Archiwa kategorii: DOBRY DESIGN

W roli głównej sofa – niezawodna towarzyszka jesiennych wieczorów

Jesień, długie wieczory i ochłodzenie sprzyjają słodkiemu lenistwu. Dla wszystkich, którzy kochają relaks z ulubionym serialem czy książką, niezastąpioną towarzyszką jest… wygodna sofa. Jak zaaranżować kącik wypoczynkowy, w którym można się zaszyć gdy dopada jesienna chandra?

Strefa wypoczynkowa to zwykle serce domu, w którym koncentruje się zarówno życie towarzyskie, jak i relaks przy serialowych maratonach. Naturalne jest więc, że zależy nam na tym, by to miejsce wyróżniało się dopracowaną aranżacją, która sprzyja wypoczynkowi, zapewnia komfort i tworzy przytulny klimat. Oto kilka przydatnych wskazówek.

Sofa: królowa jest tylko jedna

Niekwestionowaną gwiazdą strefy wypoczynkowej jest oczywiście sofa. Powinna być nie tylko bardzo wygodna, ale również możliwie ponadczasowa i uniwersalna. Prosta, szlachetna forma przetrwa próbę czasu i będzie dobrze się prezentować w towarzystwie zróżnicowanych dodatków. Przykład? Sofa Modena projektu Montena Georgsena dostępna w ofecie BoConcept. Subtelne, zaoblone krawędzie i smukłe nogi dodają jej lekkości.

Miękkie tkaniny

Trudno wyobrazić sobie jesień bez ciepłych, przyjemnych w dotyku pledów i koców. Im większe i cieplejsze, tym lepiej. Grube sploty, nasycone kolory, pompony, frędzle – wszystkie chwyty są tu dozwolone. Kolejnym obowiązkowym dodatkiem są poduszki – tu również możemy pokusić się o wzornicze szaleństwo. Kwiaty, ptaki, owady czy wciąż modny welur – tylko od nas zależy, na który trend się zdecydujemy. Dopełnieniem całości będzie dywan w stonowanym kolorze.

 

Przyjemne detale

Suszone kompozycje z hortensji, krwawnika czy lnu, a może uwielbiana przez stylistki trawa pampasowa? Kompozycje z roślin to uniwersalna i bardzo przyjemna dla oka ozdoba, która doda charakteru każdej przestrzeni. Kolejnym jesiennym must have są wszelkiego rodzaju świece zapachowe, które stworzą przyjemny nastrój. podobnie zadziałają lampiony czy lampy stołowe wykonane z rattanu – popularny latem materiał nadal jest hitem i zostanie z nami na dłużej.

fot. BoConcept

Międzynarodowa nagroda dla polskiej inwestycji

Trójmiejska inwestycja Invest Komfort triumfuje w międzynarodowym konkursie European Property Awards. Osiedle Botanica Jelitkowo zdobyło tytuł Award Winner.

Konkurs European Property Awards cieszy się uznaniem branży nieruchomości i należy do najwyżej ocenianych na świecie. Jury stanowi grono 80 niezależnych ekspertów, oceniających design i jakość wykonania projektów, ale również ich innowacyjność i oryginalność. Panelowi sędziowskiemu przewodniczą członkowie brytyjskiej Izby Lordów.

– Ważnym atutem inwestycji Botanica Jelitkowo jest jej lokalizacja. – mówi Marek Pirsztuk, wiceprezes Invest Komfort. – To zdecydowanie jedno z najbardziej malowniczych miejsc Trójmiasta. Nadmorska dzielnica Jelitkowo jest położona na granicy Gdańska i Sopotu i od XIX wieku funkcjonowała jako letnie uzdrowisko. Z Botanici w kilka minut można przejść do sosnowego lasu, a następnie piaszczystej plaży. W bezpośrednim sąsiedztwie inwestycji znajduje się zbiornik wodny w otoczeniu zieleni. Ten potencjał lokalizacji musiał być wykorzystany. Zaproponowaliśmy osiedle inspirowane ideą „miasta-ogrodu”, gdzie natura jest wszechobecna – zarówno we wnętrzach, jak i w otoczeniu budynków. Cieszymy się, że ta koncepcja zyskała aprobatę zarówno klientów, jak i ekspertów w branży. Botanica została również doceniona przez mieszkańców Trójmiasta, dzięki czemu została najciekawszą inwestycją w plebiscycie Trojmiasto.pl. Otrzymaliśmy także Budowę Roku oraz nagrodę Green Building Awards. Cieszymy się z bardzo dobrego przyjęcia inwestycji ze strony różnych środowisk, to dla nas potwierdzenie jej wyjątkowości i kunsztu wykonania.

fot. materiały prasowe

Bohater salonowych aranżacji, czyli jak wybrać idealny stolik kawowy

Sofa, ciepły koc, ulubiony serial i on – funkcjonalny towarzysz zasłużonej chwili relaksu – stolik kawowy. Niezawodny podczas wizyt gości, wieczornych spotkań z przyjaciółmi i leniwych poranków z gorącą kawą i książką. Oto prawdziwy bohater salonowych aranżacji.

Ale jak wybrać ten idealny – o perfekcyjnych gabarytach, szlachetnej linii, a do tego pasujący do naszego wnętrza? Podpowiadają eksperci marki Miloo Home.

Po pierwsze: funkcja

Pojedynczy czy podwójny? Okrągły, kwadratowy, a może o nieregularnym kształcie? Z marmurowym albo drewnianym blatem? Szukając idealnego stolika kawowego zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, jaką ma pełnić funkcję w naszym salonie.

Jeśli zależy nam na stworzeniu gustownego miejsca ekspozycji świeżo ciętych kwiatów, eleganckiej lampy lub kolekcji albumów, z pewnością wystarczy niewielki model, który stanie tuż obok sofy lub narożnika.

Gdy jednak w domowym zaciszu planujemy przyjmować gości, a na blacie stolika umieszczać nie tylko filiżanki kawy lub herbaty, zdecydujmy się na wersję o większych gabarytach, wyposażoną w podwójny blat lub o modułowej formie, jak np. stolik Contemporary lub Monogram od Miloo Home.

Ten ostatni wykonany ze stali nierdzewnej i czarnego, hartowanego szkła składa się ze stolika głównego i czterech mniejszych, które z łatwością można pod nim ukryć, a w razie potrzeby rozstawić, tworząc tym samym dodatkową przestrzeń do odpowiedniego przyjęcia odwiedzającej nas licznie rodziny lub przyjaciół.

Po drugie: rozmiar

Przed kupnem wymarzonego stolika pod uwagę powinniśmy wziąć nie tylko jego rozmiar, ale także metraż pomieszczenia, w którym stanie. Przy czym warto szukać rozwiązań nieoczywistych – zamiast jednego stolika wybierać kilka mniejszych, eksperymentować z różnymi wysokościami poszczególnych modeli i stawiać na oryginalne formy.

W dużych salonach sprawdzą się stoliki pokaźnych rozmiarów, jak np. Brooklyn czy Cruz z pięknym marmurowym blatem, którym mogą towarzyszyć ich skromniejsze gabarytowo odpowiedniki z tej samej linii.

Bliźniacze modele stolików kawowych to dobry pomysł, gdy odległość pomiędzy meblami wypoczynkowymi jest duża lub gdy zależy nam by pełniły one różne funkcje, ale nadal wyglądały spójnie.

W mniejszych pokojach dziennych sprawdzą się wspominane już rozwiązania modułowe lub po prostu niewielkie stoliczki o lekkiej konstrukcji, wyposażone w szklane blaty, które nie przytłoczą aranżacji (np. trójkątny Gabrielle, dostępny w dwóch wersjach).

A jeśli to nadal zbyt dużo, nie rezygnujmy z wygodny i postawmy na stoliki pomocnicze (np. model Salviano lub Monument Mini), na których z pewnością zmieścimy filiżankę kawy czy książkę.  

– Niebagatelną rolę w funkcjonalnej aranżacji salonu odgrywa również właściwa wysokość mebli. W przypadku stolika kawowego powinna ona wahać się pomiędzy 40 a 55 centymetrami i być zbliżona do wysokości sofy lub foteli. Zastanawiając się zaś nad prawidłową długością stolika, pamiętajmy o odpowiednich proporcjach i znów za punkt odniesienia postawmy sobie wygląd mebli wypoczynkowych. Niech długość blatu równa się połowie lub dwóm trzecim długości sofy. To sprawi, że kompozycja będzie harmonijna, a bryła stolika nie zdominuje przestrzeni – podpowiada Monika Bielska, dyrektor kreatywny marki Miloo Home.

Po trzecie: styl

Wygodna sofa lub fotel to popularne towarzystwo stolika kawowego, na tle których może wzbudzać powszechny zachwyt lub z dumą pełnić rolę drugoplanowego bohatera. Ale wybierając odpowiedni dla nas model mebla zadbajmy, aby w równym stopniu pasował też do pozostałej części pomieszczenia.

Miłośnicy klasycznych aranżacji z pewnością docenią stoliki z marmurowym lub szklanym blatem, które dodadzą wnętrzu elegancji i ponadczasowego szyku. Ubrane w ostre, geometryczne kształty wprowadzą do salonu nutę awangardy, w wersji okrągłej zaś staną się efektownym i zarazem bezpiecznym rozwiązaniem dla właścicieli niesfornych czworonogów i rodzin z dziećmi.

