Archiwa kategorii: DOBRY DESIGN

Jak nadać przedmiotom nowe życie, czyli ogrodowe metamorfozy

Życie się zmienia. Kiedyś, nie do pomyślenia było wyrzucenie popsutego krzesła, pękniętej donicy czy niedziałającego radia. Wszystko dało się naprawić, odświeżyć i upiększyć. Dziś, moda na domowe DIY i prace renowacyjne wraca do serc tych, którzy czerpią z tradycji i przyzwyczajeń babć i dziadków–przywracając życie leciwym przedmiotom. Także tym ogrodowym. Czy to i Twoje hobby?

Widok krzątających się wokół domu właścicieli, przygotowujących się do pierwszych ogrodowych prac to znak, że nadeszła wiosna. W ruch idą grabie, sekatory i kosiarki, ale także drabiny, młotki i pędzle – wszystko po to, by po zimowej przerwie zaprowadzić na działce ład i porządek. A kiedy poradzimy sobie z najpilniejszymi naprawami i porządkami… wcale nie siadamy, oddając się błogiemu lenistwu. Zamiast tego, wymyślamy kolejne wyzwania – przecież sezon sprzyjający pracom na świeżym powietrzu jest taki krótki!

Taras w klimacie total look

Monochromatyczne aranżacje to krzyk mody ostatnich sezonów. Równie dobrze jak we wnętrzach, sprawdzają się w przestrzeni ogrodowej oraz na balkonach i tarasach, oddając do dyspozycji użytkowników niezwykle uporządkowaną wizualnie przestrzeń. Decydując się na takie rozwiązanie, naturalnym wyborem wydają się stonowane barwy, takie jak brązy, szarość czy biel, które dodatkowo podkreślą spokój i harmonię projektu. Tylko jak go zrealizować, gdy zakwalifikowane do kolorystycznej metamorfozy elementy wystroju nie dość, że przedstawiają inną, często intensywną tonację, to jeszcze wykonane są z materiału o zupełnie odmiennej strukturze i fakturze?

Panorama view of modern rooftop terrace with dark wood deck flooring, plants, brick fence and black garden furniture

– Stworzenie otoczenia domu w klimacie total look wcale nie jest tak trudne i kosztowne, jak mogłoby się wydawać. Doskonały efekt osiągniemy kupując tylko jeden produkt – nowoczesną farbę Direct Protect, którą z powodzeniem pokryjemy różne powierzchnie. W ten sposób metalowy stolik, kamienna donica, drewniane balustrady czy ramy okienne z PCV uzyskają dokładnie ten sam kolor, a odmienne desenie poszczególnych materiałów wyłaniających się zza farby, nadadzą aranżacji ciekawy sznyt, idealnie zbieżny z założeniami obranego stylu – tłumaczy Paweł Piotrowicz, ekspert marki V33.

Moda na kontrasty

Wysokie temperatury i ciepłe promienie słońca sprawiają, że świat widzimy w kolorowych barwach. Z nieskrywaną radością odchodzimy od jesienno-zimowej szarugi, stawiając na otoczenie pełne kolorowych przedmiotów, zwiastujących nadejście wiosny. Strefa wokół domu oraz taras to najlepsze i najbardziej wdzięczne pole do aranżacyjnych eksperymentów – w towarzystwie soczystej zieleni trawnika oraz feerii barw na kwiatowych rabatkach, barwne meble, okiennice oraz altanki będą się prezentować doskonale.

Zastanawiasz się nad zestawem ogrodowych mebli, z których każde krzesło ma inna barwę? A może chcesz pójść o krok dalej i pomalować każde krzesło w tęczowe kolory? Nic nie stoi na przeszkodzie. Farba

Direct Protect to bogata paleta odcieni w trzech rodzajach wykończenia – satynowym, metalicznym oraz piaskowym. Poza stonowanymi szarościami i subtelnymi brązami, w ofercie V33 znajdziemy warianty dla odważnych – intensywny pomarańcz, słoneczną żółć, głęboką zieleń lub łagodny błękit. Dzięki nim, otoczenie Waszego domu z pewnością przykuje uwagę każdego gościa i sąsiada.

 

Szybko, tanio i przyjemnie

Zabawa w odświeżanie i kolorowanie ogrodowych mebli, elementów małej architektury czy okiennic zawsze rozpoczyna się tak samo – od odpowiedniego przygotowania powierzchni. I tak też jest w przypadku farby Direct Protect. W pierwszej kolejności czyścimy oraz dokładne suszymy wybrane do odświeżenia elementy. Na tym etapie może okazać się, że powierzchnia wymaga także usunięcia elementów, złuszczenia oraz odtłuszczenia, które w najlepszy sposób przygotowują ją do przyjęcia farby. Niezwykle prostą aplikację rozpoczynamy od narożników i krawędzi, malując element regularnymi, krzyżującymi się pasami, unikając tym samym nakładania zbyt grubych warstw. Następnie czekamy 24 godziny i czynność powtarzamy. Niekiedy, szczególne w przypadku żywych, intensywnych kolorów, niezbędne może okazać się nałożenie dodatkowej, w pełni kryjącej warstwy. Ostateczne właściwości – odporność na promienie UV oraz mróz, jak i wytrzymałość na uderzenia uzyskujemy po 15 dniach od wyschnięcia.

Wiosenne prace ogrodowe to jedno z naszych ulubionych zajęć, o czym świadczą tłumy w marketach budowlanych i długie kolejki przy kasie. Warto jednak zainwestować czas oraz pieniądze w wybór odpowiednich rozwiązań – nic tak bowiem nie cieszy, jak udana metamorfoza przydomowego tarasu – zwłaszcza, gdy jest oszczędna i niezwykle efektowna!

fot. materiały prasowe

 

Pozwólmy sobie na szczyptę aranżacyjnego szaleństwa !

Pastelowe kolory ścian, biały sufit i naturalne, drewniane meble – takie zestawienie barw i materiałów jeszcze do niedawna wiodło prym w wielu domowych aranżacjach. I nie ma się czemu dziwić – klasyka nigdy nie wyjdzie z mody! A gdyby tak puścić wodze wyobraźni i pozwolić sobie na odrobinę kompozycyjnego szaleństwa? Wraz z marką Liberon zapraszamy do wnętrz kontrastujące zestawienia, wyraziste barwy i designerskie wzory. Wiosna rozkwita dziś prawdziwym… „Blaskiem koloru”!

Wraz z nadejściem ciepłych miesięcy nabieramy ochoty na drobne zmiany w naszym otoczeniu – nie tylko te związane z garderobą, ale i wystrojem mieszkań. Nowość w ofercie Liberon – farba „Blask koloru” to doskonały sposób na wprowadzenie do wnętrza odrobiny odwagi i kreatywności w niebanalnym, barwnym wydaniu. Żywe kolory, wyjątkowe wykończenie z efektem połysku, a do tego łatwość użycia, niezwykła odporność i wielozadaniowość, czynią z niej produkt idealny do domowego i profesjonalnego DIY – nie tylko w obliczu nadchodzącej wiosny!

Aż siedem głębokich odcieni – Arktyczna Biel, Słoneczny Połysk, Malachitowa Otchłań, Karmazynowy Brzask, Królewski Błękit oraz Głęboka Czerń doskonale ozdobią meble wykonane z drewna, laminatów i metalu, wyróżniając je na tle pozostałych elementów wyposażenia wnętrz.

Rada Eksperta Liberon: Przed malowaniem farbę należy dokładnie wymieszać. Za pomocą pędzla do farb akrylowych lub wałka flokowego nakładamy cienką warstwę produktu na wcześniej oczyszczoną powierzchnię. Pozostawiamy do wyschnięcia na 8 godzin i nanosimy drugą warstwę. Ta wymaga 12-sto godzinnego schnięcia. Jeśli chcemy uzyskać niezwykle żywy kolor, konieczne może być nałożenie trzeciej warstwy, zaś w celu uzyskania jeszcze większego blasku, można z powodzeniem zastosować na pomalowaną powierzchnię lakier Liberon połysk. Pełne właściwości i odporność powłoka uzyskuje po 20 dniach, do tego czasu należy chronić powierzchnię przed uderzeniami, zaplamieniem i czyszczeniem.

Wiosnę widać nie tylko za oknem, ale i w kwitnących kolorami mieszkaniach. Gotowi na zmiany przez duże Z i zupełnie nową energię we własnych domach?

fot. materiały prasowe

 

Przestrzeń pracy w stylu mid-century modern

  • Ceetrus przeniósł swoją warszawską siedzibę do budynku IBC. Tam otworzył biuro, które jest wyrazem kultury panującej w firmie. Za projekt odpowiada studio projektowe Workplace Solutions.
  • Design i projekt funkcjonalny inspirowane są stylem mid-century modern. To miejsce spotkań, które łączy przytulny klimat z biznesowym wizerunkiem. Architekci odpowiedzieli na różne potrzeby i aktywności pracowników wdrażając założenia koncepcji Activity-Based Workplace – transparentność i różnorodność przestrzenną.

Projektanci z Workplace Solutions stanęli przed wyzwaniem zaprojektowania biura tuż po rebrandingu firmy. Nowe środowisko pracy Ceetrus miało wyrażać zmianę nie tylko w identyfikacji wizualnej. Przestrzeń o powierzchni 1225 mkw jest funkcjonalną odpowiedzią na specyfikę pracy oraz częste wizyty klientów i partnerów organizowane w formie m.in. śniadań biznesowych. Punktem wyjścia były interakcje pracowników oparte o swobodną wymianę wiedzy i otwartość. To transformacja nie tylko przestrzeni pracy, lecz przede wszystkim kultury firmy.

 – Ceetrus jest firmą świadomą, znającą swoje potrzeby i oczekiwania względem miejsca pracy. Na początku procesu projektowania nowego biura przeprowadziliśmy szereg wewnętrznych wywiadów, warsztatów kreatywnych i prezentacji. Mieliśmy zatem bardzo konkretną wizję naszej przyszłej siedziby. Nasze wnioski i ścisła współpraca z Workplace pozwoliła na zaprojektowanie przestrzeni biurowej uszytej na miarę. Po zmianie brandu wkroczyliśmy w nowy etap, a nasze nowe biuro przedstawia otwartość na klientów a zarazem domowy charakter sprzyjający integracji. Wierzymy, że pomoże nam ono lepiej realizować naszą Wizję 2030, czyli łączenie ludzi, poprzez tworzenie zrównoważonych, inteligentnych i tętniących życiem miejsc, by rozpromieniać każdy dzień – mówi Marcin Wawiernia, architekt koordynujący projekt z ramienia Ceetrus.

