadł w zachwyt, a architekt zgodził się podjąć współpracę. W trakcie procesu projektowego wymienialiśmy z Robertem informacje dotyczące układu funkcjonalnego, potem zaczęła się budowa, która trwała długo. Powstał jednak dom wyjątkowy, który budzi emocje, często skrajne. Nikt jednak nie możne mu odmówić po pierwsze charakteru, a po drugie tego, że został zrealizowany dokładnie według projektu, co nie jest regułą.

W którym momencie do procesu projektowego włączyliście sztukę?

Z poziomem świadomości reprezentowanym przez inwestorów w sposób oczywisty związana jest potrzeba posiadania w otoczeniu obiektów sztuki. Już w ferworze pierwszych rozmów dotyczących kwestii funkcjonalnych ustaliliśmy, że w salonie, w jego części wypoczynkowej z dużą sofą, nie będzie telewizora. W naturalny sposób ściana naprzeciwko sofy została więc zdefiniowana jako przeznaczona na wielkoformatowe malarstwo. Ale elementem najważniejszym w tej przestrzeni jest rzeźba. Gdy zaczynałem pracę nad tym projektem, wiedziałem, że jest ktoś taki, jak Tomek Górnicki, lecz nie znałem bliżej zarówno artysty, jak i jego dzieł. Potem, przypadkowo, wpadłem na niego i natychmiast pojawiło się hasło „rzeźba” w kontekście projektowanych wnętrz. Właściciele, mniej więcej w tym samym czasie, byli na pokazie mody, gdzie odbywał się performance Tomka, z wielką czaszką w roli głównej, który zrobił na nich duże wrażenie. Chętnie zgodzili się więc na współpracę z artystą. Nomen omen, właściciel jakieś dwa lata po wprowadzeniu się do domu odkupił tę pracę od artysty – rzeźbiarska czaszka stoi teraz przed tym domem. Kiedy prace wykończeniowe zbliżały się do finału napomknąłem, że w pracowni malarki, Kasi Zygadlewicz widziałem kilka nowych obrazów. Motyw jej malarstwa w tych wnętrzach jest o tyle ciekawy, wręcz fenomenalny, że z Poznania przyjechało wówczas do Warszawy sześć obrazów, na zasadzie „przymiarki”. Cztery obrazy Kasi, które tam do dzisiaj funkcjonują, zostały wybrane praktycznie od razu, podczas tej pierwszej prezentacji! Tego rodzaju „synchroniczność” w relacjach z artystami takimi, jak Katarzyna Zygadlewicz, Tomasz Górnicki, Maciej Mańkowski, Szymon Brodziak czy Kaja Wielowiejska, którą ostatnio odkryłem, albo Michał Wróbel, z którym zaczynam pracować, przydarza mi się bardzo często. Zupełnie jakby za nami była jakaś dodatkowa, spinająca nas energia (śmiech). Oczywiście bardzo cenię i z przyjemnością sięgam po klasyków, jak Roman Opałka czy Stanisław Fijałkowski.

Dla współpracujących z tobą artystów to wymarzona okoliczność, podczas gdy klienci PULVA dzięki tobie korzystnie inwestują kapitał!

W rozmowach z inwestorami nie używam tego typu argumentów. Z mojej perspektywy kluczowe są wartości pozamaterialne, jakie sztuka wnosi do wnętrza. Natomiast sytuacje spontanicznego dopasowania prac do kontekstu wnętrza, które wydarzają się często i poza jakimikolwiek kalkulacjami, dają klientom poczucie uczciwości. Nigdy nie proponuję takiego czy innego obiektu artystycznego wyłącznie jako inwestycji, chociaż wszyscy artyści, o których wspomniałem mają ugruntowaną pozycję na rynku sztuki. Ja sam czerpię z tego totalną przyjemność, więc traktuję tę działalność jako bonus, jaki oferuje praca projektanta. Wprowadzając sztukę do wnętrz stworzonych przez pracownię PULVA, sprawiam radość także sobie, chociaż przede wszystkim klientom i cieszy mnie bardzo, gdy widzę ją na ich twarzach.

Czy zaprzyjaźnieni z tobą artyści tworzą „na zamówienie”, pod konkretny projekt, że tak powiem?

Mam z nimi, jak wspomniałem, na tyle unikatową relację, że już w momencie, gdy rodzi się nowy temat umieszczam w wizualizacji świadomie określone prace. Klient otrzymuje informację, że we wnętrzu, obok odpowiedzi na jego potrzeby funkcjonalne, pojawia określony koloryt, albo jakości graficzne, czyli konkretna energia. Aktualnie przymierzamy się do kolejnego projektu, w który włączyłem z kolei fotografię – prace Kacpra Kowalskiego, którego uwielbiam, specjalizującego się w zdjęciach wykonywanych z lotu ptaka. Tworzy magiczne, abstrakcyjne obrazy – po prostu piękne! Umieszczając dzieła sztuki w wizualizacji robimy to odpowiedzialnie. Jest to dla nas proces najzupełniej naturalny. Spuentuję ten wątek przywołaniem sytuacji z klientami, dla których projektowałem niedawno apartament w Poznaniu. Drodzy państwo, zaproponowałem, gdy prace wykończeniowe były już zaawansowane, jeżeli pozwolicie, zajrzę do pracowni znajomej malarki i zobaczę, co ostatnio stworzyła – może zechcecie zobaczyć kilka obrazów? Pojechałem i powiedziałem: zabieram dwa, jestem na 99 proc przekonany, że się spodobają. I co się dzieje? Wchodzę do apartamentu z obrazami po pachą, jeden z nich przykładam do ściany i… okazuje się, czego wcześniej nie spostrzegłem, że za oknem jest zagajnik brzozowy – mamy wczesną wiosnę, więc dominują kolory: biały, czarny, intensywny żółty i delikatna zieleń i dokładnie te same barwy są na obrazie! To nie zostało zaaranżowane. Inwestorzy oczywiście kupili oba płótna.

Realizacje pracowni PULVA robią wrażenie „wykutych” z przysłowiowej jednej bryły – całą twoją twórczość, jak również wizerunek, cechuje niesłychana spójność. Także charakterystyczna harmonia sztuki i architektury nikogo nie pozostawia obojętnym…

Obecność sztuki stanowi dla mnie dopełnienie dzieła architektury związanego przede wszystkim z obszarami czystej funkcjonalności, czyli energii naszych podstawowych potrzeb. Pragniemy mieć ładną łazienkę, ale służy ona przede wszystkim dbaniu o higienę. Dostrzegam w tym pewien paradoks: często nie potrafimy zdecydować, czy będziemy się angażować bez reszty i „pisać doktorat” na temat miski WC, czy też po prostu uznamy, że jest nam do życia potrzebna i szybko wybierzemy najlepszą jakościowo i stylistycznie spośród dostępnych. Chociaż moglibyśmy kontynuować „research” przez kolejne dwa miesiące – tak wiele jest obecnie rozwiązań dostępnych na rynku. Natomiast sztuka pozostaje czymś, co w odczuciu większości jest zbędnym dodatkiem do egzystencji. Żyjemy bez niej i funkcjonujemy najzupełniej normalnie…

Fot. I miejsce w kategorii:  MIESZKANIE DOM/  Pulva/ Quadrant house / fot.Joel Hauck

Fot. I miejsce w kategorii:  MIESZKANIE DOM/  Pulva/ Quadrant house / fot.Joel Hauck

Teoretycznie…Chociaż, istotnie, do biologicznego funkcjonowania sztuka nie jest nam w ogóle potrzebna.