Nowoczesny charakter salonu zbudują niebanalne formy, ażurowe podstawy i połączenia lśniącego metalu oraz szkła, dostępne w modelach Park, Street lub Los Angeles – przywodzących na myśl pełen wielkomiejskiej energii, nowojorski klimat.

Szklane blaty doskonale odnajdą się też w aranżacjach eksponujących piękny, ręcznie tkany dywan lub oryginalnie ułożoną, mozaikową podłogę. Transparentny materiał z jakiego wykonany jest stolik, to też gwarancja, że ten nie przytłoczy pozostałej części salonu i subtelnie korespondować będzie z całością kompozycji, wpasowując się w nią niczym prawdziwy kameleon.

Poszukujących równowagi z pewnością przekona ciepło drewna w wersji klasycznej lub nieco bardziej oryginalnej, będącej fragmentem leżakującego na dnie oceanu korzenia o finezyjnym kształcie. Choć naturalny materiał połączony z chłodem stali stanowić będzie również stylową odpowiedź na potrzeby miłośników surowych loftów, szczególnie w praktycznym wydaniu okrągłego stolika Lindo od Miloo Home, wyposażonego w wygodny uchwyt umożliwiający swobodne przenoszenie mebla.

fot. Miloo Home

 

Rynek wnętrzarski a lockdown – okiem ekspertów

Branża wnętrzarska – podobnie, jak wiele innych – ucierpiała na tegorocznym lockdownie. Co zmieniło się w zachowaniach zakupowych Polaków, którzy długie miesiące spędzili w swoich domach? Jak sytuacja na rynku wnętrzarskim będzie wyglądała w kolejnych miesiącach i na co będziemy zwracać większą uwagę, wyposażając swoje domy i mieszkania? Na pytania odpowiadają przedstawiciele wrocławskiej Galerii Wnętrz DOMAR, jednej z największych galerii wnętrzarskich w Polsce.

Załamanie gospodarki, które tożsame było z trwającą pandemią, wprowadziło w drugim kwartale roku wiele zmian – zarówno tych dotyczących działalności firm z branży wnętrzarskiej, jak i wśród potencjalnych nabywców. Jak z tymi zmianami poradziły sobie galerie wyposażenia wnętrz?

Idzie nowe?

Jak mówi Jakub Wallner, dyrektor sprzedaży w Galerii Wnętrz DOMAR:

– Wielu przedstawicieli branży wnętrzarskiej odnalazło się w nowej, bardzo trudnej sytuacji. Zainwestowali oni czas i pieniądze we wzbogacenie swojej oferty, promocję czy szkolenia z zakresu obsługi klienta, po to, by po tych najtrudniejszych pierwszych miesiącach kwarantanny wrócić do gry. Można powiedzieć, że okres lockdownu był motorem napędowym wielu zmian. Firmy, które dotychczas odsuwały od siebie myśl o sprzedaży internetowej, musiały otworzyć się na nową sytuację i dopasować do potrzeb rynku. Oczywiście, sprzedaż internetowa, której wzrost notujemy w wielu branżach, także naszej, nie zastąpi odwiedzin w salonie sprzedaży, trudno ocenić np. wygodę mebla tylko na podstawie opisu w sieci”.

Pewne kategorie produktowe zarówno przed, jak i w trakcie pandemii sprzedawały się z sukcesem przez internet. Rynek wirtualnej sprzedaży mebli i wyposażenia wnętrz z pewnością odnotował w ostatnich miesiącach spory wzrost i warto mieć na uwadze, że ta kategoria będzie nadal rosła. Należy jednak zauważyć, że nadal jest ogromna pula klientów, którzy wolą sprawdzić produkt przed zakupem.

– Część wyposażenia wnętrz jak najbardziej można kupować na stronach internetowych, jednak analizując decyzje naszych klientów, zauważamy, że sprzedaż stacjonarna mebli, wypoczynków czy dekoracji zdecydowanie wygrywa z wirtualnymi zakupami. Klienci mają potrzebę naocznego obejrzenia, dotknięcia, a nawet wypróbowania wielu elementów wyposażenia wnętrz, czego nie dadzą im zakupy internetowe – mówi Sylwia Gulewicz-Wysocka, architekt wnętrz w Galerii Wnętrz DOMAR.

Dom mój to moja twierdza

Wprowadzenie ogólnopolskiej kwarantanny oraz wielu ograniczeń w przemieszczaniu się i przebywaniu w miejscach publicznych sprawiły, że zaczęliśmy coraz więcej czasu spędzać w swoich domach. Konsekwencją tego było zrozumienie i poznanie swoich wnętrz oraz potrzeb mieszkaniowych na nowo.

– Zaczęliśmy zwracać większą uwagę na komfort, jaki gwarantuje nam nasz dom czy mieszkanie. Będąc zamkniętymi w swoich czterech ścianach, zmuszeni do pracowania i spędzania w nich wszystkich dni, nagle zrozumieliśmy, że niektóre elementy wyposażenia nie dają nam pełnej swobody i wygody. W wielu przypadkach okazało się, że przykładowo mamy za małe komplety wypoczynkowe lub stoły. Kwarantanna uświadomiła niektórym z nas, że nasze wnętrza nie są na tyle komfortowe i funkcjonalne, na ile wydawały się być w okresie, w którym większość czasu spędzaliśmy jednak poza nimi. Spowodowało to również, że zaczęliśmy upiększać wnętrza, chcąc wprowadzić do nich więcej estetyki lub charakteru – mówi Sylwia Gulewicz-Wysocka.

Siła zakupowa polskiego klienta zwiększyła się przez ostatnie lata dzięki zwiększeniu możliwości finansowych. Zmieniła się też świadomość inwestorów, którzy coraz mądrzej podchodzą do decyzji zakupowych dotyczących wnętrz.

– Domy stały się naszym jedynym środowiskiem, w którym przebywaliśmy, dlatego postanowiliśmy stworzyć miejsca, w których będziemy czuć się komfortowo i bezpiecznie. Do tej pory dla wielu osób ważniejszy był nowoczesny samochód niż wygodna i duża kanapa. W momencie wprowadzenia kwarantanny okazało się, że wyposażenie wnętrz odgrywa jednak bardziej istotną rolę w naszym życiu – dodaje Jakub Wallner.

Jakie wnętrza lubią Polacy?

Od kilku sezonów zauważalny był wśród Polaków silny trend nawiązujący do urządzania pomieszczeń w stylu skandynawskim. Polskie wnętrza stawiały na zachowawczą biel i szarości. Jednak coraz więcej osób zdecydowanych jest na wprowadzenie zmian kolorystycznych w swoich domach i mieszkaniach.

– Wśród klientów Galerii Wnętrz DOMAR zauważyliśmy trend zmierzający ku stawianiu na mocne kolory, takie jak niebieski, zielony, żółty czy ceglany. Wynika to z chęci doenergetyzowania wnętrz poprzez dodanie nowych barw oraz naturalnych dodatków typu kamień czy drewno. Te trendy w kolejnych latach będą się mocno rozwijać i pogłębiać, dlatego myślę, że kolejny rok w polskiej branży wnętrzarskiej będzie coraz bardziej nawiązywał do trendów z zachodu – prognozuje Sylwia Gulewicz-Wysocka i dodaje: – Nasi klienci mają wizję i odwagę w aranżowaniu swoich wnętrz. Zarówno młode, jak i starsze pokolenia zaczynają inaczej patrzeć na możliwości współczesnego rynku. Starają się odchodzić od panujących trendów i katalogowych aranżacji, poszukując we wnętrzach własnego „Ja”.

Patrząc w przyszłość

Wiele branż ucierpiało na wydarzeniach związanych z pandemią koronawirusa, ponieważ klienci wycofali się z części decyzji inwestycyjnych w pierwszych miesiącach lockdownu. Jednak od jakiegoś czasu można zauważyć wzmożony ruch zakupowy wśród Polaków.

– Biorąc pod uwagę okres ostatnich 2-3 miesięcy, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony wartością transakcji przeprowadzonych w Galerii Wnętrz DOMAR. Te wyniki oznaczają, że mamy teraz do czynienia z bardziej zdecydowanym klientem, który przychodzi po konkretny produkt z myślą o jego zakupie – analizuje Jakub Wallner,  po czym dodaje: – Polska branża wnętrzarska jest bardzo silna. Nasi najemcy – przedstawiciele branży meblarskiej, jak i firmy oferujące elementy wykończenia wnętrz takie jak oświetlenie, podłogi, kominki, tekstylia czy artykuły łazienkowe cały czas się rozwijają i poszerzają swoją ofertę o wysokojakościowe rozwiązania. Zarówno my, jak i nasi najemcy na cały rynek wyposażenia wnętrz patrzymy z pozytywnym nastawieniem i nadzieją, że przyszły rok będzie tylko lepszy. A na razie robimy wszystko, aby nasz Klient mógł zrobić zakupy w sposób bezpieczny.