Biuro miało być niczym elegancki salon dla gości – miejsce, gdzie spotykamy się z przyjaciółmi, czasem prowadzimy poważne rozmowy, a czasem śmiejemy się. Wnętrze ma podkreślać biznesowy charakter i zarazem kreować przytulny klimat. Styl mid-century modern, który łączy obie cechy, stał się główną inspiracją. Design oparty jest o dużą ilość naturalnych elementów – żywych roślin i drewna. Płynnym przedłużeniem aranżacji jest spersonalizowany wayfinding i spacebranding. Grafiki i okleiny tworzą spójny system, który pomaga ludziom łatwo się odnaleźć. Instalacje świetlne i wizualne elementy oddają wizerunek marki i opowiadają historię tego biura. Nawiązujące do Warszawy neony, obrazy i grafiki zaznaczają lokalność miejsca – ożywiają przestrzeń i sprawiają, że nie jest ona dla pracownika anonimowa.

W myśl koncepcji Activity-Based Workplace, biuro odpowiada na różne aktywności pracowników. Strefy wspólne zajmują około 35% całej powierzchni. To nieformalne miejsca do pracy, różnej wielkości, półotwarte i zamknięte sale do spotkań, oraz strefy relaksu. Strefy pracy są transparentne i funkcjonalnie podzielone. Każdy open-space dedykowany danemu zespołowi sąsiaduje z dwoma salami spotkań i gabinetem do pracy w skupieniu. Recepcja dzieli przestrzeń i jest punktem spotkań pracowników i klientów. Można tam wypić kawę i poczekać na spotkanie. Wokół niej zlokalizowane są cztery duże sale konferencyjne, w tym dwie połączone mobilną ścianą.

Zaraz obok recepcji znajdziemy “serce” biura. To strefa coworkingowa połączona z jadalnią, kuchnią i barem. Tutaj odbywają się większe spotkania biznesowe oraz eventy dla pracowników. To miejsce spotkań i swobodnej wymiany myśli, skonstruowane zgodnie z przyświecającym firmie hasłem “with citizens for citizens”. Na co dzień można tu wypić kawę, pograć w bilard, popracować, porozmawiać z drugą osobą czy po prostu zrelaksować się. Strefa ta, to aż 16% powierzchni całego biura. Tak duża wspólna, wielofunkcyjna przestrzeń to katalizator kreatywności. Pomaga w budowaniu osobistych więzi między pracownikami, które są tak istotne we współczesnej kulturze biznesu.

Z każdym projektowanym biurem, staramy się propagować tworzenie tego typu stref. To trend, który razem z większą powierzchnią otwartych i mniej formalnych przestrzeni spotkań, pomaga nam projektować przyjazne ludziom miejsca – dodaje Bogusz Parzyszek, założyciel Workplace Solutions.

fot. materiały prasowe

 

Biuro, które nie ma wieku, czyli design łączący pokolenia

Wiedza doświadczonych pracowników w zestawieniu ze spojrzeniem z innej – nowej perspektywy ich młodszych kolegów – to idealne połączenie, które często prowadzi do powstawania zaskakująco udanych projektów. Jak jednak sprawić, by zderzenie dwóch odmiennych światów przebiegało w pełni komfortowo? Dzięki nowoczesnym meblom, można dziś zaaranżować przestrzeń, w której odnajdą się pracownicy różniący się wiekiem, charakterem i stylem pracy. Oto rozwiązania, które polecają specjaliści.

Okiem eksperta

-Jeszcze nie tak dawno w aranżowaniu miejsca pracy najważniejsza była wygoda. Projektanci zwracali uwagę głównie na ergonomię, słusznie uznając, że komfortowe sprzęty, dostosowane do budowy naszego ciała, są w biurze najważniejsze. Dziś te wymagania są nadal bardzo istotne, zmieniło się jednak postrzeganie biura jako przestrzeni – stało się ona miejscem, w którym „bezkolizyjnie” mają funkcjonować różne pokolenia pracowników. Na szczęście na rynku nie brakuje rozwiązań, które pozwalają na realizację potrzeb osób w różnym wieku, a jednocześnie są ponadczasowe jeśli chodzi o estetykę  – mówi Dariusz Wicher, dyrektor zarządzający Everspace.

Komfort przede wszystkim

Fotele z wyprofilowanym, odchylanym oparciem oraz z zagłówkiem to już standard. Podobnie oświetlenie górne i boczne o odpowiedniej barwie światła przyjaznej dla oczu. Rośnie natomiast zainteresowanie biurkami z elektryczną regulacją wysokości, które pozwalają w jednej chwili zmienić pozycję z siedzącej na stojącą.  Jest to bardzo istotna funkcja – badania wykazały, że idealna dla zdrowia proporcja to 45 minut skupienia na siedząco i kwadrans na stojąco. Dzięki temu pracownik mniej się męczy, nie rozprasza się i łatwiej się koncentruje. Co równie ważne, poprawia się także krążenie krwi w organizmie, co pozwala uniknąć nieprzyjemnych dolegliwości związanych z siedzącym trybem życia, takich jak ból szyi i kręgosłupa.

Za ścianą

Wiele osób – niezależnie od wieku, miewa problemy z koncentracją, szczególnie podczas pracy w przestrzeniach typu open space. Rozwiązaniem tego problemu mogą być niewysokie ścianki dźwiękochłonne, które zwiększają komfort pracy, szczególnie, gdy w danym miejscu działa wiele osób. Mogą być one montowane do blatów biurek lub do podłogi. Modele mobilne, umieszczone na kółkach pozwalają na swobodną aranżację stanowiska w każdym miejscu.

Przegrody ze szkła zachowują wrażenie otwartej przestrzeni, umożliwiającej w każdej chwili swobodny kontakt z drugą osobą. Rozwiązania te na ogół cieszą się akceptacją wszystkich pracowników. Podobnie jak wyodrębnione strefy spotkań. W takim aneksie można umówić się z kolegą i przedyskutować problem, szukać rozwiązania, nie przeszkadzając osobie siedzącej obok. Pokoje wyposażone są zwykle w wysokie stoły, a krótkie robocze spotkania odbywają się na stojąco.

Zabawki w biurze – czemu nie?

Gdyby do współczesnego biura trafił urzędnik z połowy XX wieku pewnie by pomyślał, że jest w sali zabaw. Wielkie piłki, huśtawki, fotele na biegunach – takich mebli do tej pory w biurach nie było. Obecnie są, bo zapewniają pracownikom w każdym wieku odprężenie w przerwie od zajęć, a także porcję zdrowego ruchu. Mając na uwadze dobre samopoczucie załogi, pracodawcy aranżują strefy do odpoczynku, czasem nawet – krótkiej drzemki. Stoją tam miękkie sofy bądź fotele-worki zachęcające do relaksu w pozycji półleżącej. Często nie są to osobne pokoje. Na przykład firma Vank oferuje mini wnętrza na wzór większej budki telefonicznej, gdzie pracownik może się wyciszyć (albo, jeśli woli, porozmawiać przez telefon).

fot. Everspace

Dla kogo trzynastka okaże się szczęśliwa? Rusza kolejna odsłona konkursu Fasada Roku

1 kwietnia w tym roku to początek rywalizacji o prestiżowy tytuł Fasada Roku 2019, premię w wysokości 10 000 zł i przepustkę do rozgrywki na poziomie międzynarodowej – Baumit Life Challenge. 13. edycja, nad którą patronat honorowy objęła Fundacja Twórców Architektury, z pewnością nie będzie dla nikogo pechowa, a zwyciężą jak zwykle najlepsi. Czas start!

Fasada Roku – tego projektu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Na polskiej scenie architektonicznej gości od 2007 r. Jego ideą jest promowanie ciekawej architektury oraz wysokich standardów budowlanych, jak również podkreślenie znaczenia elewacji w procesie kształtowania otaczającego nas krajobrazu. Za sprawą tegorocznej edycji już po raz 13-ty wyłoni najlepsze realizacje budowlane z fasadą wykończoną w technologii Baumit, przez którą rozumie się system ociepleń, system tynkowy z wykończeniem lub program produktów renowacyjnych z wykończeniem.

5 kategorii, 5 zwycięskich obiektów

Rywalizacja o miano Fasady Roku 2019 rozpoczęła się 1.04.2019 roku. W tegorocznej odsłonie konkursu zgłoszone projekty klasyfikowane są w kategoriach „budynek jednorodzinny nowy”, „budynek wielorodzinny nowy”, „budynek po termomodernizacji”, „budynek niemieszkalny” i „budynek zabytkowy po renowacji”. W początkowej fazie rywalizacji wszystkie karty w rękach trzymają architekci, wykonawcy i inwestorzy, którzy do 30 września 2019 r. mają czas, by wejść do gry o prestiżowy tytuł, premię w postaci 10 000 zł i prawo startu w międzynarodowej odsłonie konkursu – Baumit Life Challenge, z jeszcze wyższą pulą nagród. O tym, kto zgarnie pulę zdecyduje profesjonalne jury. Komisja, w której skład wchodzą cenione autorytety z branży architektonicznej i budowlanej, przy ocenie poszczególnych kandydatur będzie kierować się takimi kryteriami jak dbałość o detale, kolorystyka i struktura elewacji oraz jej relacja z otoczeniem, a w przypadku obiektów po renowacji – także poszanowanie ich historycznej tradycji.

Formularz – pierwszy krok do wygranej

Architekci, inwestorzy oraz wykonawcy, którzy chcieliby spróbować swoich sił w konkursie, mogą wypełnić formularz elektroniczny na stronie www.fasadaroku.pl. Ważne, by do zgłoszenia dołączyć co najmniej 5 zdjęć (min. 2400×1600 px), na których widoczny będzie obiekt względem okolicy, wszystkie jego strony oraz detale wykonania zasadniczych partii wykończenia. W przypadku kategorii „budynek zabytkowy po renowacji” i „budynek po termomodernizacji” pamiętajmy o dołączeniu fotografii prezentujących zgłaszany obiekt przed i po metamorfozie.

Internauci, zagłosujcie!

Wzorem ubiegłych lat swój niezależny ranking stworzą także internauci. Entuzjaści architektury będą mogli wskazać swoich faworytów poprzez głosowanie online, które zostanie uruchomione 1.05.2019 na oficjalnej stronie konkursu. Każdy będzie miał do rozdysponowania 5 głosów – po jednym w każdej kategorii. Plebiscyt potrwa do 31.10.2019. Obiekty, które spotkają się z największym uznaniem społeczności internetowej zostaną uhonorowane specjalnym „Wyróżnieniem Internautów”.