No właśnie. Ale kiedy zaprosimy ją do domu, okazuje się, że dostajemy dawkę niesamowitej energii. Buduje wrażliwość, pobudza nas albo uspokaja, prowadzi z nami dialog. To jest bezcenne. Uważam, że ważniejsze od deszczownicy zaprojektowanej przez światowej sławy designera i wyposażonej w ultranowoczesną technologię. Może się na koniec okazać, że to właśnie malarstwo robi lepszą robotę, holistycznie rzecz ujmując, niż najnowsza, niesłychanie kosztowna wanna z hydromasażem. Od dawna towarzyszy mi refleksja dotycząca liczby gromadzonych przez nas rzeczy i tego, które z nich są faktycznie niezbędne do zaspokojenia podstawowych potrzeb związanych z fizycznym funkcjonowaniem w świecie. Piękną myśl wyraziła moja przyjaciółka Maja Ankiersztajn, architekta, wykładowczyni Politechniki Poznańskiej: „Kanapę czy krzesło zapewne wyrzucą kolejne pokolenia albo po prostu się zużyje. Natomiast sztuka ma tę właściwość, że trwa w czasie i wraz z jego upływem zyskuje na wartości.” Maja, posiada wiele obrazów, ale te najbardziej ukochane odziedziczyła po dziadkach. Nie wyobraża sobie domu bez nich. Jest w tym coś magicznego.

Rozmawiała Arletta Liro / OKK! PR

Na co zwrócić uwagę przy zakupie mebla drewnianego?

Co mają do zaoferowania drewniane meble w porównaniu ze znacznie tańszymi produktami z płyty? Przede wszystkim trwałość – mogą służyć przez dziesiątki lat i być odnawiane, stając się częścią historii rodziny. Nie ma też nic lepszego, niż dobre wzornictwo pokazane w jakościowym materiale wykończeniowym. Nie musimy kupować nowego stołu co kilka lat, gdy posiadamy wytrzymały mebel z możliwością jego odnowienia, a do tego, nawet jeśli się zużyje, to jego utylizacja jest bardzo ekologiczna, w przeciwieństwie do przesiąkniętej klejem płyty wiórowej i laminatów. Na co zwrócić uwagę podczas kupna, zapytaliśmy specjalistów z Miloni – polskiej manufaktury wytwarzającej wielokrotnie nagradzane meble drewniane.

Czy ten mebel na pewno jest drewniany?

Niejednokrotnie zdarza się, że sprzedawcy nie zdają sobie sprawy, że mebel, który przestawiają jako drewniany, w rzeczywistości jest pokryty fornirem. Jak więc odróżnić prawdziwe drewno od wysokiej jakości falsyfikatu? Przede wszystkim zwróćmy uwagę na usłojenie powierzchni (na przykład blatu). Fornir, w przeciwieństwie do desek, krojony jest bardzo cienko, w związku z czym obok siebie powtarzają się niemal identyczne wzory. Przy litych deskach zdarza się to niezwykle rzadko. Badaj szczegóły, detale i zaokrąglenia – w takich miejscach tylko drewniany mebel obroni się spójnością.

Sprawdź kompetencje producenta

Tworzenie mebli drewnianych jest wymagające technicznie i materiałowo. Gdy producent robi także meble z płyty, jest mało prawdopodobne, aby można go uznać za specjalistę od mebli drewnianych, materiał ten nie wybacza bowiem błędów przy przygotowaniu. Zrobić porządny mebel z płyty nie jest trudno, zrobić poprawny z drewna – już tak. W Miloni drewno jest sezonowane przez około dwa lata po to, by było materiałem stabilniejszym w gotowym meblu – co oczywiście kosztuje. Dochodzi do tego jeszcze skomplikowana obróbka, wymagająca pracy specjalistów i odpowiedniego parku maszynowego. Warto sprawdzić, czy dany producent udostępnia informacje o używanych technologiach i sposobach pozyskiwania oraz przygotowania materiału. To właśnie świadczy o jego kompetencjach.

Gatunek drewna

Jeśli będzie to mebel bez blatu roboczego, na przykład szafka, dobrze sprawdzi się wiąz, brzoza, klon czy olcha. Pamiętajmy jednak, że meble powinny pasować do podłogi, a jeśli jest drewniana, to siłą rzeczy lepiej postawić na twardsze materiały. W przypadku podłóg, niewątpliwym liderem od wielu lat jest dąb, rzadziej jesion czy buk.

Olejowanie i lakierowanie

Drewno należy czymś zabezpieczyć. Mimo wielu rodzajów zabezpieczania, w praktyce wybór ograniczony jest do lakierów i olei czy olejowosków. Lakier wybierany jest przez większość przemysłowych producentów mebli drewnianych. Tworzy szczelną powłokę, łatwą w czyszczeniu i niewymagającą konserwacji. Jeśli jednak dojdzie do uszkodzenia, a prędzej czy później to się stanie, wymagana będzie pomoc fachowca. Miloni rekomenduje więc wybór mebli olejowanych. W przeciwieństwie do lakierów, oleje bazują na naturalnych składnikach i są przyjazne dla alergików. Wnikają w strukturę drewna i pozwalają zachować jego właściwości, a także przyjemną fakturę. W dodatku są antystatyczne. Co prawda należy je co jakiś czas odświeżać, ale bez problemu można to zrobić samodzielnie, usuwając przy okazji wszelkie obicia i zarysowania. To wybór dla osób, które kupują mebel na lata i chcą mieć możliwość zadbania o niego, a jednocześnie cieszenia się prawdziwym ciepłem wysokiej jakości drewna.

Diabeł tkwi w szczegółach

Oglądając meble, zwróćmy uwagę na wszelkie załamania i zaokrąglenia. Czy są równe i łagodne? Czy dolne i niewidoczne krawędzie zostały odpowiednio obrobione i nie są ostre? Newralgiczne będą także wszelkie łączenia – jakość ich spasowania świadczy o umiejętnościach stolarza. Jeśli podobają się nam bogato zdobione meble, przyjrzyjmy się wszelkim rzeźbieniom. Jeśli widoczne są na nich niedoróbki, to należy spodziewać się także innych problemów jakościowych. Jednym słowem – czepiaj się.

Meble drewniane to zakup wiążący się ze sporym wydatkiem, należy więc być wymagającym. Miloni odradza polowanie na okazje i szukanie najtańszych modeli. Lepiej jasno określić swoje wymagania, znaleźć mebel bez kompromisów jakościowych i potraktować go jako inwestycję na długie lata. Gwarantujemy, że drewno się odwdzięczy.

 

fot. materiały prasowe

Czas na letnie metamorfozy

Lato to doskonała okazja na odświeżenie wnętrza! W tym sezonie warto wprowadzić do wnętrz skandynawski design. Piękny, ponadczasowy i funkcjonalny – to główne cechy wzornictwa prosto z Północy, które od wielu lat sukcesywnie podbija serca Polaków. Duńska marka BoConcept już w czerwcu zaczyna swoją letnią wyprzedaż – rozpoczyna się święto wielbicieli minimalistycznego designu na najwyższym poziomie – END SEASON SALE 2022.