Rynek wnętrzarski, pomimo początkowych problemów związanych z lockdownem, odradza się. Ostatnie miesiące zweryfikowały potrzeby zakupowe Polaków, a także wpłynęły na wprowadzenie zmian organizacyjnych w wielu firmach oferujących wyposażenie wnętrz. Jak jednak zauważają przedstawiciele Galerii Wnętrz DOMAR z Wrocławia, pewne zmiany były nieuniknione i pozwoliły nam na nowo spojrzeć na nasze wnętrza.

fot. Miłosz Poloch

Szczypta retro na Targówku

Właścicielka czterdziestometrowego mieszkania to kobieta o szerokich horyzontach i artystycznej duszy, czerpiąca inspiracje z różnych kultur. Swoje miejsce odnalazła na Targówku, w cichej, spokojnej okolicy. Architekci pracowni Decoroom, odpowiedzialni za projekt wnętrza, zadbali, by nie zabrakło w nim odniesień do pasji i zainteresowań Pani domu.

To wnętrze tchnie optymizmem. Jasny i przytulny wystrój zwraca uwagę ciekawymi detalami i swobodnym charakterem. Właścicielka ceni rzeczy z duszą, dlatego lubi otaczać się rękodziełem i przedmiotami, które mają swoją historię. Architekci pracowni Decoroom postawili na rozwiązania i materiały, dzięki którym mieszkanie jest wygodne i eleganckie w niewymuszony sposób.

Jak u babci

Jasny przestronny salon połączono z kuchnią. Pani domu lubi piec ciasta i gotować. Zależało jej na kuchni urządzonej w klasycznym stylu. Takiej, w której mogłaby się poczuć jak kiedyś w domu u babci. Dlatego wszystkie meble wykonano z drewna. Bielone ramkowe fronty zdobione frezem połączono z blatami z litego dębowego drewna. W pasie roboczym pojawiły się białe płytki cegiełki (Ceramica Ribesalbes Bisel). Z jednej strony tworzą one sielski, domowy nastrój, z drugiej – nawiązują do białej cegły na ścianie w salonie. Z kuchennymi meblami świetnie komponują się stylizowane na retro sprzęty AGD: piekarnik (Electrolux) i wyspowy okap (Falmec). Całość uzupełniają mosiężne uchwyty oraz lekkie, wiszące półki z ażurowymi podpórkami.

Małe wnętrze, duży efekt

Sypialnia, choć niewielka, robi wrażenie. Przede wszystkim za sprawą oryginalnej szafy wnękowej, której drzwi zdobi obraz namalowany własnoręcznie przez właścicielkę mieszkania.

– Fronty szafy wykonano ze sklejki liściastej suchotrwałej o grubości 1,8 cm. Materiał został przez nas zeszlifowany i tak przygotowane, „surowe” podłoże oddaliśmy do dyspozycji klientki, która malowała bezpośrednio na drzwiach szafy. Cały proces trwał kilka dni. Gotowy obraz właścicielka samodzielnie zawerniksowała – opowiada arch. Katarzyna Fotek, odpowiedzialna za projekt kuchni, meble oraz przygotowanie frontów szafy pod obraz.

Ciekawym akcentem dekoracyjnym sypialni jest też nietypowa nocna szafka w formie kolorowej, drewnianej komody w stylu indyjskim – szczególnie bliskim sercu właścicielki. Nad łóżkiem pojawił się oryginalny, ręcznie rzeźbiony kinkiet. Rękodzieło to prawdziwy konik Pani domu, w jej mieszkaniu nie mogło więc zabraknąć elementów hand-made.

Ceramika ręcznie malowana

W łazience architekci Decoroom postawili na mocny kolorystyczny kontrast. Proste białe płytki (Tubądzin) posłużyły jako tło do wyeksponowania oryginalnych, ręcznie wykonanych, turkusowych kafli oraz okrągłej umywalki (Kaflove). W stylistykę nawiązującą do retro pięknie wpisała się armatura i dodatki w złotym wykończeniu.

 

Projekt wnętrza: Architekt wnętrz Ewa Masztakowska, Decoroom

Projekt kuchni i zabudowy meblowej: Architekt wnętrz Katarzyna Fotek, Decoroom

Zdjęcia i stylizacja: Marta Behling, Pion Poziom – fotografia wnętrz

Projekt i realizacja: Pracowania Architektury Wnętrz Decoroom

Nowe wnętrza z fabrycznym szlifem

W nowoczesnym biurowcu w centrum Warszawy można też z powodzeniem stworzyć efektowne, pełne światła wnętrze w industrialnym klimacie. Tétris w Polna Corner zaprojektował i wykonał biuro pełne indywidualnych rozwiązań dla ponad 20-osobowego zespołu firmy REINO Capital.

Zespołowi REINO zależało na tym, aby wnętrza były eleganckie i sprzyjały spotkaniom formalnym, ale także aby były przestronne, z wykorzystaniem naturalnych materiałów, przyjazne dla pracowników.

Projektem i realizacją biura zajęli się eksperci od rozwiązań Design + Build z Tétris. W trakcie przygotowania koncepcji poszczególnych pomieszczeń, architekci Tétris konsultowali się z pracownikami, którzy mieli z nich korzystać. Dzięki temu powstał projekt w pełni odpowiadający użytkownikom.

Hanna Ruszkowska-Świąder, architekt w Tétris: „W biurze REINO Capital zaproponowaliśmy motywy industrialne, wykorzystaliśmy beton, tynk imitujący zardzewiałą blachę, elementy ze stali i rur w połączeniu z deskami drewnianymi i ciepłymi, naturalnymi materiałami wykończeniowymi. Dzięki prostym, efektownym zabiegom, uzyskaliśmy w nowoczesnym biurowcu efekt pofabrycznego wnętrza. Na przykład salki spotkań i gabinety wydzielone są za pomocą przeszkleń ze stalowymi, czarnymi szprosami.”

Na powierzchni ok. 360 mkw powstały strefy do pracy dla ponad 20-osobowego zespołu, sale do spotkań, a także przestrzenie do relaksu i wspólnego spędzania czasu. Szczególnego charakteru wnętrzu nadają oryginalne, industrialne lampy sufitowe i ścienne. A chłód betonu i stali został przełamany drewnianymi regałami, elementami zabudowy kuchennej, miękkimi fotelami w ciepłych, kamelowych odcieniach czy też huśtawkami podwieszonymi pod sufitem w strefie chillout. Przy wejściu jedną ze ścian biura ozdabia oryginalny mural przedstawiający nosorożca — maskotkę firmy. Malunek wykonał Adam Jastrzębski z IXICOLOR na podstawie rysunku autorstwa dziecka.

Hanna Ruszkowska-Świąder: „Pracownicy firmy mają taką tradycję, że niektórzy z nich gotują czasem posiłki dla wszystkich. Dlatego zaprojektowaliśmy dla nich otwartą, wygodną kuchnię połączoną ze strefą jadalną. Przy długim stole z drewnianym blatem zespół REINO może wspólnie spędzać czas w przyjemnej, nieformalnej atmosferze.”

Justyna Tinc, partner w REINO Capital: „W efekcie 6 miesięcy prac, powstało eleganckie wnętrze ujmujące wysokiej klasy minimalizmem. We wnętrzu zaprojektowanym i wykonanym przez ekspertów Tétris doskonale nam się pracuje. Jest ono jednocześnie przestronne i zapewnia niezbędną do skupienia i pracy prywatność. Na szczególne podkreślenie zasługuje jakość detali i spójność projektu.”

Tétris jest promotorem modelu Design + Build, czyli kompleksowego podejścia do projektowania i wykonawstwa przestrzeni. Taki sposób pracy zapewnia synergię między wizją architekta a sprawnym wykończeniem wnętrz w lokalnych realiach.

Fot. Kinga Skalik

 

Konsekwentny i ciepły modernizm na przedmieściach Szczecina

Stworzenie nowej jakości w już istniejącym kontekście, to jedno z trudniejszych zadań dla architektów. Ale dom w szczecińskiej dzielnicy Osów udowadnia, że powierzając przebudowę utalentowanym projektantom można spodziewać się spektakularnego efektu.

Dom należy do rodziny spędzającej sporo czasu w podróżach. Inwestorzy chcieli, by ich azyl, dokąd wracają po licznych wojażach, zyskał nowe oblicze. Zadania finalizacji rozpoczętej przebudowy bryły domu, jak i kompleksowej aranżacji wnętrz, podjęła się para architektów Anna i Krzysztof Paszkowscy-Thurow z pracowni ANNA THUROW Architektura wnętrz. Realizacja „pod klucz” pozwoliła projektantom panować nad całością inwestycji. Efektem ich pracy jest dom i wnętrza, które wyróżniają się rzadko spotykaną estetyczną konsekwencją.

I tę spójność da się zauważyć od razu po przekroczeniu progu tego liczącego 450 m2 domu. Parter to duża otwarta przestrzeń, w której wzajemnie przenikają się funkcje salonu, jadalni, kuchni i pokoju kinowego. Całość spina idea nowoczesnej, ciemnej aranżacji, która pomimo industrialnych elementów, będzie dawać poczucie przytulności. Na plan pierwszy wysuwa się tu szary tynk strukturalny, skontrastowany z dużą ilością drewna. Szczotkowany, matowy dąb dominuje w kuchni, w której starannie zaplanowano oświetlenie, aby podkreślić urodę tego szlachetnego materiału. Uwagę zwracają pokrywające ściany lamele z czarnego dębu, które, jak wyjaśniają projektanci, są zainspirowane rozpościerającym się nieopodal lasem Arkońskim, jednym z popularniejszych miejsc rekreacyjnych Szczecina.

