Razem dla klimatu, czyli jak zbudować zieloną przyszłość ponad podziałami – cz. 1

Zielona rewolucja przestaje być mrzonką ekologów, a staje się faktem, z którym ekonomiści nie mogą dłużej polemizować. Polska nie będzie stać z boku tych zmian, tylko aktywnie przeć do przodu w kierunku zeroemisyjnej i czystej przyszłości.

Jest na to wizja, plan, a także pieniądze – przekonywali rządzący w trakcie Szczytu Klimatycznego ToGetAir 2020. I dodają, że na zmianach skorzystają wszyscy.

Trzy dni, cztery żywioły, jedenaście debat i ponad 70 prelegentów. Tak w liczbach można podsumować pierwszą polską edycję Szczytu Klimatycznego TOGETAIR, podczas którego przedstawiciele administracji centralnej, samorządowej, przedsiębiorcy, naukowcy, eksperci oraz organizacje pozarządowe rozmawiali o czekających wyzwaniach i nieuchronnych rewolucjach. A jest ich wiele. Od transformacji energetycznej przez kolejne wyczekiwane zmiany na trudnym rynku odpadowym, dalsze korekty rządowych programów mających oczyścić Polskę ze smogu, aż po odbudowę krajowej gospodarki po pandemii.

Artur Beck, producent i współorganizator wydarzenia, zauważa, że mimo różnych punktów widzenia i odmiennych perspektyw w większości przypadków panelistom udało się znaleźć wspólny grunt. – Szczegółowe rekomendacje, jak znaleźć równowagę między ekonomią a ekologią oraz jak kłaść legislacyjne i polityczne fundamenty pod budowę zielonej przyszłości, zostaną przedstawione po podsumowującym spotkaniu Rady Programowej – zapowiada CEO CreativeHarder.

Trudne zrzucanie węglowego ciężaru

Zielony zwrot powoli staje się faktem. Zarówno przedstawiciele międzynarodowych instytucji, m.in. ONZ, oraz strona rządowa wspólnie podkreślali konieczność redukcji emisji dwutlenku węgla i transformacji przemysłu. – Cele polityki klimatycznej są przez nas traktowane bardzo poważnie. Nie odżegnujemy się od neutralności klimatycznej. Pracujemy nad polską drogą, która uwzględni trudną sytuację w jakiej znajdowaliśmy się przez wiele lat. To pewne, że będziemy dążyć do stałego zwiększania udziału energii z odnawialnych źródeł w krajowym miksie energetycznym – mówił Michał Kurtyka, Minister Klimatu.

O tym, że takie działania są koniecznością przekonywał Kamil Wyszkowski, przedstawiciel krajowy i prezes Rady UN Global Compact Network Polska. W trakcie Szczytu kilkukrotnie pokazywał, że problemy, z którymi mierzymy się na lokalnym podwórku mają ogólnoświatowy wymiar. – To kluczowe, byśmy zrozumieli skalę wyzwań, przed którymi stoimy. Musimy pamiętać, dlaczego tak ważna jest ochrona powietrza, przeciwdziałanie kryzysowi wodnemu i powstrzymanie wzrostu temperatur. Jeżeli nie zatrzymamy obecnych trendów, doprowadzimy do degradacji całych ekosystemów – mówił.

Podobnego zdania był Jerzy Kurella, ekspert Pracodawców RP. – Utrzymanie w Polsce obecnego miksu energetycznego jest absolutnie niemożliwe ze względów ekologicznych, społecznych, jak i finansowych – przekonywał.

Wyzwaniem, o którym prelegenci dyskutowali najdłużej, było znalezienie równowagi między dwoma celami. Pierwszym jest zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego, czyli zbudowanie systemu opartego na stabilnych źródłach mocy, które pozwolą nam zaspokoić potrzeby przemysłu, biznesu i mieszkańców. Drugim jest stopniowe wygaszanie węgla i zastępowanie go innymi źródłami.