Firma BoConcept pochodzi z Danii i powstała w 1952 roku. Obecnie jest marką premium z bogatą ofertą nowoczesnych mebli, akcesoriów i oświetlenia. BoConcept wychodzi również z propozycją usługi projektowania wnętrz, ułatwiając nadanie im osobistego charakteru. W tym roku marka obchodzi swoje 70-lecie i ma już ponad 310 salonów w ponad 67 krajach świata.

fot. materiały prasowe

Design zaczyna się od człowieka – wywiad z Ewą Półtorak, projektantką w zespole Nobonobo

Miłość do form użytkowych i zainteresowanie odbiorcą produktu to kluczowe wartości w projektowaniu wyjątkowych mebli. O początkach swojej kariery, inspiracjach do stworzenia nowej kolekcji dla Nobonobo oraz cyrkularnym gospodarowaniu materiałami opowiada Ewa Półtorak, nowa designerka w zespole.

Od czego zaczęła się Pani przygoda z designem?

Studiowałam Wzornictwo na Politechnice Bydgoskiej, Projektowanie Mebla na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, a także Wzornictwo Przemysłowe na Politechnice w Walencji. Od zawsze z pasją i niesłabnącą ciekawością podchodziłam do twórczej pracy w obszarze form użytkowych – mebli. To pozwoliło mi na skuteczny rozwój moich planów i ożywienie ich w postaci realizowanych projektów. Po trzech latach pracy w studiu projektowym Enrique Martí Asociados w Walencji postanowiłam zrobić kolejny krok i stworzyć własną przestrzeń do urzeczywistniania swojej pasji, czerpiąc inspiracje z elementów otaczającego mnie świata.

Czym jest dla Pani projektowanie?

W mojej filozofii pracy projektowanie zaczyna się od człowieka. Polega na studiowaniu, analizowaniu, obserwacji i zrozumieniu człowieka, jego zwyczajów i stylu życia, a w drugiej kolejności na identyfikacji i nazwaniu potrzeb. Każdy projekt zaczynam z nową ciekawością, wymieniając się wiedzą i doświadczeniem, dzieląc opiniami i wrażeniami tak, by w rezultacie stworzyć produkt, który ułatwi i ulepszy życie codzienne, zwiększy komfort i świadomość użytkownika.

Co zainspirowało Panią do zaprojektowania sofy Lanube?

Przede wszystkim otaczające nas piękno natury, zmienność pór roku, dnia i nastrojów były głównymi inspiracjami do stworzenia koncepcji sofy Lanube. Ma być ona przestrzenią do wspólnego spędzania czasu, życia razem, spotkania, dzielenia się chwilami. Stworzona, by zatopić się w chwili obecnej, pozwolić sobie na moment relaksu, odpoczynek, poczuć miękkość i komfort.

Jaki są jej główne walory użytkowe i estetyczne?

Lanube to sofa modułowa z możliwością tworzenia wielu konfiguracji, dopasowujących się do charakteru wnętrza. Prosta, pełna miękkości forma, uzupełniona charakterystycznymi detalami zaprasza użytkownika do zatopienia się w jej nadzwyczajnym komforcie. Elementem charakterystycznym każdego elementu jest niskie oparcie bezpośrednio „wyrastające” z siedziska, tworzące z nim spójną formę, a także podkreślające unikalny efekt wizualny sofy. 

Sofa Lanube to produkt proekologiczny? Jak wpisuje się ona w gospodarkę cyrkularną? 

Lanube to produkt proekologiczny przede wszystkim poprzez zastosowanie tkanin technicznych wykonanych z butelek PET pochodzących z recyklingu, która jakościowo nie odbiega od innych tkanin i doskonale spełnia swoje funkcje. Kolejnym elementem jest wykorzystanie sklejki odpadowej do stworzenia konstrukcji wewnętrznej sofy. Dodatkowo do kolekcji Lanube dedykowane są tkaniny w 100% naturalne marki Nobonobo. Taki sposób pracy i wtórne wykorzystywanie materiałów eliminuje tworzenie dodatkowych komponentów w procesie produkcji. Warto zaznaczyć, że tylko praca ze świadomymi ludźmi, którzy stoją za markami, takimi jak Nobonobo, pozwala na odpowiedzialną praktykę społeczną i środowiskową. 

fot. materiały prasowe

Fuzja ze sztuką: Egon Fietke w dawnej Elektrowni Scheiblera

Makulatura, płótna i rolki po przędzy z opuszczonych łódzkich fabryk – Egon Fietke, legenda polskiej sceny street artu, w swoich najnowszych pracach nadaje zużytym przedmiotom nowy sens i osadza je w nieoczywistych kontekstach własnych mitologii. Cykl rzeźb artysty, zatytułowany „Zastęp Siedmiorga i Księżniczka Srebrnej Gwiazdy” wypełnił dawną elektrownię Scheiblera przy ul. Milionowej w Łodzi. Wernisaż wystawy został przygotowany przez Fundację Urban Forms we współpracy z Fuzją.

Andrzej Miastkowski, znany bardziej jako Egon Fietke, współtworzył pierwszą falę polskiego graffiti sprayowo-szablonowego i jest uznawany za jednego z pierwszych łódzkich street artystów. Jest autorem kultowych szablonów „Uwięzić politycznych” i „997 telefon zaufania”. Założył i prowadził grupę artystyczną Wspólnota Leeeżeć. Motywem przewodnim wielu jego prac są futurystyka, kosmos i cywilizacje pozaziemskie. Miłośnikom street artu w Łodzi jest też doskonale znany za sprawą prac przy Pogonowskiego 12 – „Madonna astronautów” i Wrześnieńskiej 2 – „Lisowaty z kapibarą”, stworzonych we współpracy z Fundacją Urban Forms.

Na wystawę „Zastęp Siedmiorga i Księżniczka Srebrnej Gwiazdy” składa się cykl rzeźb, płócien i innych obiektów artystycznych, które tworzą przestrzenną instalację. Obiekty składające się na ekspozycję wykonane są z masy papierowej, makulatury, gałęzi, a nawet rolek po przędzy z opuszczonych łódzkich fabryk. Ich dopełnieniem są wielkoformatowe płótna z minimalistycznymi przedstawieniami.

– Tytuł „Zastęp Siedmiorga” z założenia nie naprowadza widza na konkretny trop, lecz otwiera duże pole do samodzielnych interpretacyjnych dociekań. Liczba siedem jest głęboko osadzona w naszej kulturze i towarzyszy jej od najstarszych znanych nam świadectw pisanych. Siedem jest symbolem kosmosu, stworzenia, przestrzeni, czasu, losu, boskości, szczęścia, przygody, skomplikowanej jedności, wiecznego życia. Z kolei koncept Księżniczek Srebrnych Gwiazd pochodzi z kosmogonii tzw. ras założycielskich. To wielowymiarowe inteligencje stacjonujące w najwyższych oktawach wszechświata. Ich rolą jest nasycenie swą świadomością i utrzymanie energetyczno-dźwiękowych sieci, będących stelażem, na którym budowane są materialne rzeczywistości – wyjaśnia twórca.

Wystawie towarzyszy też projekcja zdjęć stanowiących dokumentację fotograficzną działań artysty zapisujących jego kompozycje z gliny, piasku, ziemi, lodu, które pod wpływem wiatru, temperatury, przypływu, deszczu, niezamierzonych działań ludzkich, uległy zniszczeniu.