Patronat honorowy nad 13-tą edycją konkursu objęła Fundacja Twórców Architektury, a wśród mediów patronujących tegorocznej edycji konkursu znalazły się takie redakcje jak „ekspertbudowlany”, „Izolacje”, „Property Journal” „Renowacje i Zabytki”, „Zawód:Architekt”, architektura.info, chemiabudowlana.info, infoarchitekta.pl, sztuka-architektury.pl czy w-a.pl.

Z miłości do wrocławskości – nowy foodcourt w Pasażu Grunwaldzkim

Szamasz knyszę? A może „śląskie niebo”? W morzu gastronomicznej unifikacji lokalność traci na znaczeniu. „Przestrzenie klony” zdają się promować ten sam styl wnętrz restauracji i kawiarenek. Czy można być modnym nie będąc w trendzie? Odpowiedzią jest nowa strefa gastronomiczna Pasażu Grunwaldzkiego, na wskroś wrocławska.

Foodcourt w centrum handlowym zazwyczaj opiera się na podobnym schemacie: zróżnicowany dobór najemców, stoliki z krzesłami tworzące otwartą przestrzeń restauracyjną i designerskie dodatki zgodne z trendami. Całość zdecydowanie estetyczna, ale czy unikatowa?

„Pracując nad projektem strefy wiedzieliśmy, że przede wszystkim zależy nam na wyeksponowaniu jej wrocławskiego charakteru. Odwiedzając wiele obiektów handlowych można zaobserwować „kryzys autentyczności”. Wszyscy chcą być kosmopolityczni, światowi. A czy nie możemy być lokalni? Nasze miasto ma niezwykłą historię i kulturę. Dlatego wspólnie z projektantami z sąsiadującej z Pasażem pracowni architektonicznej – MIXD, uznaliśmy, że to właśnie „wrocławskość” i szeroko rozumiany recycling staną się flagowymi założeniami projektu. I tak oto „popłynęliśmy” z niespotykanymi gdzie indziej rozwiązaniami. „Popłynęliśmy” dosłownie i w przenośni, ponieważ jedną ze stref będzie właśnie wyposażony w kajaki – Odra Bar.” – mówi dyrektor Pasażu Grunwaldzkiego, Paulina Stach.

WSZYSTKO PO WROCŁAWSKU

Nowa przestrzeń gastronomiczna będzie podzielona na 7 stref tematycznych, nawiązujących do Wrocławia. Zmieni się nie tylko design foodcourtu, ale też jego przepustowość. Nowa powierzchnia pomieści aż 1000 gości, co oznacza ponad 320 nowych miejsc siedzących. 

ODRA BAR

To ukłon w stronę wypoczynku w miejskim stylu. Leżaki i parasole będą przywodzić na myśl letnie kąpieliska. To „beach bar”, ale po wrocławsku. Przestrzeń zdominują naturalne kolory, drewno oraz oryginalne elementy dekoracyjne. Zaskoczeniem będą przymocowane na ścianie kajaki. Wszystko po to, aby móc się zrelaksować i „odpłynąć” przy ulubionym koktajlu owocowym. Osoby, które cenią sobie intymną atmosferę rozmów przy kawie z pewnością docenią strefy relaksu usytuowane w oldskulowych kioskach.

HIT 91

„Prawdziwy evergreen” i pierwsze tak odważne rozwiązanie w przestrzeni restauracyjnej centrum handlowego. Koncepcja strefy opiera się na nieoczywistym wykorzystaniu designu lat 90. Neonowe kolory, instalacje świetlne, murale na ścianach czy słupach – będących w tamtym czasie „biżuterią miasta” – to tylko wybrane elementy projektu. Niestandardowym rozwiązaniem będzie trzypoziomowa trybuna skierowana w stronę Placu Grunwaldzkiego, a nie – jak wskazywałaby logika – w stronę foodcourtu. Skąd takie rozwiązanie?

„Hit 91 to mocny punkt projektu dedykowany młodym odbiorcom. Młodość zawsze jest w opozycji i chadza własnymi drogami. Zgodnie z tym założeniem strefa zostanie wydzielona tak, aby użytkownicy przestrzeni mogli „odciąć się” od pozostałych sektorów. Ponadto na suficie znajdzie się wielkoformatowe lustro, które pozwala nie tracić z oczu tego co ważne – z „buntowniczego” punktu widzenia. Niezwykła jest też ponadczasowość projektu i jego ewoluowanie wraz ze zmieniającymi się trendami. Jesteśmy przekonani, że w dobie mediów społecznościowych lustro zostanie wykorzystane do wszechobecnego „selfie”, a hasztag #pasazgrunwaldzki dodatkowo zyska na popularności. Jak zmieni się rola lustra z czasem? Zobaczymy” – dodaje Paulina Stach.

Niestandardowość projektu przejawia się również w konstrukcji złożonej z klasycznych telewizorów typu „Rubin”, w które wmontowane zostaną backlight’y. W strefie pojawią się również automaty do gry. Nie zabraknie też odniesienia do kultowego programu TV – Koło Fortuny. Na ścianie bogatej w graffiti zamontowana będzie bowiem obrotowa konstrukcja. Jedno jest pewne, nawet po wylosowaniu opcji „bankrut” – użytkownicy przestrzeni i tak będą bogatsi o nowe doznania smakowe i estetyczne.

BIBLIOTEKA

Czyli strefa „do zaczytania”. Stylem nawiązuje do uniwersyteckiej biblioteki z kultowymi lampami „Milenka” na stołach oraz gablotą z książkami. Bookshering, czyli bezpłatna wymiana książek, to również znak rozpoznawczy tej dedykowanej studentom przestrzeni.

NAMIOT I BAR

„Handelek pod brezentem” i bigos przekąszony szybko „na jednej nóżce”? Wrocławianie doskonale pamiętają zalążek handlu na Placu Grunwaldzkim, pod namiotem zwanym „Goliatem”. Jego wyróżnikiem był miejski gwar i komunikacja międzyludzka oparta na rozmowie podczas targowania się, czy wspólnym obiedzie, na który składały się gołąbki lub fasolka po bretońsku, dziś dumnie zwanym lunchem. Foodcourt nie mógł powstać w oderwaniu od historii i specyfiki najbliższego sąsiedztwa Pasażu Grunwaldzkiego. Dlatego w strefach Namiot oraz Bar staną długie, wspólne stoły. Ich celem jest prowokowanie do interakcji między użytkownikami przestrzeni oraz wspólnie spożywanych posiłków.

STOŁÓWKA

To nawiązanie do „jadłodajni” w najlepszym wydaniu. Stołówka zakładowa, szkolna, kantyna na uczelni stanowiły inspiracje dla przestrzeni, w której „po prostu się jada”. Kolorowe grafiki na stołach nawiązują do barwnych obrusów z lat dziewięćdziesiątych. W stołówce ma być smacznie i „domowo”.

JUBILATKA

„Rurki z kremem”, wuzetka i krem sułtański – bo w mieście jest tyle możliwości. Słynna scena rodem z polskiej komedii lat siedemdziesiątych doskonale oddaje charakter strefy loungowo-kawiarnianej we wrocławskim centrum handlowym.

CYRK – STREFA KIDS PLAY

Strefa dedykowana najmłodszym klientom Centrum jest gwarancją doskonałej zabawy. W przypadku tego projektu Pasaż Grunwaldzki nie zapomniał o funkcjonalności. Przestrzeń dziecięca sąsiaduje z Jubilatką, łącząc dobrą zabawę maluchów z chwilą odpoczynku dla opiekunów.

Zapoznając się z projektem można nabrać apetytu na nadchodzące nowości okraszone „wrocławskością” i miłością do nieprzemijalnych cech tego miasta. Foodcourt to zapowiedź zmian, jakie czekają Pasaż Grunwaldzki. Elewacja, oświetlenie, design wnętrz, strefy funkcjonalne i relaksacyjne ulegną metamorfozie. Jedno jest pewne: stawiamy na Wrocław!

————————-

Rozmowa z Piotrem Kalinowskim i Katarzyną Majer-Hola – architektami z MIXD

Jaki będzie nowy foodcourt Pasażu? Co wyróżnia ten projekt?

KM: Przestrzeń foodcourt na pewno będzie zaskakująca i niecodzienna. Przy projektowaniu kierowała nami przede wszystkim nostalgia tego miejsca, magia z lat 90. Mocnym aspektem, który wyróżnia ten projekt na tle innych foodcourtów jest storytelling. Wnętrze zabiera każdego w podróż w czasie.

PK: Szukając inspiracji do tego jak „ugryźć” temat foodcourt, stwierdziłem, że jedyne co może zadziałać, to autentyczna historia miejsca. Nie chcieliśmy wprowadzać pseudo-ekologicznych rozwiązań i udawać ekskluzywnego hotelu – wzięliśmy na warsztat plac Grunwaldzki, który jest tutaj od zawsze. Zanim powstał tu Pasaż Grunwaldzki, dokładnie na tej działce działał pierwszy „dom handlowy” w postaci.. namiotu cyrkowego. Stał tam od początku lat 90-tych, w środku funkcjonował dziki kapitalizm, a zaimprowizowane stoły służące za sklepy uginały się pod towarem. Tam właśnie, jako mały chłopiec bywałem często z rodziną. Estetyka i autentyczność tamtego miejsca dała nam podstawy pod zaprojektowanie foodcourtu w Pasażu. Wspomnienia, archiwalne zdjęcia posłużyły nam jako „moodboard” – świat był wtedy inny, Wrocław także, mimo to wiele z elementów udało się wpleść w projekt. Wróciliśmy do bezkompromisowości lat 90-tych, siermiężnej estetyki polskich barów z „Menu” wyklejanym czcionką wycinaną z czarnej i czerwonej folii. Przypominamy o kultowych miejscach, takich jak „Rurki z Kremem”, które każdemu wrocławianinowi kojarzą się z niedzielnym spacerem.

Na ile projektując przestrzeń w centrum handlowym można kierować się designem, a na ile design ograniczony jest funkcjonalnością?

PK: Design to język, w którym opowiadamy historie. Funkcjonalność to podstawa i „Framework” w który wpisujemy estetykę. Ogromna ilość miejsc i koncentracja na najemcach to aspekty kluczowe w projektowaniu tak dużych obszarów foodcourtów. Jeśli chodzi o design jako „dekoracja” to niewiele to daje. Po paru latach piękne krzesła zużyją się, moda zmieni po 12 miesiącach i efekt nowości zniknie. Zostanie wtedy to, jak odczuwamy dane miejsce i jak design pozwala nam się w nim czuć dobrze. Funkcjonalność odgrywa w tym ogromną rolę.