Sama natura wkracza też do wnętrz poprzez panoramiczne przeszklenia. Jeśli wnętrze jest obszerne i dobrze doświetlone, można pozwolić sobie na ciemne, zdecydowane kolory, które sprzyjają wyciszeniu. Do relaksu zachęca też ustawiony centralnie narożnik Umo polskiej marki Nobonobo. To ten rodzaj sofy, z której po prostu nie chce się wstawać. A to dzięki wypełnieniu SoftLayers – połączeniu wyjątkowo miękkiej pianki poliuretanowej z naturalnym pierzem.

Jak mówi Anna Paszkowska-Thurow wybór tego mebla nie był przypadkowy: – Poszukiwaliśmy sofy modułowej, która pozwoli naszym klientom dowolnie kształtować przestrzeń wypoczynkową w zależności od zmieniających się potrzeb. Ten model marki Nobonobo spełnia nasze założenia projektowe. Co ważne, w kontraście do surowych, industrialnych wykończeń tej realizacji, Umo wprowadziła oczekiwany przez nas element przytulności.

Kontrapunktem dla naturalnych, stonowanych barw jest burgundowa klatka schodowa. Półkoliste schody, stanowiące odwołanie do modernizmu i dawnej historii domu, prowadzą na piętro, gdzie znajduje się prywatna strefa rodziny. Oprócz przytulnej sypialni właścicieli, utrzymanej w ciemnej kolorystyce, znalazła się tam też łazienka, którą śmiało można nazwać pokojem kąpielowym. Wykończono ją drewnem teakowym, wykorzystywanym na jachtach oraz antracytowym, wielkoformatowym gresem. W centralnej części łazienki znajduje się obustronna, lustrzana zabudowa z industrialnymi umywalkami, ozdobiona okrągłymi oprawami oświetleniowymi. W głębi pomieszczenia, stanęła wyróżniająca się, wolnostojąca wanna, w nieczęstej dla armatury czerni.

Dom na szczecińskim Osowie, autorstwa pary architektów Anny i Krzysztofa Paszkowskich-Thurow z pracowni ANNA THUROW Architektura wnętrz, nie pozostawia wątpliwości co do swojego luksusowego charakteru. Udowadnia też, że modernizm niekoniecznie musi być zimny i bezosobowy. Szczecińska realizacja to elegancka i ponadczasowa nowoczesność z dużą dozą przytulności.

fot. Bartłomiej Bieliński

 

Fasada Roku 2020 z rekordem!

30 września br. był ostatnim dniem przyjmowania zgłoszeń kandydatów do tytułu Fasada Roku 2020. Rywalizacja wchodzi tym samym w etap rozstrzygnięć. I choć jeszcze chwilę musimy na nie poczekać, jedno wiemy już na pewno. Tegoroczna edycja jest rekordową w 14-letniej historii konkursu. Aby wyłonić zwycięzców w pięciu kategoriach, jury będzie musiało w tym roku ocenić łącznie 277 elewacji!

Konkurs, którego ideą jest zwrócenie uwagi na rolę elewacji w przestrzeni miejskiej oraz promowanie dobrych praktyk budowlanych, wystartował 1 kwietnia br. Przez pół roku biura projektowe, architekci, inwestorzy i wykonawcy wysuwali swoje kandydatury do tytułu Fasada Roku 2020 w pięciu kategoriach: budynek jednorodzinny, budynek wielorodzinny, budynek niemieszkalny, budynek po termomodernizacji oraz budynek zabytkowy po renowacji. W efekcie na liście uczestników znalazło się 277 elewacji wykończone materiałami firmy Baumit.

Tym samym pobity został dotychczasowy rekord frekwencji, należący do edycji 2019, która zgromadziła na starcie 225 elewacji z całej Polski. Wśród pretendentów do tytułu Fasada Roku 2020 są przedstawiciele niemal wszystkich województw – zarówno dużych miast, jak i małych miejscowości.

Najliczniej reprezentowaną grupą wśród uczestników są nowe budynki wielorodzinne – na starcie zameldowało się aż 139 takich obiektów. W pozostałych kategoriach również należy spodziewać się zaciętej rywalizacji. Apetyt na zwycięstwo ma: 31 nowych domów jednorodzinnych, 22 nowe budynki niemieszkalne, 47 budynków po termomodernizacji oraz 38 budynków zabytkowych po renowacji. W każdej grupie poziom jest wyrównany i próżno szukać zdecydowanego faworyta.

Ostatni miesiąc głosowania!

Znamy już pełną listę uczestników, czas na rozstrzygnięcia. Pierwsze z nich poznamy już z końcem października, kiedy to zostanie zamknięte głosowanie publiczności, które od 1 maja br. trwa na stronie www.fasadaroku.baumit.com. Internauci oceniają dowolną liczbę kandydatów, przyznając swoim głosom wagi w skali od 1 do 5 gwiazdek, w zależności od tego, który obiekt podoba im się bardziej od innych. Mają na to czas do 31 października br. Realizacje, które wypadną najlepiej w głosowaniu otrzymają „wyróżnienie internautów”.

Kogo wybierze jury?

Tego dowiemy się w listopadzie – wówczas głos zabierze niezależne jury, w którego skład wchodzą wybitni architekci i branżowi eksperci. Zwycięzca każdej kategorii zostanie obwołany Fasadą Roku 2020, otrzyma 10 000 zł i zapewni sobie pewne miejsce w międzynarodowej rozgrywce – Baumit Life Challenge, w której uczestnicy rywalizują o miano Europejskiej Fasady Roku oraz jeszcze wyższe nagrody finansowe. Bez względu na późniejsze rozstrzygnięcie, już sam udział w Baumit Life Challenge będzie dla uczestników kolejną wspaniałą przygodą.

Patronat Honorowy nad konkursem Fasada Roku 2020 sprawuje Izba Architektów Rzeczypospolitej Polskiej (IARP) oraz Fundacja Twórców Architektury (FTA). Ideę wspierają także media branżowe, w tym redakcje takich periodyków jak: „Architektura-Murator”, „Budujemy Dom”, „ekspertbudowlany”, „Izolacje”, „Murator”, „Renowacje i Zabytki” i „Zawód:Architekt” oraz portali internetowych: 4budowlani.pl, archimania.pl, architektura.info, architekturadzisiaj.pl, budnet.pl, chemiabudowlana.info, infoarchitekta.pl, muratorplus.pl, panoramabudownictwa.pl, propertyjournal.pl, sztuka-architektury.pl czy w-a.pl.

fot. Pałac w Jankowicach po renowacji, laureat konkursu Fasada Roku 2018 /  Baumit  

 

Jak się urządzić w „stodole”

Zwarta bryła, dwuspadowy dach i ogromne okna to znaki rozpoznawcze nowoczesnych domów typu stodoła, które od kilku lat są architektonicznym hitem w budownictwie jednorodzinnym. Coraz więcej inwestorów wybiera dziś taki właśnie projekt domu. W jaki sposób go zaaranżować i jakie systemy okienne wybrać – podpowiada OknoPlus.

Zarówno wystrój wnętrza, jak i okna w projekcie „stodoły” powinny współgrać, a nawet podkreślać charakter tego rodzaju budynku. Tu rządzi prostota formy, funkcjonalność i natura. Doskonale sprawdzają się więc na przykład nowoczesne aranżacje bazujące na naturalnej kolorystyce i materiałach, oraz minimalistyczne w designie systemy okienne. Ogromne znaczenie w tym przypadku ma również energooszczędność, dlatego przeszklenia muszą mieć wyśrubowane parametry termoizolacyjne.

Podział przestrzeni w domu – stodole

Nawet stosunkowo niewielki metraż domu – stodoły pozwala wygodnie się w nim urządzić, bo przestrzeń jest bardzo ustawna. Budynek wznosi się zazwyczaj na planie prostokąta, co ułatwia optymalne wykorzystanie 100% powierzchni użytkowej. Najpopularniejsze projekty to domy parterowe z antresolą, dzięki której można w praktyczny sposób zagospodarować dodatkowo poddasze, ale równie dużym zainteresowaniem cieszą „stodoły” aranżowane jako studio (bez podziału na parter i „górę” oraz szatkowania powierzchni na kilka pomieszczeń). Ciekawym rozwiązaniem pośrednim jest zachowanie otwartego układu wnętrz, ale z opcją podzielenia przestrzeni wewnątrz domu przeszkleniami – od podłogi aż po dach, w stylu industrialnym. Aranżacja taka nie pomniejsza wizualnie wnętrza, a bywa praktyczniejsza.

Jeśli decydujemy się na dom – stodołę z poddaszem użytkowym, środek wydaje się zwykle nieco bardziej przytulny, bo przestrzeń na parterze nie jest aż tak wysoka. W takim wariancie należy pamiętać, że niezwykle ważnym elementem funkcjonalnym, ale i dekoracyjnym, są schody. Powinny być dobrane szczególnie uważnie, by swoją formą nie przytłaczały wnętrza i dobrze wpisywały się w minimalistyczny charakter całego projektu.