– Wystawa przygotowana przez Egona Fietke jest niezwykła. Prace, które się na niej pojawią opowiadają własne, niepowtarzalne historie. Artysta w swoich pracach tworzy prywatną mitologię i przeciwstawia się komercjalizacji sztuki, a jednocześnie chce ją zbliżyć do odbiorcy, by była na wyciągnięcie ręki – mówi Teresa Latuszewska-Syrda, prezes Fundacji Urban Forms. 

Wystawę oglądać można do 12 czerwca w dawnej elektrowni Scheiblera na terenie Fuzji, której sceneria – jak podkreślają organizatorzy w sposób szczególny wzmacnia przekaz instalacji.

– Fuzja, mieszcząca się na terenie dawnych zakładów Scheiblera, przyciąga unikalną atmosferą i niepowtarzalną architekturą, która wielu kojarzy się wręcz nieziemsko. Miejsce, które przywracamy do życia, tętni nowoczesnością, ale czerpie też ze swojej historii – podkreśla Dominika Telega-Bałdyga z Echo Investment. – To idealna przestrzeń dla świata wyobraźni tak wyjątkowego artysty, jak Egon Fietke.

fot. materiały prasowe

Rewitalizacja, czyli przywrócenie do życia. Jak architekci aktywują tereny poprzemysłowe

Praca na obszarach dawnych stoczni gdańskich, którymi się zajmuje się trójmiejska pracownia Roark Studio, to coś więcej niż renowacja i konserwacja budynków historycznych. Projekty bliższe są rewitalizacji, czyli dosłownie przywróceniu do życia. W drodze procesu wyprowadzania nowej funkcji do obiektów i na obszarach sąsiadujących, zdegradowana dotychczas część miasta zostaje aktywowana i otwarta na społeczność miejską. Tworzą się nowe miejsca pracy, rekreacji, funkcja mieszkaniowa łączy się z usługową, rozrywkową.

Trójmiejska pracownia architektoniczna Roark Studio ma na koncie liczne projekty rewitalizacji na terenach poprzemysłowych, między innymi: obiekt mieszkalno – usługowy Chlebova Apartamenty w miejscu dawnej fabryki chleba – Germania Brotfabrik, a także zabytkowe obiekty na terenie Stoczni Cesarskiej: Budynek Dyrekcji nagrodzony w konkursie 2021 European Property Award w kategorii Office Architecture, Creative Cluster w dawnych halach stoczniowych czy Budynek Remizy z restauracją Melżyński.

– Praca z zabytkiem musi być pasją, inaczej napotykane po drodze a najczęściej już na starcie problemy i przeciwności mogłyby zniechęcić i odebrać cały entuzjazm. Najczęściej efekt końcowy wynagradza całą pracę i energię włożoną w przywracanie do życia obiektu historycznego – mówi Paulina Lehmann, architektka z Roark Studio.

Trudności wynikające z pracy przy zabytkowych budynkach pod ochroną konserwatorską obejmują między innymi dodatkowe wymagania i uzgodnienia, o które należy zadbać zanim przystąpi się do sporządzenia projektu budowlanego i opracowania programu prac konserwatorskich. Jest to na przykład kategoria geotechniczna wymagająca każdorazowo pełnej dokumentacji geologiczno–inżynierskiej, rzetelna inwentaryzacja w postaci skanowania, ekspertyza techniczna poprzedzona odkrywkami, często ze względu na wieloletnie naleciałości badania stratygraficzne (przedstawienie chronologicznego układu warstw, ich waloryzację oraz określenie pierwotnej kolorystyki badanych elementów).

Budynki często nie spełniają warunków technicznych, a ze względu na elewację i wartościowe elementy podlegające ochronie konserwatorskiej dodatkowo występować należy o odstępstwo w Sanepidzie – na przykład w kwestii doświetlenia czy zaniżenia pomieszczeń, czy Wojewódzkiej KPSP – z propozycją wprowadzenia rozwiązań zamiennych rekompensujących niespełnione warunki ewakuacji lub zabezpieczenia przegród budowlanych. Wszystkie rozwiązania muszą być uzgodnione z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków, a prace prowadzone pod czujnym okiem specjalistów z komisji konserwatorskich.

Dodatkowo, na etapie realizacji, podczas rozbiórek często napotykane są problemy, które wcześniej zamaskowane były pod warstwami wieloletnich zmian i przebudów danego budynku. Należy się na to nastawić i niekiedy elastycznie szukać nowych rozwiązań.

– Rewitalizacja wymaga bardzo elastycznych rozwiązań wielobranżowych, często rozwiązań/ detali szukamy w trakcie procesu realizacji, na niektóre niespodzianki nie mamy know-how. Zdarzają się też miłe niespodzianki i na budowie w konsultacji z konserwatorem powstaje decyzja o wyeksponowaniu nowego odkrycia. W budynku Dyrekcji przykładem mogą być kratownica drewniana na poddaszu w jednym ze skrzydeł obudowana prowizorycznymi ścianami i szafami księgowymi, albo ceglane ściany z łukami, które miejscowo ukryte były przez wiele lat za wtórnymi ścianami – opowiada Paulina Lehmann.

Rewitalizacja jest bardzo kosztownym procesem. Często przy jego realizacji napotkać można między innymi brak możliwości zbliżenia się do ekonomicznych parametrów przegród (okna, ściany) i ograniczenia wynikające z właściwości materiałów służących do konserwacji budynków historycznych. Przykładowo niekiedy okna podlegają jedynie restauracji i czyszczeniu, zarówno w zakresie konstrukcji jak i samego szklenia.

Pracę ułatwia często stosunek inwestora i projektantów do obiektów historycznych nad którymi pracujemy – często sentymentalny. Działania na etapie wielobranżowej koncepcji prowadzimy często w formie spotkań warsztatowych. Inwestor aktywnie uczestniczy wówczas w procesie projektowym – podkreśla ekspertka Roark Studio.

Budynek Dyrekcji, Creative Cluster, Chlebova Apartamenty: projekt Roark Studio

Budynek Remizy:

  • projekt budowlany: konsorcjum Transforma – Grzegorz Pęczek, Pracownia Kreska Alina Szymańska i Asmont Adam Szymański.
  • projekt zamienny i wykonawczy: Roark Studio, wspólnie z Pracownią Projektową Jana Terleckiego z Warszawy projekt wnętrz.

 

fot. materiały prasowe

 

„Pozorów horyzonty” – wernisaż malarki Anny Zalewskiej

W warszawskiej siedzibie Fundacji im. Bolesława Biegasa zorganizowano wystawę malarstwa poznańskiej artystki Anny Zalewskiej (ur. 1985). Kilkanaście najnowszych prac artystki można było oglądać do 12 maja. Wystawa nosiła tytuł „Pozorów horyzonty” i zawierała kilkanaście nigdy wcześniej nie pokazywanych obrazów. Kuratorka wystawy Ewa Mierzejewska przeprowadziła wywiad z artystką.

 

Ewa Mierzejewska: Na wystawie „Pozorów horyzonty” w Fundacji im. Bolesława Biegasa pokazanych było kilkanaście prac Pani autorstwa. Co je łączy?