KM: A ja myślę, że dużo zależy od potrzeb i podejścia klienta, z którym się współpracuje. Przy współpracy z EPP mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ klient od początku nam ufał i dał wolną rękę w projektowaniu. Foodcourty na pierwszym miejscu muszą być ciekawe, przestrzeń musi zapraszać do środka, zaskakiwać, a dopiero w drugiej warstwie zapewniać podstawowe potrzeby jak miejsce do jedzenia, wyraźnie zaznaczoną komunikację wizualną itd.

Dla kogo dedykowana jest nowa przestrzeń gastronomiczna? Czy tylko dla młodego, dynamicznego klienta?

KM: Projektując foodcourt w Pasażu kierowaliśmy się potrzebami różnych grup odbiorców. Mamy strefę Cyrk, która jest dedykowana dla dzieci, zaraz obok Jubilatka, czyli strefa coffee, gdzie rodzice mogą spokojnie obserwować swoje pociechy popijając kawę. Nie zapomnieliśmy również o młodych, dla nich jest przede wszystkim strefa HIT nawiązująca do

lat 90 z automatami do gier, instalacją z telewizorów oraz z przestrzennymi schodami, na których mogą przesiadywać ze znajomymi i obserwować co dzieje się na zewnątrz.

Dodatkowo jest strefa Library, bardziej miękka i wyciszona, gdzie można się na chwile zatrzymać i popracować. W pasażu każdy znajdzie miejsce dla siebie.

PK: Staraliśmy się, żeby przestrzeń Foodcourtu była zróżnicowana i umożliwiała każdej osobie odnalezienie swojego miejsca. Tworząc strefę myśleliśmy zarówno o rodzinach z dziećmi, studentach i uczniach, którzy zasiadają u nas na dłużej oraz o osobach, które chcą szybko zjeść i „biec dalej”. Urozmaicenie jest podstawą tego projektu.

Wrocław to setki restauracji. Lokalny klient jest niezwykle świadomy. Jedzenie stało się niemal filozofią a hasztag #food jest najczęściej używanym na Instagramie. Jak zatem projektuje się przestrzeń dla wymagającego klienta, który ma duże rozeznanie na rynku i z „niejednego pieca pizzę jadł”?

PK: Bardzo starannie dzieliliśmy miejsca siedzące – na miejsca przy dużych stołach do współdzielenia posiłku. Na mniejsze grupy znajomych szukających zacisznego kąta, na eksponowane miejsca. Wrocławskie koncepty gastronomiczne, których nie brakuje w Pasażu, musieliśmy pogodzić z sieciowymi gigantami, restauracjami, a także.. zaproponowaliśmy wprowadzenie mobilnych kawiarni. Chcieliśmy też, żeby foodcourt w Pasażu odróżniał się od innych, bezosobowych stref gastronomicznych w mieście. Zastosowaliśmy zaskakujące rozwiązania, takie jak wielkoformatowe lustro na suficie, które sprawi, że foodcourt zyska popularność w świecie realnym i tym instagramowym. Chcieliśmy zaprojektować przestrzeń optymistyczną, w której aż prosi się o strzelenie sobie „selfie”.

Czy dużo w tym projekcie „wrocławskości”?

KM: Jak najbardziej. Zaczynając prace nad konceptem projektu, motywem przewodnim było dla nas „to miejsce” sprzed 30 lat, czyli kultowy namiot, rurki z kremem, park rozrywki.  W projekcie można znaleźć bezpośrednie nawiązania do tych elementów w nazwach stref (Odra Bar, Namiot, Cyrk) ale nie tylko. Mocnym elementem nawiązującym do Wrocławia są murale i graffiti na stołach, które inspirowane są stylistyką i typografią lat 90.

PK: We współczesnej architekturze, gdzie tak wiele jest uniwersalnych i nieautentycznych przestrzeni, chcieliśmy żeby projekt był jak najmocniej wrocławski. W świecie, w którym rozwija się tak wiele trendów i tak szybko staja się niemodne, przeciwwagą w Pasażu było opowiedzenie autentycznej historii z lat 90-tych, z tego miejsca. Historię, która autentycznie kształtowała tę część Wrocławia przez wiele lat. Warto o niej pamiętać i warto ją wspominać.

——————————————-

Pasaż oświecony  

– rozmowa ze specjalistami z Signify: Agnieszką Operhalska i Radosławem Buczkowskim

Nowy foodcourt Pasażu Grunwaldzkiego to niespotykane i niebanalne rozwiązania designerskie, czy również architektura światła jest tu innowacyjna?

Naszym podstawowym założeniem nie była innowacyjność, a spójność z wyjątkową architekturą, która zostanie stworzona dla tego miejsca, z potrzebami wszystkich jego przyszłych użytkowników i emocjami, które za pomocą światła chcielibyśmy u nich wywołać. Jeżeli spojrzymy na innowacje z perspektywy produktu i rozwiązania technicznego, to projekt Food Court w Pasażu Grunwaldzkim nie będzie przełomem na rynku, choć oczywiście został stworzony z wykorzystaniem najnowocześniejszej dostępnej technologii. Znajdziemy tam kilka „smaczków” z pogranicza oświetlenia i IT. Jeśli jednak zdefiniujemy innowacje jako sposób myślenia, postawienie użytkownika oraz wyjątkowości miejsca jako priorytetu projektowego, to z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że projekt oświetlenia w strefie gastronomicznej był i jest unikatowy.

Czy planując oświetlenie w strefie gastronomicznej projektanci Signify biorą pod uwagę również ekspozycję jedzenia, np. stosując ciepłe, a nie zimne światło?

Strefa gastronomiczna galerii handlowej  jest bardzo złożonym tworem. Służy klientom wielowymiarowo i nie dotyczy tylko konsumpcji. Jest miejscem spotkań, relaksu, spędzania wolnego czasu, a bywa też, że pracy i nauki. Dobre oświetlenie musi odpowiadać na wszystkie potrzeby. Prawidłowa ekspozycja jedzenia, zapewnienie komfortu, stworzenie przyjaznej atmosfery czy wydzielenie światłem stref, w których dane grupy klientów będą czuły się dobrze, realizowane jest poprzez odpowiedni dobór wielu parametrów oświetleniowych. Oddawanie barwy, temperatura barwowa, ograniczenie olśnienia, kontrast luminancji, właściwa ekspozycja wnętrza to tylko niektóre z nich. Jednak podstawowym i nadrzędnym kryterium poprawności projektu będą odczucia przyszłych użytkowników. Jeśli będą pozytywne to znaczy, że osiągnęliśmy swój cel.

W ramach projektu Pasażu odbyły się również warsztaty kreatywne prowadzone przez holenderskich specjalistów. Co daje taka wymiana doświadczeń i jakie przełożenie ma „międzynarodowa praca twórcza” na tak „wrocławski” projekt?

Zorganizowane przez nas warsztaty to coś więcej niż szereg spotkań kreatywnych. Ich celem było  znalezienie odpowiedzi na pytanie jaka będzie nowa tożsamość Pasażu Grunwaldzkiego. Analizowaliśmy jakiego charakteru wnętrza oczekują obecni oraz przyszli klienci oraz jaką rolę może odegrać w tym światło. Ponieważ „kupujemy oczami” i odbieramy świat przez zmysł wzroku, światło ma kluczowe znaczenie dla emocji, które chcemy wywołać we wnętrzu galerii handlowej. Dlatego też obie firmy: EPP oraz Signify, zdecydowały się rozpocząć projekt modernizacji w procesie „Co-creation” opartej na metodzie Design Thinking, aby właściwie rozpoznać i zrozumieć potrzeby i oczekiwania klientów. Ta metodologia została wdrożona po raz pierwszy w Polsce w procesie tworzenia obiektu komercyjnego. Oprócz wykreowania wizji „Pasaż Grunwaldzki przyszłości”, podejście to pozwoliło odpowiedzieć na pytanie: w jaki sposób światło będzie nawiązywać do finalnego, oczekiwanego efektu. Pozwoliło to stworzyć rozwiązania, które współgrają z nowym wizerunkiem Pasażu a jednocześnie mieszczą się w wyśrubowanych, jak zawsze, realiach budżetowych. Doświadczenie konsultantów z centrali Signify z Eindhoven było niezmiernie istotne dla sukcesu projektu. Jednak elementem kluczowym było zbudowanie zespołu łączącego międzynarodowych ekspertów oraz polskich projektantów oświetlenia. Właściwy efekt możemy osiągnąć tylko wtedy, gdy połączymy doświadczenie i możliwość spojrzenia na problem z dalekiej perspektywy ze znajomością lokalnej kultury, historii oraz umiejętnością intuicyjnego „wejścia w skórę” przyszłego klienta.

Ile jest łącznie punktów świetlnych w strefie gastronomicznej? Czy oświetlenie podkreśla charakter każdej ze stref? (jeśli tak, to w jaki sposób).

Nie liczyłem. Projekt Food Court w Pasażu jest kolejnym dowodem na to, że nie ilość a jakość robi różnicę. Jak zawsze staramy się, aby oświetlenie było zoptymalizowane, czyniąc konserwację, utrzymanie a także inwestycję jak najtańszą i jak najprostszą. Czytaj: opraw musi być najmniej jak to możliwe, gwarantując jednocześnie najlepszy efekt jaki można osiągnąć w danym wnętrzu. Dla nas liczy się światło a nie oprawa. Światło, które buduje emocje, prowadzi klienta, pokazuje piękno i kształt architektury – będąc jej czwartym, intuicyjnie dostrzegalnym wymiarem. Schodząc na poziom szczegółów będziemy efektywnie wykorzystywać światło dzienne, które wspaniale wypełnia przestrzeń w określonej porze dnia, używając światła sztucznego jako uzupełnienie oświetlenia naturalnego. Bardzo ważnym elementem będą efekty barwne prowadzące klienta poprzez Food Court, wydzielające poszczególne strefy, ale przede wszystkim wprowadzające element rozrywki, wywołujące uśmiech i stanowiące interaktywną atrakcję dla użytkowników. Niemalże wszystkie oprawy, które swoim wzornictwem mają budować dekorację wnętrza, zostały wykonane na specjalne zamówienie według indywidualnego projektu. Projektując oświetlenie pamiętaliśmy również, że wnętrze jest częścią zewnętrza. Dlatego zadbaliśmy, aby strefa Food Court wyglądała atrakcyjnie także z oddali, stając się integralną częścią iluminacji oraz magnesem przyciągającym klientów do centrum handlowego.