Kiedy z kolei wybieramy opcję wysokiego wnętrza, często pokazujemy w aranżacji elementy konstrukcyjne dachu i urządzamy dom w bardziej surowym stylu, pozwalając jeszcze mocniej wybrzmieć przestrzeni i światłu, które ją nieskrępowanie wypełnia, oraz podkreślając surowce, których użyto do wykończenia wnętrza. W takim przypadku zwykle są to cegły, beton, kamień, drewno…

Stodoła wcale nie musi być rustykalna

Mimo tego, że bryła domu – stodoły jest inspirowana wyglądem wiejskich budynków gospodarczych, nie oznacza to, że wnętrze takiego domu musi być urządzone w stylu rustykalnym. Może być – i będzie to wyglądać świetnie (z ciężkimi, drewnianymi meblami o uproszczonym kształcie), ale równie dobrze będzie prezentować się na przykład aranżacja wielkomiejska (z minimalistycznymi szarościami i elementami betonowymi). Stodołę można zaprojektować jak loft, zaaranżować w stylu skandynawskim lub połączyć wybrane elementy z różnych stylistyk. Za każdym razem jednak należy pamiętać o tym, aby urządzając taki dom, wydobywać poprzez wystrój jego naturalne walory i cechy charakterystyczne, które tak bardzo odróżniają go od standardowych projektów.

Drewno, cegła, beton, metal, szkło…

Domy – stodoły to z zewnątrz przede wszystkim wykończenie drewniane i/lub ceglane, a także beton, metal i oczywiście szkło. Naturalne materiały, ich faktura i kolor najlepiej pasują także do aranżacji wnętrza, aby całość była spójna. Dotyczy to zarówno podłogi, jak i ścian oraz elementów konstrukcyjnych czy funkcjonalnych. W stodołach nie dziwią więc na przykład drewniane belki, metalowe schody, szklane drzwi, cegły na ścianie czy beton na podłodze. Jeśli urządzamy się w klimacie „sielskim”, stawiamy na cieplejsze w odbiorze surowce i barwy drewna, jeżeli natomiast preferujemy nowoczesny minimalizm, wybieramy głównie chłodne biele, metalową czerń i betonowe odcienie szarości oraz szkło. W jednym i drugim przypadku warto oczywiście przełamać wystrój jakimś ciekawym kontrapunktem.

Ogromne, energooszczędne okna

I wreszcie to, co stanowi duszę domu – stodoły i decyduje o oryginalnym charakterze budynku, czyli wielkoformatowe przeszklenia, obejmujące często całą ścianę szczytową. To one sprawiają, że zwykła, mało subtelna bryła zyskuje zupełnie niezwyczajną lekkość, że dom szczelnie wypełniony jest naturalnym światłem, że promienie słoneczne ogrzewają jego wnętrze, i że integralnym elementem części mieszkalnej staje się doskonale skadrowany widok zza okna.

Główne przeszklenie powinno wychodzić na południową lub zachodnią stronę, aby optymalnie wykorzystać światło dzienne i ciepło słoneczne. W przypadku całościennej konstrukcji szczytowej na dole stosuje się otwierane systemy tarasowe – przesuwne lub rozwierane, które wprost nawiązują do otwieranych w taki sposób wrót stodoły, na górze natomiast przeszklenia fix o dowolnych kształtach.

– Do takich projektów polecamy Reveal Slide i Genesis – radzi Jarosław Prywałko, OknoPlus. – Najnowsza suwanka z rodziny Reveal to smukła, aluminiowa konstrukcja, która – w połączeniu z szybą Eclaz – daje nie tylko doskonały efekt designerski, ale także termoizolacyjny. Wąskie profile i duże tafle szkła o współczynniku przenikania światła 77% sprawiają, że wnętrze domu – stodoły jest maksymalnie doświetlone (co dla tych projektów jest jedną z najważniejszych wytycznych), a wydajność energetyczna szyby jest w tym przypadku o 20% wyższa, niż w najlepszych oknach dostępnych obecnie na rynku.

Wartość przenikania ciepła wReveal Slideto Ug = 0,5 W/m2K, a współczynnik przepuszczalności energii kształtuje się na poziomie 60%. To doskonałe parametry, które kwalifikują tę propozycję jako optymalny wybór do nowoczesnego, energooszczędnego domu typu stodoła.

Stworzony z myślą o nowoczesnych domach Genesis również idealnie wpasowuje się w stylistykę i techniczne wymagania projektu domu – stodoły. To rozwiązanie proste, eleganckie i funkcjonalne zarazem, sprawdzające się zarówno w roli okna, jak i przeszklenia ściany. System ten pozwala realizować nawet najśmielsze wizje architektów w zakresie gabarytów i kształtów. Na uwagę zasługuje tu smukły, aluminiowy profil i wysokie parametry termoizolacyjne (współczynnik przenikania ciepła dla szyby w Genesis wynosi Ug = 0,5 W/m2K).

OknoPlus – optymalny wybór

Architekci projektujący domy – stodoły cenią sobie urok prostoty, funkcjonalną elegancję i ekologiczne podejście do tematu. Podobne wartości cenią projektanci OknoPlus, oferując produkty, które wypełniają te założenia i świetnie wpasowują się tym samym w nowoczesną, energooszczędną i oryginalną architekturę jednorodzinną.

fot. materiały prasowe

6 powodów, dla których warto stosować tynki cementowo-wapienne

Czas mija nieubłaganie, a tradycyjne tynki wciąż cieszą się ogromną popularnością – zarówno wśród fachowców zajmujących się wykańczaniem ścian, jak i samych inwestorów. Co sprawia, że tak długo utrzymują się na topie? Trwałość to tylko początek długiej listy zalet tego rozwiązania. Sprawdź, czy znasz je wszystkie.

Tynki cementowo-wapienne są wykorzystywane w budownictwie mieszkalnym już od ponad 100 lat. Początkowo przygotowywano je bezpośrednio na placach budowy, co wymagało dużego doświadczenia i niezwykłej staranności. Niezachowanie proporcji poszczególnych składników wpływało niekorzystnie na jakość uzyskanego materiału. Dzisiaj realia wyglądają nieco inaczej – jest dużo łatwiej i szybciej. Na rynku są dostępne gotowe mieszanki w workach, które wystarczy połączyć z odpowiednią ilością wody wskazaną na opakowaniu, by każdorazowo uzyskać zaprawę o stałych parametrach. Pomimo, że z nazwy wciąż tradycyjne, współczesne tynki to produkty nowoczesne i zaawansowane technologicznie, czego świetnym przykładem są tynki szybkowiążące. I choć konkurencji im nie brakuje, wielu wykonawców oraz inwestorów decyduje się na ułożenie tynków cementowo-wapiennych na ścianach i sufitach w całym domu. Z czego to wynika? Nie tyle z poszanowania tradycji, co z długiej listy zalet takiego wykończenia.

Po pierwsze – trwałe

Aż 41,8% respondentów badania, przeprowadzonego przez ASM Centrum Badań i Analiz, zapytanych „dlaczego tynk cementowo-wapienny” wskazało na jego trwałość. Z czego się ona bierze? Jak wyjaśnia Tomasz Jarzyna z firmy Baumit, to zasługa bardzo dobrej wytrzymałości na ściskanie, która sprawia, że takie wykończenie wykazuje wysoką odporność na zarysowania czy uderzenia. W efekcie tynki cementowo-wapienne są wręcz niezastąpione w takich miejscach jak korytarze, klatki schodowe, pokoje dziecięce, garaże, piwnice – wszędzie tam, gdzie łatwo o uszkodzenia.

Po drugie – wszechstronne

Atutem tynków cementowo-wapiennych jest również brak ograniczeń w zakresie miejsca ich zastosowania – mogą być aplikowane na wszelkich podłożach mineralnych, na elewacjach budynków niewymagających ocieplenia (tynki zewnętrzne) oraz we wszystkich rodzajach pomieszczeń (tynki wewnętrzne), włącznie z tymi o wilgotności względnej przekraczającej 70%, takich jak: łazienki, kuchnie, pralnie. Także w miejscach z gorszą cyrkulacją powietrza, np. pozbawionych okien, na gankach czy wiatrołapach.

Po trzecie – zdrowe

Rozważając temat tynków cementowo-wapiennych, warto również pamiętać o ich korzystnym wpływie na jakość powietrza w pomieszczeniach. Choć nie wszyscy o tym wiedzą, tradycyjne mieszkanki, takie jak np. Baumit MPI 25, to jedne z najbardziej „zdrowych” wykończeń ścian i sufitów. Są to produkty mineralne, a więc i najbardziej naturalne. Takie pokrycie jest paroprzepuszczalne i pomaga utrzymać przyjemny, zrównoważony klimat wnętrz. Jak wyjaśnia ekspert, dzięki odpowiedniemu składowi, strukturze i delikatnej chropowatości powierzchni, tynki cementowo-wapienne bardzo łatwo pochłaniają wilgoć, gromadzą jej nadmiar i oddają w czasie, kiedy w pomieszczeniu jest zbyt sucho. I chociaż nie każdy o tym wie, wyprzedzają pod tym względem np. tynki gipsowe. Chronią przy tym ściany przed ewentualnym atakiem grzybów, w tym pleśni. Dzięki temu świetnie nadają się do domów i mieszkań – także tych, w których przebywają dzieci czy alergicy. Co więcej, stanowią dodatkową warstwę akumulacyjną, dzięki której pomieszczenie mniej nagrzewa się latem i traci mniej ciepła zimą. Wszystko to znacząco podnosi komfort codziennego funkcjonowania mieszkańców.