Anna Zalewska: Myślę, że przede wszystkim łączy je to, jak widzę świat, i w jaki sposób chcę przekazać go innym. Ten świat, który dzieje się między nami, na płaszczyźnie emocji i myśli. Dopiero później łączy je technika, temat, kolorystyka. Staram się skłaniać ku naturze, dlatego paleta, której używam – mimo, że mocno różnorodna – zdominowana jest jednak przez kolory ziemi. Z tego też powodu stosuję płótna lniane, czasami celowo zostawiając niezamalowaną fakturę surowego materiału. Inspiruję się naturą, w niej odnajduję harmonię i tym właśnie chcę napełnić swoje obrazy.

Dlaczego wystawa nosiła tytuł „Pozorów horyzonty”?

Użyłam słowa „horyzonty” jako określenie granicy, schyłku, czegoś, co można rozumieć jako zakończenie. Pozory towarzyszą nam codziennie, są pewnego rodzaju płaszczem nakładanym na nas samych, rozpinanym lub zapinanym, gdy pada lub wieje. W swoich obrazach staram się pokazać przekrój uczuć i emocji – zazwyczaj tych trudnych – jak samotność, poczucie braku, przemijanie, tęsknota. Tych uczuć, których zazwyczaj nie lubimy. Staram się pokazać je w sposób piękny – są w końcu częścią nas – i w ten sposób zdjąć płaszcz pozorów.

Styl wszystkich prac jest bardzo spójny, ale gdy przyjrzymy się bliżej, widzimy ogromną różnorodność. Czy mogłaby Pani zdradzić, skąd pochodzą inspiracje?

Pewnie otrę się tu o banał, ale… z życia. Inspiracją może być wszystko. To może być zapach, faktura materiału, kamienia, plakat teatralny zauważony kątem oka na ulicy. Wtedy jest łatwo. Rusza lawina. Myśli galopują ku oczyszczeniu z nadmiaru obrazów kreowanych przez wyobraźnię, aż do syntezy, która ma tę pierwotną inspirację przekształcić w symbol zamknięty na płótnie.

Ale nie zawsze tak jest. Jestem zwolennikiem twierdzenia Picassa, że „wena musi zastać nas przy pracy”. Więc czasami obraz powstaje bez natchnienia. Męczę się wtedy okrutnie i próbuję z nim walczyć. Na szczęście prędzej lub później zawsze nadchodzi ten moment, w którym obraz „zaczyna żyć”. Od tego momentu „maluje się już sam” ja jestem tylko narzędziem. I zazwyczaj są to moje najlepsze prace.

Jest Pani jedną z nielicznych młodych artystek, które idą jak burza przez rynek sztuki. Pani prace są podziwiane i kupowane przez kolekcjonerów z całego świata. Ich ceny na aukcjach są coraz wyższe. Gdzie Pani sama upatruje źródeł tego sukcesu?

Moim zdaniem recepta na sukces jest prosta: ciężka praca i prawda. Podjęcie decyzji, że chcę malować i właśnie z tego chcę żyć, wiązało się z wieloma wyrzeczeniami i poświęceniem się temu w stu procentach. Do dzisiaj tworzę w oparciu o wypracowany schemat: wstaję codziennie rano i jadę do pracowni. Moim zdaniem, sztywne godziny pracy przy sztaludze w moim przypadku bardzo się sprawdzają 🙂

Drugim czynnikiem jest to, że nigdy nie starałam się tworzyć w oparciu o trendy i aktualne „mody”. Jestem zafascynowana sztuką początku XX wieku i jej korzenie próbuję zapuszczać w moich obrazach, kreując znane już tematy na nowy sposób, łącząc klasykę przestawienia z nową, współczesną i abstrakcyjną formą. Staram się przy tym zachować pokorę. Myślę, że to właśnie jest ta recepta.

Co to znaczy, że obrazy wykonane są „unikalną techniką autorską”?

Na początku był pomysł na przedstawienie sceny. Później pojawiły się ograniczenia i plan w jaki sposób je pokonać, aby uzyskać efekt wyświetlany przez wyobraźnię. Wytrwałość i chyba właśnie pokora pozwoliły na lata eksperymentów, które zaprowadziły mnie do wypracowania techniki, którą posługuję się do dzisiaj. Ale ten czas, który poświęcam na doskonalenie warsztatu traktuję jak drogę, na której nie ma znaków zakazu, ustąp i stop 🙂

Zagraj ze swoim przeznaczeniem, zanim rzeczywistość pokona iluzję”, „Byliśmy rozsypani, a w duszy wiatr nam świat rozbijał”, „Szepty śpiewane echem”… Jak powstają te tytuły? Czy są wskazówką do zrozumienia głębszego sensu każdego z Pani dzieł?

Zwracam uwagę na to, żeby każdy z obrazów był „pełny” i skończony. Każdy z aspektów jego kreowania jest dla mnie tak samo istotny. Dlatego nie powstanie dobry obraz, gdy nie ma solidnego projektu, albo gdy barwy źle ze sobą rozmawiają, gdy są nieprzemyślane. Tak samo jest z tytułem. Często jest on elementem wyjściowym, od którego zaczynam planowanie obrazu, ale zdarza się też tak, że nadany na sam koniec potrafi zmienić jakość obrazu i przenieść go w zupełnie inny wymiar. Widz może czuć się wtedy zdezorientowany. Ale o to chodzi, żeby wymusić pytania, wątpliwości, zmusić do zastanowienia. Tytuł pozwala obnażyć emocje, które zamknięte w pozornie pięknej estetyce pracy, zmieniają jej wydźwięk nadając pewnej goryczy całemu przedstawieniu.

Tematem przewodnim obrazów jest postać kobieca. Dlaczego?

W moich obrazach pojawiają się przedstawiciele obu płci. To prawda, zazwyczaj jest to kobieta, ale jest ona tylko pretekstem, spersonifikowaną emocją, historią, którą ma za zadanie „opowiedzieć” obraz. Dlatego są one z reguły pozbawione detalu, aby widz mógł, a nawet musiał użyć swojej wyobraźni, aby go dokończyć i spróbować zrozumieć na płaszczyźnie emocjonalnej. Zmierzam do tego, że każdy obraz to tysiąc subiektywnych historii opowiadanych w umyśle każdego widza.

fot.  materiały prasowe

Jak po męsku zaaranżować kuchnię?

W kuchni wielu mężczyzn czuje się jak ryba w wodzie. Niektórzy nawet posuwają się do stwierdzeń, iż panowie lepiej uprawiają sztukę kulinarną od kobiet, a kuchenne pomieszczenia to ich prawdziwe królestwa. Sprawdzimy więc, co w męskiej kuchni powinno się znaleźć, na co panowie zwracają uwagę i w jak zaaranżowanych pomieszczeniach czują się dobrze.

Przy aranżowaniu kuchni dla wielu mężczyzn najistotniejsza jest funkcjonalność, prostota i „ostry nóż”. Kuchnie w męskim stylu zdecydowanie częściej projektowane są w ciemnych kolorach, w których stawia się nacisk na stosowanie ciekawych materiałów i mocnych kolorów mebli. Oprócz tego, panowie chętniej decydują się na drewno egzotyczne, takie jak palisander czy massaranduba. Są to gatunki niskoporowate, które charakteryzują się wysoką odpornością na wilgoć oraz ścieranie. Nasycony brąz drewna świetnie współgra z jasnymi kamiennymi blatami czy surowymi, jasnoszarymi, betonowymi elementami wystroju, które dodatkowo powiększają przestrzeń. Są one funkcjonalne, praktyczne i w dodatku estetyczne, czyli idealnie w męskim stylu.