Mówi się, że w projektowaniu „nowe jest wersją czegoś innego”. Czy w tym kontekście użycie materiałów recyclingowych do stworzenia lamp w strefie „Namiot” jest nowatorskie?

Mówienie o trendach i bardzo precyzyjne definiowanie modnych standardów jest ryzykowne i może być ślepą uliczką dla projektantów. W kontekście oświetlenia jednym tchem możemy wymieniać stosowane teraz powszechnie rozwiązania: „old schoolowe” żarówki, hipsterskie lampy, industrialne wzornictwo, surowe i niezbyt jasne klimatyczne wnętrza. Od małej burgerowni po dużą restauracje w centrum miasta – we wszystkich odmianach możemy zaobserwować te schematy. Jednak stosowanie metody kopiuj – wklej, często przynosi więcej szkody niż pożytku. Prawdziwym trendem jest bowiem budowanie nastroju zgodnego z oczekiwaniem użytkowników.

Warto zatem wspomnieć jakich błędów unikać. Zbyt często myślimy o oświetleniu zero-jedynkowo: „niech będzie widno, to będzie przyjemnie – niech będzie ciemno, będzie klimatycznie”. Dziś tak naprawdę należy pamiętać o jednym – nasze życie stało się bardzo dynamiczne. W różnych porach dnia i w różne dni tygodnia będziemy oczekiwać zupełnie czegoś innego. Gotowy przepis na dobry projekt oświetlenia, to nastrój podążający za emocjami klientów. Ponieważ te emocje szybko się zmieniają, światło musi być równie dynamiczne, prowadząc klienta, dodając energii lub relaksując. Dokładnie w taki sposób został zaprojektowany Food Court w Pasażu Grunwaldzkim.

Podsumowując, czy nowa gastro-strefa Pasażu to projekt „oświecony”?

Pasaż Grunwaldzki to wspaniałe miejsce z długą historią i rzeszą lojalnych klientów. Tchnięcie nowego życia w istniejące mury było nie lada wyzwaniem. Architektura przełamująca standardy i oświetlenie, które nie stara się jedynie kompensować ciemności, lecz staje się jej czwartym wymiarem i językiem dialogu z użytkownikiem, będą wyróżnikiem tego centrum handlowego. Wraz ze wszystkimi osobami zaangażowanymi w projekt, nie staraliśmy się stworzyć drugiej Hali Koszyki, ale pierwszy Pasaż. Pasaż Grunwaldzki, który już niedługo stanie się wyznacznikiem nowych standardów i będzie najlepszą referencją dla wszystkich, którzy zadadzą siebie pytanie, jak dzisiaj powinna wyglądać modna przestrzeń gastronomiczna.

fot. materiały prasowe

Może drewno, a może beton na podłodze?

Rok 2019 przynosi nam nowe spojrzenie na aranżację wnętrz. Jednym z zauważalnych trendów jest odchodzenie od surowego minimalizmu i ocieplanie go pastelami, ściennymi zdobieniami oraz elementami dekoracyjnymi. Dzięki takim dodatkom powstają niezwykle klimatyczne wnętrza, odzwierciedlające pasje i styl życia domowników.

Minimalizm w ciepłej odsłonie

Choć surowy minimalizm nie do końca lubi się z innymi stylami, to czasem warto nieco pomieszać gatunki i wprowadzić do wnętrza elementy, które nadadzą pomieszczeniu wyjątkowy charakter, zgodny z zainteresowaniami mieszkańców. Bazując na podstawach modernistycznego stylu, którymi niewątpliwie są wielkoformatowe, gresowe płytki podłogowe o fakturze betonu, np. z kolekcji Montego, Tassero lub Limeria, z powodzeniem możemy stworzyć także przytulne, klimatyczne wnętrza. Kluczem do sukcesu będzie starannie dobrane wyposażenie oraz wymyślne dekoracje. Surowa struktura betonu dobrze komponuje się z klasycznym marmurem, pozwalając na niebanalną ekspozycję antycznych rzeźb. Będzie także dobrym tłem dla eklektycznych wnętrz utrzymanych w szarościach i brązach, łączących styl tradycyjny z kobiecym shabby chic.

 

Drewno z charakterem

Mówi się, że artyści nie przywiązują uwagi do otoczenia, w pełni koncentrując się na swojej pasji. Wnętrza, w których żyją i pracują, na pierwszy rzut oka wydają się nieuporządkowane i pełne niepasujących do siebie elementów. To jednak tylko pozory. Przykładem niech będzie salon utrzymany w kolorystyce beżów i brązów, w którym pierwszoplanową rolę odgrywa przepięknie zdobiony kominek, a uwagę przykuwają poukładane niedbale obrazy oraz ciekawie zaprojektowane meble. Mianownikiem tak wyszukanej stylizacji nie może być banalne wykończenie podłogi. Tutaj świetnie odnajdzie się kolekcja gresowa Catalea, wyróżniająca się delikatnym rysunkiem drewna, w intrygującej, lecz niezwykle pasującej do wystroju kolorystyce dust. Interesujący efekt uzyskamy, układając tak duże płytki w formie tradycyjnej jodełki, która dodatkowo podkreśli charakter wnętrza.

Wnętrze zachęcające do lektury

Regał pełen książek, wygodny fotel z podnóżkiem, odpowiednio zaprojektowane oświetlenie – tak zaaranżowany salon zachęca do lektury. Aby wprowadzić do wnętrza harmonię i spokój, kompozycję oparto na płytkach nawiązujących rysunkiem do drewna. Te, z kolekcji Lussaca, wyróżniają wyraziste usłojenie, naturalny kolor nugatu oraz ciekawe tonalne przejścia. Projekt uzupełniono jedynie komfortową sofą oraz świetnie korespondującym z podłogą stojakiem na roślinność.

Niebanalne wnętrza wymagają odpowiedniej oprawy. I choć gres może wydawać się zbyt chłodny, to jego różnorodne oblicza doskonale odnajdą się w klimatycznych wnętrzach – zarówno tych nowoczesnych, jak i przytulnych, tradycyjnych, a nawet rustykalnych.

fot. Cerrad

 

Pięknie tak, jak w niebie!

W historycznym centrum Warszawy, przy ulicy Foksal, dwie przedwojenne kamienice odzyskują dawną świetność. Budynki pod numerem 13 i 15 od trzech lat przechodzą rewitalizację pod okiem konserwatora zabytków.

Powstaną w nich luksusowe apartamenty dla miłośników zarówno klasycznej architektury, jak i współczesnego designu. Na klatce schodowej jednego z domów pod wieloma warstwami farby odkryto polichromie przedstawiające postacie aniołków (putto). Te i pozostałe dekoracje są obecnie poddawane starannej konserwacji i częściowej rekonstrukcji.

W XIX wieku kamienice miały rangę luksusowych rezydencji zamieszkanych przez warszawską elitę. Budynki przetrwały obie wojny światowe, ale nie tylko z tego powodu można je uznać za prawdziwy skarb na mapie ciężko doświadczonej przez historię Warszawy. Inwestycje są wyjątkowe również ze względu na swoje niezwykle bogate w detale architektoniczne wnętrza, które urodą i przepychem dorównywały pałacowym komnatom. Niebawem odzyskają swój dawny blask, a adres Foksal 13/15 na powrót stanie się jednym z najbardziej prestiżowych w mieście, łącząc wyjątkową przeszłość, wybitne walory estetyczne i komfortowe udogodnienia.

Ghelamco we współpracy z najlepszymi specjalistami stopniowo odtwarza piękne detale wystroju pomieszczeń. Wnętrza kamienic Foksal 13/15 zdobią różnego rodzaju malowidła ścienne i sufitowe. Są wśród nich proste geometryczne wzory tworzące misterne kompozycje oraz polichromie – wielobarwne malunki wykonane na tynku.

Na klatce schodowej kamienicy z numerem 15 pod warstwami farby odkryto szczególnej urody malowane dekoracje. To postaci puttów – rozkosznych aniołków – dmących w trąby, malujących latawce, plotących wieńce. Po zakończeniu renowacji będą wprowadzały mieszkańców w prawdziwie niebiański klimat.

Koronkowa praca

Zachowanie oryginalnych polichromii w remontowanym budynku to szczególnie trudne zadanie, wymagające niezwykłej precyzji i pietyzmu.

– W przypadku kamienic Foksal 13/15, podobnie jak w innych obiektach z tamtego okresu, malowidła znajdują się na słomianych matach pokrytych warstwą tynku, przymocowanych do drewnianych elementów konstrukcyjnych, na przykład stropów. Nasza praca polega na wykonaniu tzw. transferu. Ostrożnie odcinamy fragmenty mat, przenosimy je, a po zakończeniu remontu płaszczyzny, na której się znajdowały, ponownie umieszczamy na niej części polichromii. Miejsca połączeń poszczególnych fragmentów punktowo zamalowujemy używając specjalnego, bardzo precyzyjnego pędzla o średnicy niewiele większej niż igła oraz farb konserwatorskich, których tonacja idealnie pasuje do oryginalnych i które nie zmienią odcienia za kilka lat – tłumaczy architekt Anna Rostkowska z pracowni Proart, która odpowiada za projekt rewitalizacji Foksal 13/15.

Po usunięciu nagromadzonych przez lata warstw farby w głównej klatce schodowej budynku odkryto jeszcze jeden nieznany wcześniej detal – malowaną tarczę przy drzwiach wejściowych z rokiem powstania kamienicy – 1895. Ona również zostanie należycie odrestaurowana.

W apartamentach odbywają się w tej chwili przygotowania do montażu rozrzeźbionych sztukaterii – listew, faset, rozet i wielu innych zdobień. W trakcie inwentaryzacji w pomieszczeniach doliczono się ich blisko 100 wzorów. Większość motywów to dekoracje modne i dość często spotykane u schyłku XIX wieku, ale nie brakuje i takich, których konserwatorzy dotychczas nie znali – zastosowanych tylko w tej realizacji. Te historyczne smaczki dodatkowo podnoszą prestiż inwestycji i nadają apartamentom indywidualny rys.