Po czwarte – bezpieczne

Tynki cementowo-wapienne chronią mieszkańców nie tylko przed atakiem mikroorganizmów, lecz także przed żywiołem. Są niepalne, co przekłada się na większe bezpieczeństwo domowników.

Po piąte – porowate

Standardowe tynki cementowo-wapienne charakteryzują się naturalną porowatością, która ma swoje niewątpliwe plusy. Delikatna struktura powierzchni ułatwia dekorowanie ścian i sufitów – wałek nie ślizga się podczas malowania. To także gwarancja lepszej przyczepności, dlatego powierzchnie uzyskane przy użyciu tynków cementowo-wapiennych to doskonała baza dla wszelkiego rodzaju okładzin, jak np.: tapety czy płytki ceramiczne (pod te ostatnie wystarczy wyrównać powierzchnię łatą i nie zacierać). Jeśli chcemy uzyskać gładszą powierzchnię, wystarczy sięgnąć po drobnoziarnistą odmianę tynku, np. Baumit MPI 25 Fine – niezwykle drobne uziarnienie (ok. 0,5 mm) pozwoli uzyskać wysoką jakość powierzchni, najbardziej zbliżoną do tej, jaką oferują tynki gipsowe.

Po szóste – potrafią być naprawdę szybkie

Od wielu już lat w sprzedaży są dostępne tynki cementowo-wapienne przeznaczone do aplikacji maszynowej, dzięki którym prace można wykonać dużo sprawniej, szczególnie jeśli w grę wchodzi wykańczanie dużych powierzchni. Obecnie tynkowanie możemy dodatkowo przyspieszyć. Na rynku jest dostępny pierwszy tynk cementowo-wapienny w odmianie szybkowiążącej – Baumit MPI 30 Speed, który wiąże w zaledwie 2-3 godziny, niezależnie od grubości kładzionej warstwy, temperatury czy chłonności podłoża.

Wybór tynków wewnętrznych jest ogromny. Bez względu na to, na jaki jego rodzaj postawimy, stojąc przed zadaniem wykańczania ścian i sufitów, sięgajmy po sprawdzone produkty renomowanych marek. Jakość powierzchni będzie miała ogromny wpływ na końcowy efekt prac dekoracyjnych oraz jego trwałość.

fot.  Baumit

Tak mogą wyglądać wnętrza budynku Andersia Silver

Chociaż poznański kompleks Andersia Silver dopiero powstaje, już cieszy się prestiżem i sławą. W ostatnim czasie swój wkład w realizację tego projektu miała także pracownia The Design Group, tworząc koncepcję wnętrz wybranych przestrzeni użytkowych obiektu.

Już za niecałe trzy lata w Poznaniu swoje podwoje otworzy usytuowany na placu Andersa budynek Andersia Silver. Jak zapowiada deweloper projektu Andersia Retail – spółka joint venture miasta Poznania oraz międzynarodowego inwestora Von der Heyden Group – będzie to nowoczesne centrum biznesu, które w stolicy Wielkopolski stanie się miejscem rozwoju firm, korporacji i startupów. Jednocześnie realizacja tego projektu będzie ostatnim etapem zabudowy placu Andersa realizowanego przy wsparciu Probuild, jako menadżera projektu całego kompleksu biurowego.

Swój udział w tworzeniu wizerunku tego wyjątkowego budynku ma także pracownia The Design Group. Zespół architektoniczny w składzie: Martyna Bosek, Marta Konarska, Karolina Kózka i Konrad Krusiewicz, stworzył dla Andersia Silver koncepcję wnętrz recepcji, biurowych open space’ów oraz restauracji dla pracowników.

 

Założeniem projektantów z The Design Group było stworzenie przytulnych, ale zarazem i nowoczesnych przestrzeni, która korespondować będą z biznesowym charakterem budynku Andersia Silver. Zestawione zostały ze sobą też różne tekstury, tj. żywica z lastrico, a także wykorzystano trójwymiarowość wzorów na betonowych płytach. Dominuje tu stonowana kolorystyka, tworząca klimat przytulnych i przyjaznych użytkownikom wnętrz, co zauważalne jest już na wejściu. W recepcji – wizytówce budynku – postawiono na dekoracyjne elementy.

Projektanci połączyli tu ze sobą elegancki i industrialny styl. W open space’ach znajdziemy dużo zieleni i miękkich tekstur wprowadzających domowy klimat. Zadbano także o ich odpowiednią akustykę poprzez wprowadzenie tapicerowanych paneli. Tu swoje miejsce mają także tzw. team roomy, wydzielane przez kotary. Projektanci postawili też na jasną i otwartą restaurację dla pracowników. To właśnie tu dominuje naturalne drewno, co oddaje domowy klimat.

– Dzięki zaufaniu, jakim obdarzył nas klient, mogliśmy stworzyć niebanalne wizualizacje wnętrz, mieszając przy tym różne style – podsumowują architekci z The Design Group.

Pozostaje zatem cierpliwie czekać na otwarcie budynku Andersia Silver.

fot. The Design Group

Budownictwo mieszkaniowe wczoraj i dziś – rozmowa z architektem Bogdanem Kulczyńskim

Budownictwo mieszkaniowe w ciągu ostatnich trzydziestu lat przeszło ogromną transformację. Wyniknęła ona przede wszystkim z wielu zmian społecznych, technologicznych i kulturowych. O tym, jak zmieniło się projektowanie dużych założeń wielorodzinnych, opowiada architekt Bogdan Kulczyński z warszawskiej pracowni Kulczyński Architekt, działającej na rynku od początku lat 90.

Bogdan Kulczyński zaczynał karierę zawodową w latach 80. Po zmianie ustroju, na początku lat 90. założył własną pracownię architektoniczną, w której powstają m.in. projekty dużych osiedli mieszkaniowych.

Jak zmieniło się budownictwo mieszkaniowe w ciągu ostatnich trzydziestu lat z punktu widzenia architekta?

BK: Na przestrzeni tego czasu w relacji Inwestor – Architekt zmieniło się wszystko. Zarówno w kwestii współpracy architekta z inwestorem, jak i pod kątem samego projektowania.

Zacznijmy zatem od relacji Architekt – Inwestor. Jak wyglądała kiedyś, a jak wygląda dziś?

BK: Na początku mojej drogi zawodowej współpracowałem ze Spółdzielniami Mieszkaniowymi, które były odpowiedzialne za nowe inwestycje.

W latach 90. pojawili się prywatni inwestorzy, których „instytucja” w żaden sposób nie była usankcjonowana. Taki prywatny inwestor po prostu kupował ziemię i obiecywał, że wybuduje na niej osiedle. Spisywany był list intencyjny, który dziś nie miałby żadnego znaczenia. Sam fakt, że ktoś miał walizkę pieniędzy i zainicjował proces inwestycyjny sprawiał, że niekiedy bez żadnych pozwoleń na budowę, na podstawie wstępnych rysunków i planów wszystkie mieszkania wyprzedawały się na pniu. Zdarzało się, że inwestor znikał. Współpraca była więc niepewna i nieprzewidywalna…

Później przez lata proces się cywilizował i doszliśmy do czasów dzisiejszych, czyli zupełnie przeciwnego bieguna. Ilość przepisów i obostrzeń jest wprawdzie ogromna, ale gwarantuje to bezpieczeństwo każdej ze stron: inwestorowi i architektowi,
a także finalnemu odbiorcy.

Warszawa, Morelowa 56, proj. Kulczyński Architekt, fot. Piotr Krajewski – Fotografia Architektury

Warszawa, Morelowa 56, proj. Kulczyński Architekt,  fot.Piotr Krajewski – Fotografia Architektury

Od czego zaczyna się proces projektowania?

BK: Przede wszystkim nasza pracowania dokonuje analizy działki. Przygotowujemy opracowanie, które umożliwia właściwą ocenę sytuacji – sprawdzamy nasłonecznienie, ustalamy maksymalną ilość powierzchni mieszkalnej, sprawdzamy podziemną część działki, zarówno w sensie infrastruktury – czy i jak przebiegają kable energetyczne i rury od ciepłej i zimnej wody, gazu, prądu, kanalizacji – jak i warunków technicznych, czyli możliwości posadowienia budynków (nośność terenu, poziom wód gruntowych, czasami również poziomu zanieczyszczenia gleby), jak również usytuowania działki w skali dzielnicy i miasta – odległości do handlu, metra, obiektów kultury, parku, służby zdrowia.

To wszystko ma kluczowy wpływ na koszty inwestycji i kształt projektu oraz późniejszą sprzedaż mieszkań.

A jak zmieniło się projektowanie ze względu na zmiany społeczne, kulturowe, demograficzne?

BK: Dziś klasyczna rodzina i to, co posiada, wygląda zupełnie inaczej, niż trzy dekady temu. Dlatego też inaczej projektuje się osiedla – zarówno części wspólne, jak i poszczególne mieszkania. Kiedyś nie było tylu samochodów, praca była o wiele bardziej stateczna i nie znaliśmy pojęcia „home office”, nie było telefonów komórkowych, internetu, komputerów.

Dziś wymagania rynku miejskiego zmieniły się diametralnie w kwestii jakości i rozkładu mieszkań, czy metrażu, który jest bardzo zróżnicowany. Wszelkie wymiary minimalne, odległości pomiędzy poszczególnymi sprzętami w łazience czy kuchni są ściśle określone przepisami.