Męska kuchnia w kawalerce

Każdy mężczyzna doceni świetnie zaplanowaną przestrzeń w przypadku małej kuchni. Minimalistyczna, funkcjonalna i praktyczna – to cechy obowiązkowe kuchni w kawalerce. Na rynku mamy mnóstwo rozwiązań dedykowanych stricte dla małych wnętrz – począwszy od mebli, poprzez sprzęty AGD.

– Męski punkt widzenia cechuje pragmatyzm. Jeśli mężczyzna ma do dyspozycji 30 m2, to wybierze małe, praktyczne, wielofunkcyjne sprzęty – na przykład płytę gazową bez płomieni z dwoma palnikami lub kompaktowy, minimalistyczny piekarnik elektryczny z funkcją piekarnika, mikrofali i parowaru – mówi Kamila Prałat, z firmy SOLGAZ.

Aranżacja męskiej kuchni w kawalerce to nie lada wyzwanie. Kluczowym w projektowaniu jest maksymalne wykorzystanie przestrzeni, ale i dopasowanie zastosowanych rozwiązań, które powiększają przestrzeń. Fronty szafek lakierowane na wysoki połysk optycznie nadadzą wnętrzu oddechu, a kuchnia otwarta na salon stworzy strefę przyjazną do wspólnego przygotowywania posiłków.

Jakie dodatki wybrać do kuchni mężczyzny?

W zależności od metrażu i tego, czy kuchnia jest otwarta na salon, czy jest osobnym pomieszczeniem, dobieramy do niej dodatki. Przy małym metrażu i kuchni zamkniętej w naturalny sposób stosuje się więcej jasnych kolorów, które powiększają tę przestrzeń. Warto tu jednak postawić na kontrastowe, mocne akcenty, takie jak armatura, sprzęty AGD, garnki, zastawa czy nawet ściereczki. Jak mówi Kamila Prałat z SOLGAZ, w małych pomieszczeniach ciężko jest wygospodarować miejsce na dodatkowe dekoracje, ale jak najbardziej możemy je wykorzystać na wyspie kuchennej:

– Jeżeli męska kuchnia musi być praktyczna, to i dodatki do niej również. Postawmy więc na blacie wyspy tylko to, co będzie nam przydatne podczas przygotowywania posiłków. Może to być np. wykonana z metalu barwionego na ciemne kolory misa na owoce lub zestaw noży z ciekawą podstawą.

W przypadku kuchni o dużym metrażu, aranżacja po męsku to częściej przestrzeń ubrana w ciemne kolory, które są tu dominujące. Dlatego świetnym uzupełnieniem będą dodatki w jasnych odcieniach lub rośliny, które ożywią pomieszczenie.

Męska kuchnia – inspiracje

Wielu mężczyzn ceni w kuchni minimalizm, a podczas gotowania – porządek. Gro z nich dba o to, aby kuchnia szybko wracała do swojego stanu sprzed gotowania. Dlatego jako jeden z najbardziej przydatnych elementów wyposażenia każdego pana domu staje się skrobak kuchenny. Z łatwością dzięki niemu pozbędzie się uporczywych zabrudzeń. Wyspa kuchenna, na której zostały resztki zasuszonego ciasta na pizzę nie jest już problemem, brudne sprzęty kuchenne czy plamy na kaflach również.

Kolejną bardzo ważną kwestią w aranżacji kuchni, jeśli jest ona projektowana na nowo, jest wysokość blatu kuchennego. Mężczyźni z natury są zwykle wyżsi od kobiet. Mimo tego, że uniwersalne parametry wysokości blatu kuchennego są już od dawna zmierzone i określone, to jeśli mamy taką możliwość, dopasujmy ją do swojego wzrostu. Wyspa kuchenna czy inny blat roboczy powinien znajdować się pomiędzy 10 cm a 15 cm poniżej ręki zgiętej w łokciu. W efekcie – stojąc przy takim blacie – nie ma potrzeby garbienia się, łatwiej wykonuje się czynności kuchenne i poprawia się tym samym komfort gotowania.

Pamiętajmy, że nie ma jednej, złotej zasady stworzenia idealnego, męskiego wnętrza. Jednak bez względu na wnętrzarski gust mistrza kuchni, pana domu, zabieganego kawalera czy studenta, warto stawiać tylko na wysokiej jakości wyposażenie kuchenne, w tym sprzęty AGD. Opatentowane, gładkie jak tafla wody płyty gazowe bez płomieni czy designerskie, kompaktowe piekarniki znajdą uznanie wśród wielu panów, ceniących sobie nowoczesność, funkcjonalność i intuicyjność w kuchni.

fot. materiały prasowe

Wiosna w pełni – chodźmy na taras!

Taras z widokiem na niebo i korony drzew to marzenie. Tym piękniejszy jest, gdy urządzimy go designerskimi meblami. To naprawdę nic trudnego. Holenderska marka Exotan potrafi przewidzieć nie tylko wnętrzarskie trendy, lecz również zmienną europejską pogodę. Jej meble wyglądają świetnie i są odporne na słońce i deszcz. Meble Exotan trafiły właśnie do oferty BM Housing.

Exotan już od ponad 30 lat znana jest w branży mebli tarasowych i ogrodowych. Jej produkty powstają w Azji. Marka ponad wszystko ceni komfort i wygodę użytkowników. Meble mają sprawiać przyjemność, ułatwiać relaks i znakomicie wyglądać. W ofercie marki są także meble, które możemy zostawić na zewnątrz przez cały sezon.

fot. materiały prasowe

Odkrycia w gmachu Poczty Głównej w Krakowie

Odkąd w 2019 roku czeska firma zakupiła od Orange budynek Poczty Głównej przy ul. Wielopole 2 w Krakowie, trwają intensywne przygotowania do renowacji nieruchomości. Choć oficjalne prace jeszcze się nie rozpoczęły, właściciel uchyla rąbka tajemnicy i potwierdza plan przywrócenia budowli historycznej świetności.

Malowidła ścienne, półkoliście zwieńczone okna, polichromie zdobiące sufity czy kamienne dekoracje fasad, pochodzące z dwóch faz rozbudowy budynku. Między innymi takie odkrycia przyniosły badania zabytkowego gmachu, prowadzone od 2019 roku na zlecenie Zeitgeist Asset Management, dewelopera oraz firmę zarządzającą aktywami dla inwestorów prywatnych i instytucjonalnych w Europie Środkowo-Wschodniej, Niemczech oraz we Włoszech. Od swojego powstania firma specjalizuje się w restaurowaniu zabytkowych nieruchomości, mając w portfelu kilkadziesiąt znanych realizacji, zlokalizowanych m. in. w czeskiej Pradze, jak: Pałac Dunaj, Krizikowa czy Myslikova.

W gmachu przy ul. Wielopole 2 od 120 lat mieści się Poczta Główna. Po redukcji obszaru zajmowanego przez usługi pocztowe i telekomunikacyjne większość wnętrz stanowią pustostany, a w nich niszczejące mury, będące świadkami minionej epoki. Nad planem ich ochrony i odrestaurowania, we współpracy z najlepszymi specjalistami do spraw konserwacji zabytków, pracuje dziś inwestor wraz z zespołem Baumschlager Eberle Architekten pod kierunkiem Marka Dunikowskiego.