– Rewitalizacja tak niezwykłych obiektów jak kamienice przy Foksal 13/15 to prawdziwa szkoła cierpliwości, o czym przekonaliśmy się już na samym początku tego projektu. Zgromadzenie wszystkich pozwoleń niezbędnych do rozpoczęcia prac zajęło nam ponad 10 lat. Jesteśmy jednak przekonani, że efekt naszych starań będzie naprawdę imponujący i zostanie doceniony zarówno przez przyszłych właścicieli apartamentów, jak i mieszkańców stolicy, którzy będą mogli cieszyć oczy przepięknymi fasadami „Paryża Północy”, jak przed 1939 r. nazywano Warszawę – mówi Jeroen van der Toolen, dyrektor zarządzający Ghelamco na Europę Środkowo-Wschodnią.

W ten właśnie sposób, starannie i z poszanowaniem historycznej materii obiektu, powstają apartamenty, których wystrój będzie potwierdzał autentyzm i niezwykły charakter inwestycji. Deweloper w równym stopniu dba jednak także o komfort przyszłych mieszkańców, o czym świadczy chociażby wygospodarowanie miejsca na dwa patia będące luksusową przestrzenią wspólną. Jedno z nich wkrótce zyska kamienną posadzkę i szklano-aluminiowe zadaszenie. 

*Szeroki zakres prac konserwatorskich i rekonstrukcyjnych w ramach inwestycji Foksal 13/15 można obejrzeć w filmie:

https://youtu.be/WM66en5YGNE   

fot. materiały prasowe

Nowoczesna klasyka hotelu Radissona Blu w Pradze

Po wielu międzynarodowych sukcesach i pracy nad wyjątkowymi projektami w Londynie, Bazylei i Kolonii, krakowska firma Iliard Architecture & Interior Design ukończyła projekt rearanżacji hotelu w Pradze. Dzięki wprowadzonym zmianom pomieszczenia będą jaśniejsze i bardziej przytulne.

Przygotowywany obiekt znajduje się w historycznym budynku, który wcześniej składał się z trzech niezależnych kamienic. To właśnie zewnętrzny wygląd budynku i jego historyczne elementy zainspirowały projektantów do zaplanowania wystroju wnętrz w stylu, który nie tylko oddawałby charakter tego miejsca, ale też wpisywał się w atmosferę Pragi i Starego Miasta. Największą uwagę przyciągają piękne zdobienia fasad, jednak niewątpliwym atutem są również elementy dekoracyjne wokół okien. Hotel składa się z frontowej kamienicy wraz z oficynami oraz części dobudowanej w późniejszym okresie. Zabudowania te łączy część lobby, które zlokalizowane jest w dawnym atrium.

– Wnętrza stylistycznie podzielono na dwie części: frontową wraz z oficynami tworzącymi skrzydła – tam znajdą się pokoje utrzymane w klasycznym klimacie budynku. Element, który zamyka bryłę w tylnej części, zawiera w sobie pokoje typu standard. Wnętrza jako całość mają współczesny charakter, jednak wyraźnie nawiązują do klasyki. Zajęliśmy się kompleksowo wszystkimi pomieszczeniami, dokonując mniejszego lub większego liftingu. Wszystkie 160 pokoi zyskało nowy design, a odświeżenie zmieniło charakter wnętrz – mówi Kamil Kowalik z Iliard Architecture & Project Management, który odpowiada za projekt. – Parter oraz kondygnacje od strony fasady są wyższe i utrzymane w dawnym stylu, który chcieliśmy podkreślić wprowadzając zdobienia na ścianach. Wyzwaniem były pokoje zlokalizowane na ostatnich piętrach kamienicy – dwupoziomowe apartamenty, wymagające więcej uwagi i indywidualnego podejścia – dodaje.

Zdjęcia, które zdobić będą pokoje i korytarze hotelu będą przedstawiać najbardziej urokliwe i malownicze miejsca w Pradze. Wykonał je Erik Witsoe,  amerykański fotograf współpracujący z architektami. Ekskluzywny charakter wnętrz podkreślą użyte materiały szlachetne, między innymi klasyczne kamienie – marmury i granity, umieszczone na blatach w pokojach. Kolorystyka aranżacji jest stonowana, ale wpleciono dominantę artystyczną – szlachetny odcień granatu – blue marine, koniakową skórę na fotelach, czy też wykończenia z ciemnego drewna.

Największą metamorfozę przejdą pomieszczenia ogólnodostępne. Bar, który dotychczas był schowany, teraz znajdzie się na froncie budynku. Będzie połączony ze strefą lounge i dostępny również dla gości z zewnątrz. Projektanci bardzo duży nacisk położyli na estetykę recepcji, aby stworzyć wrażenie elegancji, nowoczesnego klimatu i dystyngowanego minimalizmu. Zmieni się również wygląd strefy restauracyjnej, sal konferencyjnych, a na poziomie -1 odświeżony zostanie design strefy fitness. W pomieszczeniach wspólnych do wystroju wnętrz wykorzystane zostaną także marmury, skóry, miedziane wykończenia. Uwagę będzie przyciągać designerskie oświetlenie, stanowiące autorski projekt pracowni Iliard oraz charakterystyczne i odważne grafiki. 

fot. materiały prasowe

Legenda czeskiej fotografii we Wrocławiu

Po Paryżu, Rzymie, Mediolanie, Düsseldorfie i Pradze wystawa prac światowej sławy czeskiego fotografa Josefa Sudka dotarła do Wrocławia. W Muzeum Architektury można zobaczyć kolekcję fotografii dokumentujących wojenne zniszczenia Pragi, które przypominają zapomniany dziś rozdział historii stolicy Czech.

Josef Sudek (1896-1976) to legenda czeskiej fotografii, twórca znany przede wszystkim z romantycznej wyobraźni i przedstawiania lirycznej atmosfery fotografowanych obiektów. Do ulubionych motywów jego twórczości należały martwe natury, okna, ogrody (także fantastyczne, aranżowane do fotografii), motywy praskie i pejzaże. Od lat dwudziestych do czterdziestych XX wieku obok wolnej twórczości prowadził również atelier realizujące zlecenia komercyjne. Jego dorobek, obejmujący kilkadziesiąt tysięcy fotografii, znajduje się obecnie w publicznych i prywatnych kolekcjach na całym świecie.

W 1945 roku, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, Josef Sudek wyruszył na ulice Pragi, aby udokumentować zniszczenia, jakie wojna pozostawiła na ulicach miasta. Powstała wtedy wyjątkowa seria blisko czterystu fotografii składających się na artystyczny obraz zrujnowanych budynków, cokołów zdemontowanych pomników, instalacji przeciwlotniczych, zbiorników przeciwpożarowych, czy opuszczonej powstańczej barykady.

Historyczny portret miasta można zobaczyć na wystawie „Josef Sudek. Topografia ruin. Praga 1945” w Muzeum Architektury we Wrocławiu od 14 marca do 5 maja 2019.

Lekcja praskiej historii

Fotografie Josefa Sudka nawiązują przede wszystkim do dwóch wydarzeń z 1945 roku. Pierwszym był omyłkowy nalot amerykańskiego lotnictwa na Pragę, który miał miejsce 14 lutego 1945 roku i spowodował zniszczenia głównie w południowych dzielnicach centrum miasta. W tej okolicy Josef Sudek skoncentrował się przede wszystkim na mocno uszkodzonych zabudowaniach klasztoru Emaus, w którego wnętrzach odnalazł wśród gruzów nieoczywistą poetykę nieładu, ze światłem wpadającym przez zawalone sklepienia. Drugie wydarzenie – powstanie praskie – rozegrało się od 5 do 9 maja 1945 roku. Przyniosło ono wyzwolenie i pokój, ale za cenę poważnego uszkodzenia ratusza Starego Miasta. Dokumentując zniszczenia gmachu Josef Sudek ukazał także powracające w okolice Rynku Staromiejskiego życie.

Kolejnym tematem cyklu jest skład skonfiskowanego metalu w Maninach na terenie portu rzecznego na Wełtawie. Josef Sudek fotografował tu przede wszystkim rzeźby z praskich pomników i dzwony kościelne tworzące przypadkowe kompozycje o surrealistycznej wymowie.

Kalendarz na zamówienie

Zdjęcia z prezentowanego zbioru zostały wykonane na zamówienie praskiego wydawcy Václava Poláčka. Wykorzystał on fotografie Josefa Sudka w tygodniowym kalendarzu na rok 1946, wydanym z podtytułem „Straty kulturalne Pragi 1939–1945” i opatrzonym komentarzem konserwatora zabytków i historyka sztuki Zdeňka Wirtha. Kolekcja nie była dotąd wystawiana w całości, a sam autor korzystał z niej wyjątkowo, tylko w wypadku próśb o odbitki wykonywane głównie na potrzeby dokumentacyjne.

Organizatorzy: Muzeum Architektury we Wrocławiu, Instytut Historii Sztuki Czeskiej Akademii Nauk, Czeskie Centrum w Warszawie,

Kuratorzy wystawy: Mariana Kubištová, Vojtěch Lahoda, Katarína Mašterová.

fot. materiały prasowe

 

 

Aukcja: Witkacy za pół miliona złotych

Ile romansów można ze sobą przeplatać, żaląc się w międzyczasie żonie, że monogamia to bolączka nie do wytrzymania? 15 marca br. w domu aukcyjnym Libra pod młotek pójdzie muzealnie rzadki obraz Witkacego. Szacuje się, że „Die Atleten haben immer Recht” z 1922 roku może osiągnąć cenę nawet pół miliona złotych.

Witkacy uchodził za specjalistę w temacie romansów – dlatego warto poznać chociaż kilka związanych z nim kobiet: od targanej w szponach, nagiej personifikacji Polski, przez nieszczęśliwie zakochaną Zofię, po Ewę Szok, ekspertkę, która oceni rynek jego dzieł.

Trójkąt z Zofią

Przeciętnemu Kowalskiemu Stanisław Ignacy Witkiewicz znany jest przede wszystkim z narkotyków, „Szewców” i pastelowych portretów. Na aukcyjnym rynku zdarza się, że te pierwsze mieszają się z ostatnimi, jednak głównie w obrocie spotykamy ujęcia upiększonych dam, niewspomagane używkami – z powiększonymi oczami, złagodzonymi rysami, wykonane na zamówienie w ramach tzw. Firmy Portretowej, kpiarskiej działalności przynoszącej dochód. Zrezygnowany ciągłymi artystycznymi poszukiwaniami, Witkacy założył w połowie lat 20. rodzaj warsztatu, z regulaminem stwierdzającym m.in., że wszelka krytyka ze strony klienta jest wykluczona, bo ten bezsprzecznie musi być zadowolony.