– Polska znajduje się dziś w inwestycyjnym rozkroku. Z jednej strony ciążą nam zaszłości poprzedniego systemu opartego na węglu. Z drugiej, rośnie unijna presja na dekarbonizację, ale też coraz tańsza energetyka odnawialna, która z roku na rok staje się coraz bardziej opłacalna – mówi Jakub Pawłowski, dyrektor programowy Szczytu Klimatycznego TOGETAIR.

To, że nasz polski miks będzie musiał się zmienić potwierdził też Bartosz Sokoliński, dyrektor zarządzający ds. Innowacji i Technologii Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP). – Nasz potencjał przemysłowy pozwala nam na duże inwestycje w morską energetykę wiatrową. Jest tu miejsce dla polskich firm, które mogłyby stworzyć nową gałąź przemysłu o szacunkowej wartości 100-200 miliardów złotych. Chcielibyśmy, by jak najwięcej z tych pieniędzy zostało w Polsce – mówił.

Na szczęście sytuacja na rynku jest dziś już zupełnie inna niż jeszcze kilka lat temu. Zielony zwrot staje się coraz bardziej opłacalny. Przede wszystkim dzięki postępowi i rozwojowi technologii, które pozwalają dużo sprawniej produkować energię z odnawialnych źródeł, np. słońca. W Polsce z paneli słonecznych wyprodukowano w maju pięć razy więcej prądu niż rok wcześniej, mimo że cała produkcja spadła.

Kluczową rolę w dalszym przyspieszaniu tych zmian i uzyskaniu jeszcze większej sprawności mają naukowcy oraz działy B+R. O wsparciu dla firm, również tych mniejszych, które wcześniej wstrzemięźliwie podchodziły do innowacji, bo nie miały na to środków lub nie wiedziały od czego zacząć, mówiła podczas Szczytu Izabela Żmudka, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Nasza instytucja zapewnia wsparcie edukacyjne i finansowe, aby zabezpieczać przedsiębiorców i naukowców przed ryzykiem, które zawsze wiąże się z badaniami i rozwojem. Po to, żeby oni na koniec odnosili sukces i zarabiali pieniądze. Nie boję się o tym mówić głośno, bo im więcej będą zarabiać to gospodarka też będzie się rozwijać, a przy tym wszystkim to nie muszą być tylko duże projekty. Mamy np. projekty związane z tym jak magazynować wodór, dbamy o to, aby nasze działania sprzyjały klimatowi – wyjaśniła.

O wodorze wiele mówił też Józef Węgrecki, członek zarządu ds. operacyjnych PKN Orlen, przedstawiciel Partnera Strategicznego Szczytu Klimatycznego TOGETAIR. Jego zdaniem to właśnie wodór będzie ropą naftową XXI wieku i już dziś musimy położyć fundamenty pod budowę systemu, który pozwoli nam wykorzystać to paliwo i załapać się na kolejną rewolucję w energetyce.

– Odwrotu od rewolucji wodorowej po prostu nie ma. Podpisaliśmy już list intencyjny z PESĄ i najprawdopodobniej w pierwszej połowie roku będziemy w stanie przedstawić innowacyjną lokomotywę zasilaną wodorem, która powstanie z udziałem Orlenu – zapowiada Józef Węgrecki.

I podkreśla, że wodór będzie mógł w przyszłości zastąpić wiele innych źródeł zasilania. – Planując długofalową politykę energetyczną i myśląc strategicznie musimy oprzeć się na surowcach, które są w naszym zasięgu. Nie mamy przecież w Polsce ropy naftowej. Do tego wydobycie węgla zaczyna robić się coraz bardziej kosztowne. Stąd też warto stawiać na gaz, słońce i wodór, który jest dostępny z naszych źródeł – podkreśla.

Na bakier ze śmieciami

Chociaż zmiany klimatu znalazły się w centrum zainteresowania podczas Szczytu Klimatycznego, to nie zabrakło też przestrzeni na rozmowę o innych palących problemach, które – jeżeli prędko nie zrobimy z nimi porządku – mogą dotkliwie odcisnąć się na jakości naszego życia.