– Chcemy odnowić to, co uległo zniszczeniu oraz wyeksponować wskazane przez konserwatorów elementy, które sprawią, że historia tego budynku nadal będzie trwać, zapisując jedynie swe nowe karty. Mamy wśród realizacji przywrócenie do życia wielu cennych obiektów w Europie, teraz chcielibyśmy zrobić to samo dla Krakowa – mówi Peter Noack, CEO i współzałożyciel Zeitgeist Asset Management.

Śladami Friedricha Setza
A jest co pokazywać. Budynek Poczty Głównej jest niezwykłą budowlą i ważnym obiektem zabytkowego Krakowa, wręcz symbolem rozwoju metropolii. Powstał w latach 1887-1889, zaprojektowany przez Franza Setza, który nadał mu styl wiedeńskiego neorenesansu – tzw. renesansu północy. Budowę prowadzili Tadeusz Stryjeński oraz Karol Knaus, którzy dokonali nielicznych zmian w projekcie Setza, na etapie realizacji. Sam Setz zasłynął z tworzenia architektury budynków pocztowych także we Lwowie, Bielsku-Białej czy w Trieście, które stały się obiektami flagowymi dla kolejnych placówek tego typu. W 1909 roku zamontowano na Wielopolu system Almona Strowgera, który wyposażył obiekt w pierwszą automatyczną centralę telefoniczną.

Budynek z czasem zaczął zmieniać swoje funkcje, wielokrotnie go przebudowywano, a fasada wykończona oryginalnie szlachetnymi tynkami została zasłonięta innymi materiałami. W latach trzydziestych XX wieku, przeprowadzono remont i rozbudowę siedziby poczty wedle projektu Fryderyka Tadaniera, krakowskiego architekta epoki modernizmu. Zlikwidowano kopułę, dobudowano dwie kondygnacje oraz oficynę z funkcją paczkarni, a fasadę ozdobiono sztukaterią z ornamentem kryształkowym [zob. słownik poniżej]. W epoce PRL-u, w latach 80., na III i IV piętrze poczty powstały we wnętrzach dekoracje, mające nawiązywać do kryształkowych zdobień na elewacjach budynku, a w kolejnej dekadzie nadbudowano kopułę budynku głównego. Te i kolejne przebudowy zniszczyły jednak wiele elementów dawnej architektury, a dobudowa nowoczesnego hotelu w miejscu Pałacyku Pareńskich zmieniła kontekst urbanistyczny.

Po zmianie właściciela budynku w 2019 roku w gmachu poczty prowadzone były badania stratygraficzno-odkrywkowe pod kierownictwem cenionej krakowskiej konserwator, Bożeny Boby-Dygi oraz badania architektoniczne dr hab. Anny Bojęś-Białasik. W trakcie badań wykonano łącznie 729 sond i odkrywek. Ponad 300 przypadło na pomieszczenia na II piętrze, gdzie zachowało się najwięcej malowideł, kolejne 100 na elewacje. Odkrycia przekładają się obecnie na planowanie prac rewitalizacyjnych.

Od sali telefonistek po zamurowane relikty neorenesansu
W wyniku restauracji obiektu dawną świetność odzyska wiele wnętrz, które dotychczas stały niezagospodarowane, niszczejąc z każdym kolejnym rokiem. Są to m. in. hol budynku czy prawdziwa perełka architektoniczna – tzw. sala telefonistek, mieszcząca się na drugim piętrze, o powierzchni 160 m2. By wiernie oddać ducha epoki, układ tego piętra pozostanie tylko nieznacznie zmieniony, tak, aby zachować oryginalny podział najbardziej wartościowych pod względem konserwatorskim pomieszczeń. Kilka słów o detalach.

W pomieszczeniach sali telefonistek znajdują się polichromie patronowe [rodzaj malowideł z powtarzającym się motywem] w formie kwiatów i liści oraz barwne dekoracje ramowe. Podczas badań odkrywkowych ustalono, że wnęki w murach ryzalitu z przeszklonym świetlikiem na wysokości drugiego piętra dekorowane były malowidłami imitującymi żyłkowanie marmuru oraz sztukaterią. Cenny zabytek stanowią tu polichromie, czyli wielobarwne dekoracje malarskie ścian nad niszami, m.in. w formie girland z kwiatami i lilijkami, datowane na XIX wiek.

– Wszystkie pomieszczenia drugiej kondygnacji były zdobione na ścianach i sufitach powtarzalnymi malarskimi motywami dekoracyjnymi. Ich dopełnienie stanowiły plafony iluzjonistyczne, czyli dekoracje sufitu z malarską imitacją przestrzennych profili – opowiada Bożena Boba-Dyga z Art Forum. Plafony różnią się dziś stanem zachowania, ale w większości są czytelne.

– Inspirujące jest dla nas także trzecie piętro. Najcenniejszym elementem architektonicznym odkrytym w wieży w pomieszczeniu centralnym pod kopułą są zamurowane XIX-wieczne biforia, rodzaj zwieńczonych półkoliście okien przedzielonych kolumną międzyokienną – uzupełnia Andrzej Lubicz-Lisowski z pracowni Baumschlager Eberle Architekten. Na ścianach znajdziemy tu także fragmenty inskrypcji w języku grecko-bizantyjskim.

Inwestor odnowi oryginalną fasadę
W planach jest m. in. odwzorowanie oryginalnych tynków, co przywróci historyczny wygląd budynku. W latach 30. XX wieku zewnętrzne elewacje były wykończone tynkami szlachetnymi z miką.
– Nieustannie rozmawiamy z konserwatorami oraz architektami, aby wszystkie nasze prace były wykonywane zgodnie z zasadami sztuki. Dążymy do wiernego odtworzenia i konserwacji elementów, które stanowią historyczną spuściznę, a spośród nich istotną częścią jest oczywiście fasada – mówi Grzegorz Sławiński, kierownik projektu w Zeitgeist Asset Management.

Na frontowych elewacjach badacze odnaleźli relikty tynków szlachetnych z miką, miejscowo odbijającą światło. Uwagę przyciąga wykorzystanie tynku typu terazzo do wykonania odlewów dekoracyjnych gzymsów oraz cokołów. Zachowały się również pozostałości kamiennych bonii – czyli prostokątnych płyt na elewacji, ozdabiających narożniki – oraz kolumn między oknami. Wszystkie one zostaną odrestaurowane. Ciekawostkę stanowią także same okna – w całym budynku znajduje się aż 70 typów stolarki okiennej. Do spisu elementów zabytkowych zakwalifikowano ponadto kraty, żaluzje, drzwi metalowe oraz balustrady klatek schodowych i linolea z monogramem.

Wnętrza otwarte dla mieszkańców Krakowa
Co do przyszłego przeznaczenia budynku, plany są bez zmian. Poczta Główna pozostanie pod tym samym adresem. Infrastruktura firmy Orange przenoszona jest natomiast do pomieszczeń technicznych, znajdujących się na poziomie piwnic. Natomiast w miejscach dawnych biur i pustostanów będzie przeprowadzona modernizacja. Przestrzenie te Zeitgeist chce przeznaczyć na wysokiej klasy hotel, który będzie liczył ok. 130 pokoi gościnnych, wraz z nowym, wewnętrznym dziedzińcem. Ideą jest, aby przyszły hotel był budynkiem otwartym i przyjaznym dla mieszkańców Krakowa.