Na piątkową aukcję stołecznej Libry trafi jeden z tego typu obrazów, przy czym tym razem autor najpewniej nie wystawił rachunku modelce, mimo że obecnie praca ma spodziewaną cenę 120-140 tys. zł. Jak sugeruje zachowana korespondencja, pozująca Zofia Dembowska tworzyła z artystą i Bronisławem Malinowskim rodzaj emocjonalnego trójkąta.

Obraz przyjechał do nas z Londynu i pochodzi od spadkobierców sportretowanej, przy czym do końca lat 90. zdeponowany był w zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie. Witkacy znał bohaterkę już jako dziecko, a z późniejszych lat zachowały się nawet przestrogi jego ojca – Ignacy Witkiewicz pisał do syna, żeby nie zbałamucił czasem Zofii, jednak prędzej czy później i ona nieszczęśliwie straciła dla niego głowę, również potwierdzając to listownie – komentuje Ewa Szok, prezes Libry.  „…ta kombinacja „troje” nie może nigdy dobrze egzystować” – pisała portretowana do Malinowskiego, znanego antropologa, co przytacza w książce Małgorzata Czyńska – „wtedy się tworzy dwoje i Jedno. Dwoje przeciw temu jednemu, które jest obnażone…”

Czy Witkacy, raczej jako jeden z dwojga, bardzo się tymi rozterkami przejmował?

Polska w szponach

Ach, Nineczko, jak ciężko jest żyć poligamicznemu erotomanowi, to nie wiesz… – zwierzał się w listach do żony, przytoczonych w książce „Kobiety Witkacego – metafizyczny harem”. Przeglądając katalogi aukcji, niektóre z jego muz da się rozpoznać od razu, inne twarze pozostają tylko klientkami, natomiast jeszcze rzadziej trafia się kobieta naga i z obłędem w oczach, odczytywana jako blondwłosa Polska. „Die Atleten haben immer Recht” z 1922 r. trafi na aukcję ze spodziewaną ceną dochodzącą do 500 tys. zł i tytułem sugerującym, że silniejszy zawsze zwycięża – w tym przypadku zakleszczając w niebieskich szponach skręcone ciało kobiety, która w rozpaczliwym geście napręża kościstą dłoń. Scena dominacji erotycznej, czy niepokój polityczny, przedstawiony w bujnej stylistyce sprzed działalności portretowej firmy?

Takich prac Witkacego – innych niż pastele – praktycznie nie ma już na rynku, natomiast jeśli ta rzeczywiście byłaby alegorią Polski między dwoma mocarstwami, miałaby w jego twórczości głębszy, dramatyczny wydźwięk. Znamy przecież okoliczności, w których artysta odebrał sobie życie na wieść o wkroczeniu do Polski radzieckich wojsk – komentuje Ewa Szok.

Jak pokazują dane z aukcji, miniony rok był na rynku prac artysty rekordowy pod względem obrotu i średniej ceny wylicytowanego dzieła. Czy przewidywane stawki rzędu kilkuset tysięcy za akwarelową rzadkość i ponad 100 tys. zł za pastelowy portret utrzymają się?

– Mimo że portretów w Witkacowskiej pracowni powstało bardzo dużo, cenowej korekty na ich rynku zdecydowanie nie widać – odpowiada Ewa Szok – prawidłowość jest zwykle taka, że na kobiece wizerunki popyt jest większy, natomiast w przypadku tych zdeformowanych w ramach narkotycznych eksperymentów bywa różnie – niektórzy kolekcjonerzy wolą typy psychodeliczne, inni bardziej klasyczne. Witkacy i tak stanowi na polskim rynku unikalność, dlatego, że jego sztuka przemawia do bardzo odległych od siebie grup: od zbierających sztukę dawną, ceniących szczególnie te urodziwe portrety, po pasjonatów awangardy, którzy sięgają częściej po drapieżne artystyczne poszukiwania.

źródło: Alternatywne.pl

 

Patricia Urquiola – Natural Genius i design pod stopami

Czy drewniana podłoga może być zaskakująca? Tak, jeśli zostanie  zaprojektowana przez designerkę tej miary, co Patricia Urquiola przy wsparciu takiej marki, jak Listone Giordano.

 

Doskonałość – oto co łączy nazwisko Patricii Urquioli i markę Listone Giordano, doskonałość projektów oraz doskonałość znanych na całym świecie parkietów drewnianych. Nic zatem dziwnego, że sławna hiszpańska projektantka i architektka nawiązała współpracę ze znaną marką.

Geneza marki Listone Giordano ma ścisły związek z szacunkiem i miłością do naturalnego drewna, tradycyjnego rzemiosła oraz nowoczesnego designu. Jest to także opowieść o respekcie dla środowiska naturalnego, w efekcie którego mamy do czynienia z biznesem społecznie odpowiedzialnym.

 

fot. materiały prasowe

 

Piękniejsza strona projektowania, czyli o sztuce w przestrzeniach publicznych

Szare, zachowawcze i szablonowe projekty miejsc użyteczności publicznej powoli odchodzą w niepamięć. W nowoczesnych realizacjach prym wiodą rośliny, niekonwencjonalne zestawienia i design z najwyższej półki. Coraz częściej pojawia się tu również sztuka – nie tylko w postaci obrazów czy fotografii, ale także murali oraz rzeźb. Dlaczego jest tak ważna dla architektów?

fot. Qubus Hotel

Czasy, w których ze dziełami artystów obcowaliśmy głównie w gmachach muzeów bezpowrotnie minęły. Dziś, sztuka otacza nas niemal wszędzie, przybierając najróżniejsze, często wręcz zaskakujące formy. Mimo że tak dostępna, nie straciła na znaczeniu – wręcz przeciwnie – stała się pożądanym i cenionym uzupełnieniem wnętrz – nie tylko tych prywatnych, ale także publicznych.

Murale na salony!

– W naszych projektach często współpracujemy z lokalnymi artystami – dzięki temu realizacje zyskują zupełnie nowy wymiar i stają się niepowtarzalne. Designerskie krzesło czy lampę może mieć przecież każdy, a dzieło, stworzone na potrzeby danego miejsca – to element jedyny w swoim rodzaju, mocny akcent, który bardzo skupia na sobie uwagę. Jedną z naszych ulubionych form sztuki są murale – zawierające w sobie nutkę indywidualizmu i local touch. Co więcej, idealnie komponują się z wnętrzami w stylu loftowym czy eklektycznym, czyli bardzo bliskimi naszemu poczuciu estetyki – wyjaśnia architekt Magdalena Federowicz-Boule, prezes zarządu Tremend.

fot. Tremend

Ucieczka przed nudą

Przewidywalne projekty, powoli odchodzą w niepamięć. Smutne, surowe wnętrza ustąpiły miejsca kolorowym realizacjom, wypełnionym najlepszym wzornictwem, które niejednokrotnie zaskakują kreatywnymi rozwiązaniami. Innowacyjny projekt i wysokiej jakości wyposażenie to jednak za mało, aby wyróżnić się na rynku. Receptą na zindywidualizowanie obiektu i podkreślenie jego unikatowego charakteru, jest współpraca z artystami, którzy coraz częściej podejmują się twórczości dedykowanej danemu miejscu.

fot. Tremend

Sztuka i architektura – duet idealny?

Środowisko architektów jest zgodne – nic tak nie podnosi wartości realizacji jak odpowiednio dobrane do charakteru miejsca dzieło sztuki. Niezależnie od tego, czy jest to fotografia, rzeźba czy plakat, pozwala ona podkreślić to, co najważniejsze dla inwestora – założenia, którymi kieruje się dana marka, jej “osobowość” oraz podejście do klienta. Trudno o bardziej trafny środek przekazu, który jednocześnie ma wartość estetyczną oraz skłania do refleksji.

fot. Tremend

Z Tunezji do Polski w pogoni za marzeniami

Nic nie było w stanie go powstrzymać: ani odległość trzech tysięcy kilometrów, która dzieli go od domu, ani to, że o Polsce nie wiedział prawie nic. Nieznajomość języka potraktował jako wyzwanie. Opuścił rodzinne strony i postawił wszystko na jedną kartę. Dziś świetlne realizacje, które zaprojektował Tunezyjczyk Seifeddine Abbassi przemieniają zapomniane po zmroku przestrzenie i wywołują uśmiech na twarzach ludzi w różnych zakątkach świata.

Ma 30 lat i pochodzi z małej nadmorskiej miejscowości Hammam-lif w Tunezji. Od 8 lat mieszka w Polsce i przez ten czas świetnie nauczył się mówić po polsku. Już w szkole średniej interesował się grafiką komputerową i projektowaniem. Chcąc poszerzyć horyzonty, a przede wszystkim zrealizować marzenie, by zostać designerem, zdecydował się na studia za granicą. Padło na Polskę. Po ukończeniu wzornictwa przemysłowego na jednej z warszawskich uczelni, znalazł pracę w dość nietypowej branży… Został projektantem spektakularnych zimowych dekoracji, które w okresie świątecznym zdobią i rozświetlają miasta, galerie handlowe czy najlepsze hotele w Polsce i za granicą. To właśnie Seifedine, nazywany przez kolegów „Seifem”, wspólnie z innymi designerami z Multidekor opracowuje minimalistyczne geometryczne konstrukcje dla prestiżowych europejskich obiektów handlowych, czy unikalne pełne odniesień do lokalnej historii iluminacje, ożywiające deptaki wielu polskich miast.

 – Seifeddine dołączył do międzynarodowego zespołu designerów Multidekor niecałe trzy lata temu i to tutaj zdobywał pierwsze szlify. Co go wyróżnia? Świeże spojrzenie na design, rozumienie kontekstów zarówno europejskiego kręgu kulturowego, jak i tych z Bliskiego Wschodu, a także duża zdolność swobodnego poruszania się między nimi w projektowaniu najwyższej jakości elementów świetlnego designu – tłumaczy Grzegorz Podogrocki, Prezes Multidekor.

Seifedine pracuje więc przy wielu kluczowych projektach, choćby takich jak tworzenie świetlnych elementów świątecznej iluminacji Warszawy. Wyjątkowa świetlna oprawa miasta wymieniana jednym tchem z iluminacją na londyńskiej Oxford Street czy paryskiej Champs-Élysées stała się rozpoznawalną zimową wizytówką stolicy. Tunezyjczyk należy też do kilkunastoosobowego zespołu projektantów, którzy stworzyli koncepcję finezyjnego, składającego się z miliona energooszczędnych lampek Królewskiego Ogrodu Światła w Muzeum Pałacu w Wilanowie. Jedyną taką w Polsce plenerową świetlno-muzyczną wystawę, pełną historycznych odniesień zwiedziło już w sumie ponad milion osób.