Ogromną metamorfozę widać w projektach przestrzeni wspólnych – do każdego mieszkania musi przynależeć miejsce parkingowe na samochód, coraz więcej miejsca zajmują także parkingi dla rowerów – w niektórych projektach są ich setki. Co ważne, duży nacisk kładzie się na rozwiązania dla osób niepełnosprawnych.

Zmiany dotyczą także estetyki, na którą dzisiejsi klienci zwracają naprawdę dużą uwagę. Większość bloków ma recepcję; klatki schodowe i windy nie są traktowane po macoszemu, są wykończone dobrymi materiałami, ozdobione dobrze zaprojektowaną typografią, z wkomponowanymi skrzynkami na listy, dobrym oświetleniem itp.

Kupcy są też dziś bardziej świadomi i wymagający?

BK: I zróżnicowani. Duży deweloper stara się zrobić mieszkania dla każdego odbiorcy i na każdą kieszeń. Bierze również pod uwagę, że przyszły właściciel mieszkania będzie chciał je dostosować do swoich potrzeb.

Dlatego ja, jako architekt, w umowie z inwestorem mam także zawartą indywidualizację. Umożliwia ona nabywcy mieszkania wprowadzenie wszelkich zmian (w porozumieniu z deweloperem i architektem), które nie mają wpływu na odbiór budynku przez nadzór budowlany, straż pożarną itp.

To, co weryfikuje działania architekta i dewelopera, to szybkość sprzedaży. Jeżeli cena jest wyważona, adekwatna do warunków, przyciąga kupujących. Szybka sprzedaż powoduje szybki zwrot kapitału i umożliwia szybkie rozpoczęcie nowej inwestycji.

Warszawa, Osiedle Premium ul.Pelczynskiego proj. Kulczynski Architekt, Fot. Piotr Krajewski – Fotografia Architektury

Kulczyński Architekt

Pracownia specjalizująca się w projektach architektonicznych, urbanistycznych i projektach wnętrz założona niemal trzydzieści lat temu przez architekta Bogdana Kulczyńskiego. To rodzinna firma – zespołem projektów wnętrz zajmuje się córka założyciela, architekt Joanna Kulczyńska-Dołowy. W ciągu niemal trzech dekad działalności w pracowni powstało wiele projektów, które na stałe wpisały się w krajobraz Warszawy (i nie tylko), ale też zostały docenione w konkursach architektonicznych, np. Centrum Olimpijskie wraz z założeniem biurowym Athina Park, Europejskie Centrum Bajki w Pacanowie, apartamentowce Finale Apartments. Pracownia Kulczyński Architekt ma na koncie rewitalizacje i adaptacje istniejących budynków, np. Fabryka Trzciny, Dom Handlowy Mysia 3, Smolna 40, projekty prywatnych budynków mieszkalnych oraz wnętrz.

Okno na loft – aranżacje okienne

Lubimy je za bezkompromisową estetykę, rozmach w aranżowaniu przestrzeni, zamiłowanie do naturalnych materiałów, a nierzadko dużą dozę wnętrzarskiej fantazji. A także za piękne przestronne okna ujmujące ciemnymi szprosami, tak typowe dla loftów, o których mowa. Czy pozostawienie przeszkleń w wersji sauté to najlepsze rozwiązanie w industrialnych obiektach? Niekoniecznie, jeśli nasze pofabryczne wnętrze znajduje się w pobliżu innych budynków lub jest wystawione na działanie słońca. Ale spokojnie – możliwości jest mnóstwo.

Duże okna? Proste!

Obok surowości w postaci odsłoniętych cegieł na ścianach czy metalowych mebli to właśnie prostota jest jednym z wyznaczników stylu industrialnego. Lofty zdecydowanie nie lubią dekoracyjności, zdobnych form, dlatego taka też powinna być aranżacja okna. Do dyspozycji mamy przede wszystkim minimalistyczne karnisze, najchętniej w zestawieniu z zasłonami, jako że firany są stylistycznie dość odległe. Jeśli chodzi o tkaniny zasłonowe, warto postawić albo na proste materiały o naturalnych splotach, albo przeciwnie – ekstrawaganckie wzory stworzone do odważnej estetyki loftów. Ważny jest też sposób wykorzystania tkanin, który powinien zdecydowanie iść w stronę nonszalancji – ciekawie wyglądać tu będą zasłony opadające luźno na podłogę, podczas gdy o finezyjnych upięciach radzimy zapomnieć. Minimalizm powinien też cechować odpowiedni karnisz, najchętniej w kolorze tak modnego dziś czarnego matu. Sprawdzi się tu klasyczny model rurowy bez zbędnych dekoracyjnych zakończeń oraz systemy Marcin Dekor SQURE-LINE i TOP-LINE ze względu na swój prostokątny profil.

Te ostatnie dostaniemy w białym i czarnym wykończeniu, jak i ze szczotkowanej stali. Top-Line ma dodatkowo tę zaletę, że jeśli zrezygnowaliśmy z firany, ale zależy nam na przesłonięciu okna, możemy połączyć karnisz z systemem roletowym. W tym przypadku sami możemy skomponować tkaninę zasłonową z materiałem rolet, na przykład z kolekcji Shadows Club. Obejmuje ona bardzo subtelne, półtransparentne tkaniny screenowe, służące do rozproszenia światła słonecznego, nie zakrywając całkiem widoku, ale także mocno kryjące i ograniczające dostęp słońca tkaniny typu blackout. Wszystko zależy od specyfiki wnętrza i wymagań jego mieszkańców. Ponadto specjaliści Marcin Dekor zauważają, że jednym z głównych oczekiwań klientów jest wygoda użytkowania dekoracji okiennej, a tę zapewnią systemy automatyczne, których głównym przeznaczeniem jest ułatwienie przesuwania zasłon osłaniających duże okna, jakie często spotykamy w loftach. To nic, że wnętrza takie adaptuje się z pofabrycznych przestrzeni, a przez to przy oknie nie ma doprowadzonego wyjścia elektrycznego. Producent oferuje systemy z bezprzewodowymi silnikami bateryjnymi, które wystarczy ładować raz na pół roku.

Po łuku do celu

Ogromne przeszklenia ze szprosami niekiedy ustępują miejsca oknom zwieńczonym łukiem. Tego rodzaju otwory okienne, tak jak okna zajmujące całą ścianę robią spore wrażenie i nadają wyjątkową atmosferę loftowemu wnętrzu, ale jednocześnie także wymagają dobrego pomysłu na aranżację. Nie musimy obawiać się zostawienia górnej, zaoblonej części nieosłoniętej, jeśli tylko taka dekoracja spełnia nasze wymagania funkcjonalne. Natomiast rozwiązaniem stworzonym wprost do tego typu stylowych okien są karnisze gięte, w których specjalizuje się marka Marcin Dekor. Powrót karniszy rurowych to właśnie odpowiedź na industrialne trendy w architekturze z ich zwrotem w kierunku półokrągłych form wnęk okiennych. Co więcej, karnisze rurowe o dowolnej średnicy z oferty marki można giąć nie tylko w pionie, ale i w poziomie, a więc dopasowywać je także do zaoblonych ścian. Te same zalety posiadają profile o okrągłym przekroju, które również poddają się kształtowaniu w łuk w pionie z możliwością gięcia promieniowego o dowolnym łuku oraz punktowo.

Karnisze to nie jedyne dostępne w tym przypadku rozwiązanie, ale należy pamiętać, że tego rodzaju metalowe ramy bywają wąskie, dlatego przed decyzją o zakupie systemów roletowych czy plis, warto skorzystać z pomocy profesjonalistów. Nic nie stoi też na przeszkodzie, by w loftach zastosować żaluzje, aluminiowe lub drewniane, zwłaszcza w tych wyposażonych w niebyt duże okna. W przeciwnym razie rozmiar i waga dekoracji mogą stanowić znaczące utrudnienie w obsłudze. Mówiąc o loftach, warto wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie takich rewitalizowanych i dostosowanie do warunków mieszkalnych miejsc. Często wymagają one dzielenia bardzo dużych przestrzeni – jak to zrobić?

Dziś odchodzi się w architekturze od trwałych podziałów, fizycznych granic zmniejszających wnętrza i ograniczających dopływ światła. Bardzo popularne są natomiast szklane ściany poprzecinane czarnymi szprosami oraz zasłony, które na potrzeby właścicieli oraz zależnie od pory dnia, odseparują poszczególne strefy, takie jak sypialnia czy domowe biuro. Do takich rozwiązań stosuje się szyny montowane do sufitu typu SQURE-LINE lub MS ze szczególnym uwzględnieniem modelu MS ZERO z oferty Marcin Dekor, który licując się z powierzchnią jest wyjątkowo dyskretny. Przy takiej liczbie i różnorodności dostępnych rozwiązań, nieszablonowość loftowych okien to przeszkoda, a wyłącznie ich atut.

fot. materiał prasowe

 

From Warsaw with love, czyli projekt na odległość

Pandemia sprawiła, że praca architektów przeniosła się w dużej mierze do internetu. Szczególnie dotyczy to pracowni, które realizują projekty w różnych częściach świata. Czy taka forma pracy sprawdza się równie dobrze, jak bezpośredni kontakt? W jakich miejscach powstaną projekty polskich architektów?