Istotną zmianą, wychodzącą naprzeciw konkluzjom konserwatorskim z początku 2022 r., jest znaczne ograniczenie liczby pokoi, w tym na II piętrze – w celu ochrony układu przestrzennego oraz elementów wystroju. Pomieszczenia na drugiej kondygnacji będą udostępniane publicznie, m. in. na konferencje, koncerty kameralne lub wystawy. Także parter pozostanie otwarty, oferując bar i restaurację, a w budynku oficyny – centrum konferencyjne. Dodatkowo, Poczta Polska we współpracy z właścicielem budynku zamierza przeznaczyć część parteru na funkcję wystawo-muzealną, poświęconą historii Poczty Polskiej.

Minisłownik:
• Badania stratygraficzne – mają na celu ustalenie chronologii, ikonografii, technologii, zakresu występowania i stanu zachowania nawarstwień historycznych. Dostarczają wiedzy na temat technologii zastosowanych do wykonania obiektu w poszczególnych fazach przekształceń oraz kolorystyki elewacji i jej detalu architektonicznego.
•  Bifora – zwieńczone półkoliście okna, podzielone najczęściej kolumienką lub słupkiem na dwie części.
• Bonie – wystrój sztukatorski imitujący okładzinę kamienną; płyty zdobiące fasadę, np. w narożnikach czy przy oknach.
•  Cokół – najniższa nadziemna część budowli lub jej części. Pełni funkcję konstrukcyjną i ozdobną. • Gzymsy – poziome, zwykle profilowane listwy wystające przed lico muru. Chronią elewację budynku przed ściekającą wodą deszczową. Mogą pełnić funkcję dekoracyjną.
•  Mika: mineralny dodatek dekoracyjny do tynków szlachetnych, miejscami odbijający światło jak mikrolusterka.
• Monogram: litera lub kilka liter powiązanych kompozycyjnie, stosowanych jako podpis lub znak własności. Literami monogramu są inicjały osoby lub firmy. Naczelną cechą monogramu jest jego czytelność, a dopiero potem ozdobność.
• Nisza: wnęka, wgłębienie w fasadzie lub w ścianie wewnątrz budynku przeznaczone do celów zdobniczych, kultowych. W niszach stawiano posągi, urny lub pozostawiano puste.
• Ornament – motyw lub zespół motywów zdobniczych. Motywy te, złożone z drobnych elementów, mogą pokrywać całą powierzchnię, występować tylko w określonych polach albo przybierać formę pasową.
• Plafony iluzjonistyczne: część sufitu, zdobiona sztukaterią, polichromią lub malowidłem na specjalnie podwieszonym płótnie, w celu zbudowania optycznej głębi.
•  Polichromia: wielobarwna ozdoba malarska ścian, sufitów, sklepień lub drewnianego wyposażenia.
•  Polichromie patronowe: polichromie z powtarzającym się wzorem.
• Ryzalit: występ z lica w elewacji budynku w jego części środkowej, bocznej lub narożnej, prowadzony od fundamentów po dach, stanowiący jego organiczną część. W rzucie poziomym ryzalit może mieć kształt prostokąta lub półkola.
• Sztukateria: dekorowanie ścian, sklepień czy sufitów ozdobnymi elementami przestrzennymi, wykonanymi z gipsu lub innych zapraw.
• Terazzo: rodzaj kamieniarskiego tynku szlachetnego, cechujący się zabarwieniem w masie i dodatkiem kruszyw mineralnych do cementu portlandzkiego (naturalnych gresów z różnych gatunków kamieni). Zaprawa ta bywa też nazywana masą sztucznego kamienia, jest bardzo twarda i po zastygnięciu nadaje się do opracowania poprzez kucie narzędziami kamieniarskimi.
•Tynki szlachetne: wprowadzone w epoce modernizmu zaprawy ozdobne, które pełniły nie tylko funkcję ochronną dla murów, co także dekoracyjną i przeznaczone były do ekspozycji bez malowania. Tynki szlachetne pozwalają̨ kształtować́ powierzchnie architektoniczne zgodnie z obowiązującymi aktualnie trendami. Łączą naturalne barwy, wynikające z zastosowania kolorowych wypełniaczy kamiennych i farb do produkcji masy z bogactwem efektów fakturalnych.

fot.   materiały prasowe

Szafki narożne – magiczny kącik w kuchni?

W kolejnej odcinku cyklu dotyczącego organizowania kuchennych przestrzeni, stworzonym w showroomie PEKA, blogerka Architekt Porządku opowiada jak poradzić sobie z przestrzenią narożną oraz zdradza kilka niezawodnych rozwiązań. 'Decluttering’ jest sztuką zaprowadzania ładu we wnętrzach, pozbywania się nadmiaru przedmiotów oraz organizacji miejsc do przechowywania, a Agnieszka Witkowska zajmuje się profesjonalnym „odgracaniem” wnętrz. We wspólnym projekcie z PEKA, po raz kolejny dzieli się swoimi niezawodnymi radami, tym razem dotyczącymi problematycznej przestrzeni narożnikowej.

Klasyka gatunku – Le Mans

Jak przyznaje Architekt Porządku, szafki narożne są domeną przedmiotów i urządzeń kuchennych rzadko używanych na co dzień. Bez systemów wspomagających, ta przestrzeń staje się trudno dostępna, a sięganie po naczynia wiąże się z koniecznością schylania i „nurkowania” w szafce. Tu sprawdzi się system PEKA – Le Mans. Rozwiązanie służy do schowania i porządkowania garnków, patelni i większego sprzętu – mamy możliwość wysunięcia zawartości półki na zewnątrz, a opływowy kształt pasuje do garnków i patelni.

Magiczny kącik – niezbędny w każdej kuchni

Przedmioty o kanciastym kształcie lub sprzęt AGD trzymany w kartonowych pudełkach znajdzie swoje miejsce w systemie PEKA – Magic-Corner Comfort. System obejmuje cztery kosze, oferujące powierzchnię większą, niż w systemie Le Mans. Powierzchnia porozdzielana jest na kilka koszy i pozwala zagospodarować sprzęt AGD, który zwykle przechowywany jest w pudełkach i używany sporadycznie – opiekacze, tostery czy wyciskarki do soków. Magic-Corner rekomendowany jest do przedmiotów kanciastych, tak aby jego powierzchnia była optymalnie wykorzystana.

Organizacja przedmiotów kuchennych na co dzień

Dobrze zagospodarowana i rozplanowana kuchnia to już połowa sukcesu idealnie zorganizowanej kuchni. Ważną częścią utrzymywania porządku są codzienne nawyki i wyznaczenie kilku prostych reguł w użytkowaniu kuchni. Często spotykanym problemem staje się brak miejsca, spowodowany posiadaniem dużej ilości naczyń kuchennych, akcesoriów czy zastawy stołowej. Przechowujemy w

szafkach narożnych zdecydowanie za dużo rzeczy, pomimo, że częstotliwość ich używania nie jest wielka. Warto zastanowić się jakie naczynia umieszczamy w systemach narożnych. Akcesoria kuchenne używane na co dzień – pozostawmy na górze, rzadziej użytkowane na dole. Tak prosta zasada z pewnością zaprowadzi ład w naszej kuchni na dłużej.

fot. materiały prasowe