Z sukcesów zawodowych Abbassiego na europejskim rynku dumni są także jego rodacy.

– Mieszkam w Warszawie od 3 lat. Co roku podziwiam zimowe iluminacje rozświetlające stolicę Polski, miałem też okazję zwiedzić świetlisty ogród w Wilanowie, który robi niesamowite wrażenie. Niezmiernie się cieszę, że swój udział w tworzeniu tej niezwykłej wystawy, przyciągającej tłumy polskich i zagranicznych turystów ma właśnie Tunezyjczyk – mówi Sghaier Fatnassi, ambasador Tunezji w Polsce.

– Czasem nie mogę uwierzyć, że dotarłem do punktu, w którym obecnie jestem. Udało mi się osiągnąć cel, a projektowanie ozdób, w których kluczową rolę odgrywa światło jest wciągającym zajęciem – podkreśla Seifeddine. – Lubię przyglądać się reakcjom ludzi, oglądających nasze dekoracje. Zachwycają się poszczególnymi elementami, a przy tym robią sobie mnóstwo zdjęć, które krążą potem po mediach społecznościowych. I właśnie to – ich radość i uśmiech – daje mi najwięcej satysfakcji – dodaje z uśmiechem. Na pytanie o swoje zawodowe marzenia odpowiada po namyśle: – Chciałbym, by zaprojektowane przeze mnie iluminacje mieli okazję zobaczyć na żywo Tunezyjczycy, a zwłaszcza moi krewni. Mam nadzieję, że już wkrótce będzie to możliwe.

Firma Multidekor jest jednym z liderów w swojej branży, od ponad dwóch dekad tworzy iluminacje i świąteczne oraz okolicznościowe dekoracje. Do tej pory zrealizowała ponad tysiąc projektów dla miast i obiektów komercyjnych w Europie i na świecie: w Lyonie, Berlinie, Londynie, Tokio, Moskwie, Belgradzie, Budapeszcie, czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

fot. 1. Szczecin / Multidekor
fot. 2. Warszawa / Multidekor
źródło: www.multidekor.pl

 

    

Evviva l’arte! Projekt: sztuka, czyli 15. edycja OKK! design

Za nami kolejna, już 15. edycja OKK! design, cyklu spotkań zrzeszających architektów, projektantów, dziennikarzy oraz najlepsze marki wnętrzarskie. Tym razem dyskusje skupiały się na sztuce – jej miejscu we wnętrzach prywatnych, przestrzeniach publicznych, szeroko pojętym rynku.  Jak zawsze, na wydarzenie przybyło wielu pasjonatów wzornictwa, aranżacji i architektury.

Spotkanie otworzyła jego pomysłodawczyni, właścicielka agencji OKK! PR – Olga Kisiel-Konopka. Następnie nadszedł czas na część merytoryczną, którą poprowadziła Anna Grużewska, redaktor naczelna czasopisma Czas na Wnętrze. Jako pierwsi, wystąpili Aneta Konowrocka i Miguel Sierra z Cosentino Polska. Opowiedzieli nam o najnowszych trendach i sztuce wykorzystania kamienia w projektowaniu, a także przybliżyli historię marki. Kolejna prelekcja dotyczyła sztuki okiennych dekoracji. O tym, jakie wyposażenie wybrać, o najnowszych trendach i możliwościach opowiedziała Agnieszka Gołębiewska – kierownik marketingu firmy Anwis. Po raz kolejny na OKK! design mieliśmy okazję wysłuchać prelekcji Doroty Karbowskiej-Zawadzkiej i Jacka Kuli z firmy Barlinek. Tym razem dowiedzieliśmy się, jak marka dba o zrównoważony rozwój i ochronę środowiska. Funkcje w meblach – technologia NASA dla wybranych czy wygoda dla wszystkich? O tym, jak nowe rozwiązania technologiczne zmieniają oblicze mebli wypoczynkowych, opowiedziała Justyna Roźniakowska, marketing manager firmy  Gala Collezione.

Sztuka przez duże S

Tak jak podczas poprzedniej edycji, również tym razem uczestnicy mieli okazję wysłuchać paneli dyskusyjnych. Pierwszy z nich dotyczył roli sztuki we wnętrzach, rozważano o tym, jak na przestrzeni ostatnich lat zmieniło się jej miejsce w naszych domach a także, jak rozpoznać wartościowe dzieło. W dyskusji udział wzięli architekt Anna Koszela, właścicielka Autorskiej Pracowni Projektowania Wnętrz, Agnieszka Zaranek, architekt z pracowni Decoroom, Jacek Tryc, właściciel pracowni  Projektowanie Wnętrz Jacek Tryc oraz Grzegorz Goworek – założyciel Studio. O.

Premiery w dobrym stylu

Po panelu, nadeszła długo oczekiwana prelekcja Bogusława Barnasia, założyciela BXBstudio, który zaprezentował swoje najnowsze projekty: Dom z Akwarium Kąpielowym, zapieckiem i kurnikiem oraz Polską Zagrodę. Podczas wydarzenia miała miejsce także premiera wyjątkowego Domu z prywatnym Giewontem. Z sielskiej przestrzeni blisko natury, przenieśliśmy się do świata eleganckiego, nowoczesnego wyposażenia biur, a to za sprawą marki Profim. Reprezentujące firmę Magdalena Borowiec i Aleksandra Jakubowska, zaprezentowały najnowsze propozycje, które z pewnością odmienią oblicze niejednego biura.

Wnętrze w obiektywie

Tematem przewodnim kolejnego panelu dyskusyjnego była sesja wnętrzarska. O kulisach swojej pracy i tym, jak powstają zdjęcia, które podziwiamy na okładkach ulubionych pism, opowiedzieli Anna Grużewska, redaktor naczelna Czas na Wnętrze, fotogra Yassen Hristov, stylistka Eliza Mrozińska oraz architekt Roland Stańczyk, właściciel pracowni RS Studio Projektowe.

Dyskusji o sztuce ciąg dalszy

Ostatni panel dyskusyjny skupiał się na miejscu sztuki w przestrzeniach publicznych. O tym, dlaczego warto wprowadzać ją w najróżniejszych formach i jak odpowiednio dopasować ją do potrzeb inwestora rozmawiali architekt Magdalena Federowicz-Boule – prezes zarządu Tremend, architekt Dominika Zielińska – head of architecture w Workplace Solutions, Kamil Maślanka – współwłaściciel BoConcept Warszawa oraz Radosław Zacheja – prezes zarządu Bright Lights. Część merytoryczną zakończył wywiad przeprowadzony przez Ewę Mierzejewską z Iwoną Wojnarowicz, dyrektor generalną warszawskiego Domu Aukcyjnego Libra, która opowiedziała o tym, dlaczego nie nazywamy osoby przychodzącej do galerii klientem tylko kolekcjonerem oraz o swojej współpracy z architektami. Po części oficjalnej nadszedł czas na konkurs z cennymi nagrodami oraz integrację.

Za stylizację przestrzeni podczas 15. edycji OKK! design odpowiadał Michał Gulajski, właściciel marki Wnętrza Michała. O podniebienia gości zadbali: restauracja Mjud, cukiernia Sucre i kawiarnia Nancy Lee.

fot. materiały prasowe

Partnerzy:

BoConcept, Anwis, Cosentino, Mini Auto Fus, Sucre, Barlinek, Everspace, Profim, PAP DECO, Gala Collezione, Zamek Gniew

 

FAN-CY-HOUSE – dom inspirowany wiatrakiem

Realizacja o nazwie FAN-CY-HOUSE znajduje się na jednym z łódzkich osiedli domów jednorodzinnych. Założeniem projektu było stworzenie awangardowego domu parterowego, wyróżniającego się nowatorskimi rozwiązaniami konstrukcyjnymi i nieszablonową estetyką.

Zadanie, które postawiono przed łódzką pracownią 3DPROJEKT architektura wymagało wykreowania oryginalnej i ekstrawaganckiej bryły, która jednocześnie będzie współgrała
z kulturą architektoniczną sąsiednich budynków mieszkalnych, wśród których dominowały tradycyjne, diagonalne dachy.

Inspiracją dla bryły domu stał się kształt działki, przypominający trapez, a także sama idea wyraźnego wydzielenia stref funkcjonalnych. W efekcie powstał trójskrzydłowy rzut inspirowany wiatrakiem, w którym każda z części domu – dzienna, nocna i garażowa, została wpisana w kształt wydłużonego trapezu o krawędziach równoległych do boków działki.

– Szukając zależności przestrzennych, powieliliśmy geometryczny kształt rzutu każdego skrzydła również w trzecim wymiarze, wieńcząc poszczególne elewacje domu skośnymi gzymsami. Ukształtowana w ten sposób kalenica dodała całej bryle dynamizmu – mówi arch. Mariusz Wojtczak, pracownia 3DPROJEKT architektura.

Ze względu na skomplikowaną bryłę domu postawiono na nietypowe rozwiązania konstrukcyjne, takie jak m.in. wielkoformatowe prefabrykaty keramzytobetonowe. Każda ściana została dostarczona na budowę jako gotowy element z zintegrowanym zbrojeniem, przygotowanymi otworami oraz rozprowadzeniem instalacji elektrycznej. Nowoczesna technologia i wykorzystanie dwunastocentymetrowych ścian konstrukcyjnych umożliwiło stworzenie oszczędnej i wytrzymałej konstrukcji budynku o doskonałych parametrach termicznych.

– Do pokrycia fasady budynku wykorzystaliśmy rdzewiejącą blachę Cor-Ten – stal o podwyższonej wytrzymałości na warunki atmosferyczne, zmieniającą swój kolor stopniowo pokrywając się rudym nalotem. Materiał został użyty także na wrotach garażowych, zlicowanych z zewnętrzną płaszczyzną fasady, w rezultacie tworząc na elewacji rdzawy prostokąt, przypominający ślad po brakującym czwartym skrzydle. W tym miejscu zaprojektowaliśmy obszerną, reprezentacyjną strefę wejściową, stanowiącą oś obrotu całego założenia kompozycyjnego – mówi arch. Izabela Markowska, 3DPROJEKT architektura.

W efekcie powstał geometryczny i ekstrawagancki dom, inspirowany kształtem wiatraka, wyróżniający się jednocześnie na tle typowej, podmiejskiej zabudowy jednorodzinnej.

fot. materiały prasowe