Przykładem może być gospodarka odpadami, która dziś – w dobie rosnących cen i nowych obowiązków dotyczących obowiązkowej segregacji na pięć frakcji – wywołuje wiele emocji. W trakcie Szczytu eksperci przyjrzeli się wyzwaniom czekającym ten sektor zarówno z mikro-, jak i makroperspektywy. Pierwszą jest sytuacja na naszym lokalnym rynku. Tą szerszą, ale też nie oderwaną od polskiej rzeczywistości, jest problem z nadmiarem plastiku i trudności związane z realnym wdrażaniem gospodarki o obiegu zamkniętym, czyli takiego systemu, który pozwala zużywać jak najmniej surowców.

W trakcie dwóch paneli eksperci szczegółowo omawiali wszystkie bolączki, które trapią rynek śmieciowy. Nie zabrakło głosu samorządów (reprezentowanych przez Tomasza Ucińskiego, prezesa Krajowej Izby Gospodarki Odpadami) oraz przedstawicieli małych, średnich firm o polskim kapitale (w osobach Agnieszki Fiuk i Karola Wójcika ze Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami) oraz większych, zagranicznych graczy na rynku odpadowym (Norbert Skibiński, dyrektor ds. rozwoju Veolia Polska)

Ostatnie dane samorządów obnażają niepokojący trend: mimo obowiązkowej segregacji, zdecydowana większość tego co wyrzucamy w workach (od ok. 50 do ponad 75 proc.) to dalej odpady zmieszane. Z kolei tylko kilkanaście procent nieczystości udaje się odzyskać w instalacjach przetwarzania odpadów i poddać recyklingowi. Co gorsza, chociaż system uszczelnia się w małym stopniu, bo poziomy recyklingu rosną średnio o nieco ponad 2,5 proc. rocznie, to za bardziej ekologiczne zagospodarowanie śmieci płacimy już coraz więcej. Innymi słowy, przy obecnym tempie wzrostu poziomu recyklingu materiałowego i biologicznego poziom 50 proc. osiągniemy w 2027 r., a nie w tym roku, jak wymaga tego od nas UE.

Taki stan rzeczy nie może się dłużej utrzymać, bo skończy się ekologiczną katastrofą, gdy masa odpadów nas zwyczajnie zasypie. Rządzący chcą wyjść temu naprzeciw. Jak przekonywał podczas debaty Jacek Ozdoba, wiceminister klimatu odpowiedzialny w resorcie za gospodarkę komunalną, trwają właśnie prace nad pakietem ustaw, które mają uporządkować rynek. Priorytetem będzie zatamowanie wzrostu cen, który okazał się na tyle gwałtowny, że w wielu gminach stawki opłat sięgają maksymalnych ustawowych poziomów.

Na celowniku rządu ponownie znajdzie się też mafia śmieciowa, czyli grupy przestępcze, które zakopują odpady w wyrobiskach albo podpalają uciążliwe w utylizacji frakcje. Szacunki wskazują, że uczciwy rynek traci z tego powodu co najmniej 2 mld zł rocznie. Na tyle jest bowiem szacowana szara strefa w gospodarce odpadami.

Wiceminister podkreślił też, że już w połowie lipca przedstawi propozycje zmian mających wprowadzić w Polsce nowy system tzw. Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Reforma będzie polegała na uaktualnieniu opłat uiszczanych przez przemysł, który wprowadza na rynek swoje produkty w opakowaniach, a później niewspółmiernie mało płaci za ich zebranie i zagospodarowanie. O ile za tonę wprowadzonego na rynek plastiku w Niemczech, Austrii, Litwie i innych krajach UE firmy płacą kilkaset euro, tak w Polsce opłaty te oscylują wokół kilku euro. Zdaniem ekspertów podwyższenie tych opłat zapewniłoby od 2 do 3 mld zł wpływów rocznie.