Praca zdalna to w ostatnich miesiącach jeden z najpopularniejszych tematów. W związku z epidemią, wielu z nas musiało się jej nauczyć, przyzwyczaić do braku bezpośredniego kontaktu z klientami i współpracownikami. Niektóre profesje były jednak przyzwyczajone do tego trybu pracy już od dawna. Wśród nich znaleźli się między innymi architekci, którzy niejednokrotnie realizują projekty w wielu częściach Europy. Jedną z pracowni, które zwykle działają w tym trybie jest biuro Tremend.

– Już wcześniej realizowaliśmy zdalnie nasze projekty w różnych częściach Europy, a ze względu na epidemię i ograniczoną możliwość podróżowania, całkowicie przeszliśmy na tę formę pracy. Obecnie realizujemy projekty w Paryżu, Budapeszcie i na Ukrainie – w Odessie i we Lwowie. Dzięki narzędziom online i zaufaniu inwestorów, z którymi łączą nas dobre relacje, proces projektowy przebiega bez przeszkód. Oczywiście, cenimy bardzo bezpośredni kontakt, jednak w obecnej sytuacji również się odnaleźliśmy – wyjaśnia architekt Magdalena Federowicz-Boule, prezes zarządu Tremend.

Bonjour, Paris!

Paryż to niekończące się źródło inspiracji i miejsce, które wciąż dynamicznie się rozwija. W ramach współpracy z Louvre Hotels Group, architekci z Tremend opracowali koncepcję standardów dla nowego brandu – Tulip Residences. Pierwsze obiekty marki powstają w Paryżu oraz w Warszawie.

fot. Wnętrza hotelu Tulip Residences w Warszawie / Tremend

Podróż na Wschód

Kolejnym punktem na mapie Europy, w którym powstaną nowe realizacje architektów z Tremend jest Ukraina. We Lwowie pracują nad hotelem. W Odessie natomiast, nad przebudową 5-gwiazdkowego hotelu, mieszczącego się w zabytkowej kamienicy. Obiekt zostanie również wzbogacony o część 4-gwiazdkową. Biuro odpowiada za projekt bryły oraz wnętrz.

fot. Hotel  w Odessie / Tremend

fot.  Hotel w Odessie / Tremend

fot. Lwów / Tremend

Powrót do Budapesztu

Architekci z Tremend mają na koncie również realizacje w stolicy Węgier. Począwszy od hotelu ibis Styles Budapest Center, który przenosi gości do świata gier, poprzez ibis Styles Budapest City, w którym motywem przewodnim są rowery, aż po kolorowy i eklektyczny Mercure Budapest Buda. Obecnie, biuro pracuje nad metamorfozą jednego z tamtejszych hoteli – pracownia wygrała projekt na jego przebudowę w maju 2020 roku.

fot. Budapeszt /  Tremend

Nie tylko dla łasuchów – kolekcja mebli i dodatków Salted Caramel

Szukając przepisu na wnętrze idealne nie warto się ograniczać. Choć należy być uważnym, bo natchnienie do tworzenia wymarzonych aranżacji może pojawić się niespodziewanie, np. podczas kulinarnych eksperymentów. W taki sposób słony karmel – będący dotychczas apetyczną muzą szefów kuchni i cukierników – stał się inspiracją również dla projektantów marki Miloo Home. Dbających o linię ucieszy fakt, że od dziś odrobinę nieoczywistej słodyczy znajdą nie tylko w pralinach czy lodach. Bo słony karmel właśnie pojawił się w nowoczesnej kolekcji mebli i dodatków Salted Caramel od Miloo Home.

Pozbawiona przytłaczających zdobień, za to prezentująca bogactwo naturalnych materiałów, obłych form, subtelnych barw i zróżnicowanych faktur – linia Salted Caramel skradnie serca nie tylko łasuchów, uwiedzionych słodko-słoną nazwą kolekcji, ale wszystkich, którzy we wnętrzach chcieliby zbudować atmosferę ciepła i relaksu, podszytą nutą luksusu. Bo nowa propozycja marki to prosty przepis na przestrzeń, do której chciałoby się wracać, gdzie oprócz mebli i dodatków znajdzie się też miejsce na bycie razem. Tak po prostu.

Słodka klasyka…

Ta nigdy się nie starzeje. Odporna na przemijające mody, pozwala stworzyć wnętrza przytulne, a jednocześnie pełne konsekwentnej elegancji. To właśnie niezawodna tradycja wzornicza ubrana w ponadczasowe formy, szlachetne materiały i subtelne, ręcznie wykonane detale stała się motywem przewodnim linii Salted Caramel. Rozbielone brązy, delikatne szarości i rozgrzewające nuty ochry, kurkumy czy wreszcie słonego karmelu śmiało wyeksponowano tu na tapicerowanych meblach i dodatkach.

Wygodne sofy, stylowe narożniki, kubełkowe krzesła i fotele stanowią idealną bazę aranżacji tyle nowoczesnych, co i funkcjonalnych. Ich głębokie, komfortowe siedziska wykonane z bawełny lub mieszanki bawełny i lnu będą gwarancją niczym niezakłóconego wypoczynku – czy to podczas oglądania ulubionych filmów czy długich wieczorów spędzonych z przyjaciółmi przy naszym jadalnianym stole. W trakcie spotkań z bliskimi niezawodne okażą się też stoliki kawowe i boczne z blatem wykonanym z majestatycznego marmuru lub wzorzystego agatu. Wsparte na stalowych lub miedzianych nogach będą smakowitym kąskiem dla entuzjastów oryginalnego designu. Podobnie jak komody Perlato – proste w formie, ale zaprojektowane i wykonane z dbałością o każdy szczegół. Zdobione misternymi, ręcznie wykonanymi mozaikami, podkreślającymi ich unikatowość.

w niebanalnej odsłonie

Prawdziwa siła aranżacji spod znaku Salted Carmel tkwi jednak w nieszablonowych dodatkach. To one stanowią kompozycyjną kropkę nad i wprowadzając do wnętrz harmonię, ale i dodając charakteru. Miękkie bawełniane pledy i koce o subtelnej kolorystyce zachwycą wzorniczym nawiązaniem do dalekiej północy, niezawodnie spełniając swą rolę w chłodne jesienne i zimowe wieczory.

W sukurs przyjdą im, niezastąpione w budowaniu przytulnej atmosfery, lampy i żyrandole. Delikatny strumień światła przedostający się przez klasyczną formę abażurów podkreśli szlachetne detale i sprawi, że będą stanowiły prawdziwą ozdobę domowej przestrzeni, bez względu na porę dnia. Tym samym odkrywając ukryte piękno szklanych mis Carmen Lava czy kryształowych elementów ramek i świeczników. A jeśli wciąż czujemy niedosyt aranżacyjnych błyskotek, w kolekcji Miloo Home znajdziemy też bogaty wybór luster i rysunków na szkle – efektownie odbijających światło, tak cenne w czasie, gdy każdy promień słońca jest na wagę złota.

Linia Salted Carmel to seria zaprojektowana z myślą, o prawdziwych smakoszach najwyższej klasy światowego designu. Jej stylistyczna spójność i zachwycająca konsekwencja w doborze najlepszych materiałów sprawia, że odnajdzie się w każdym wnętrzu, w którym prym wiedzie zgrabne połączeni eleganckiej estetyki i pełnego komfortu.

fot. materiały prasowe

Intrygujące wnętrza ze szczyptą Orientu

Chcielibyście samodzielnie udekorować swoje mieszkanie, aby dodać mu uroku, ale obawiacie się, że brak Wam dekoratorskiej smykałki? Teraz każdy może odkryć w sobie artystę, dzięki gotowym szablonom do dekoracji pomysłu Annie Sloan.

Poza swoją legendarną już farbą Chalk Paint™ Annie Sloan opracowała wiele produktów, dzięki którym każdy może przeprowadzić kompleksową metamorfozę wnętrz. Tej jesieni, artystka oraz ekspertka w dziedzinie kolorów i technik dekoracyjnych, wprowadza na rynek sześć nowych szablonów w rozmiarach A4 i A3, inspirowanych miejscami bliskimi jej sercu.

Podczas wyprawy do Radżastanu uwagę artystki zwróciły tradycyjne indyjskie meble inkrustowane kością. Stały się one inspiracją do stworzenia szablonu Faux Bone Inlay. Szablon składa się z trzech oddzielnych elementów, w tym głównego wzoru oraz wyboru obramowań i narożników, które w połączeniu dają projekt w formacie A3. W zestawie znajdują się również elementy mniejszych zdobień, które pozwolą nam spersonalizować wzór.

Do wykonania efektownych dekoracji potrzeba jedynie farby i pędzla, a możliwości kreacji dzięki gotowym szablonom są nieograniczone. – Moja najważniejsza wskazówka, to mniej znaczy więcej – wyjaśnia Annie. – Użycie mniejszej ilości farby pozwoli zachować idealną linię wzoru i zapewni efektowne wykończenie.

Korzystając z trzyczęściowego szablonu Faux Bone Inlay możemy udekorować orientalnymi wzorami ściany, drzwi, blaty i fronty mebli czy dodatki w domu, ponieważ farba Chalk Paint™ może być z powodzeniem stosowana na większości popularnych materiałów. Dekoratorską fantazję pozwoli nam rozwinąć stworzona przez Annie paleta kolorów farb Chalk Paint™ składająca się z 42 odcieni.

fot. materiały prasowe