– Dziś trudno obronić dotychczasowy system, który jest w praktyce systemem fikcyjnym, opartym na obrocie dokumentami, a nie recyklingu – mówiła Magdalena Dziczek z EKO-PAK. Wyjaśniła, że to efekt źle uchwalonych przepisów i braku nadzoru nad rynkiem, w którym nieuczciwi przedsiębiorcy przez lata wystawiali pokwitowania, że dokonali recyklingu, a w praktyce nic takiego nie robili. – Działalność takich firm obciążała też legalnie działające podmioty, które nie mogły z tym konkurować – dodała.

W efekcie obowiązek posprzątania po producentach, którzy nie biorą należytej odpowiedzialności za swoje produkty i opakowania, spada na gminy. Najczęściej zostają one z niepożądanym bagażem frakcji tworzyw sztucznych, z których nie ma wielkiego pożytku, bo ich recykling – z powodu fatalnego ekoprojektowania i braku standardów dotyczących m.in. stosowania jednolitego materiału – jest zwyczajnie nieopłacalny. Zamiast na odpadach zarabiać, gminy i firmy do nich dopłacają. A koszty te wpływają na ceny dla mieszkańców.

Dyskusja o ROP nie mogłaby się odbyć bez udziału recyklerów. Reprezentujący ich Szymon Dziak-Czekan, prezes Stowarzyszenia Polski Recykling podkreślił, że bez większych wpływów w ramach ROP sytuacja branży będzie bardzo trudna. – Dziś my, jako zakłady recyklingowe, dostajemy dosłownie kilkanaście złotych za przetworzenie jednej tony tworzywa sztucznego. Za takie kwoty o jakimkolwiek recyklingu nie może być mowy – wskazał.

Europejską perspektywę na rynek tworzyw sztucznych zarysowała Anna Larsson, dyrektor Reloop Platform, a horyzontalne spojrzenie na ekoprojektowanie i zmiany wynikające z dyrektywy o jednorazowych plastikach przedstawiła Anna Borys-Karwacka, dyrektor ds. korporacyjnych McDonald’s. Przegląd zalet i wad różnych materiałów wykorzystywanych w codziennych produktach wraz z trudnościami i kosztami związanymi z ich późniejszym zagospodarowaniem przedstawił z kolei Jacek Wodzisławski, prezes Fundacji RECAL. 

Smog wciąż straszy

Drugiego dnia TOGETAIR 2020 rozmówcy skupili się na wyzwaniach związanych z poprawą jakości powietrza, które wciąż pozostawia wiele do życzenia. Niesie to za sobą wiele konsekwencji. Po pierwsze, jak wielokrotnie podnosiła Światowa Organizacja Zdrowia, w Polsce z powodu zanieczyszczeń powietrza przedwcześnie umiera ponad 45 tys. osób. Po drugie, nadmiar szkodliwych substancji i regularne przekraczanie dopuszczalnych stężeń m.in. rakotwórczego benzoapirenu ma również wymiar ekonomiczny. Koszty zdrowotne, związane np. z leczeniem chorób wywołanych wdychaniem zanieczyszczonego powietrza czy ze stratą dochodów podczas przebywania na zwolnieniach lekarskich, kosztują Polskę co roku od 13 do 30 mld euro. Innymi słowy, patrząc z perspektywy jednostki, każdy z nas dopłaca od 300 do 800 euro rocznie do tego rachunku zewnętrznych kosztów smogu.

Podczas Szczytu podjęto temat dwóch głównych źródeł zanieczyszczeń: niskiej emisji z sektora mieszkaniowego i transportu. W tym pierwszym przypadku dyskutowano o dalszych reformach sztandarowego programu wymiany źródeł ciepła i termomodernizacji budynków jednorodzinnych, czyli programu Czyste Powietrze. Na poprawę komfortu termicznego mieszkańców i zainstalowanie lepszych urządzeń grzewczych przeznaczono w sumie 103 mld zł, które mają zostać wydane w ciągu 10 lat.

Szkopuł w tym, że tempo wypłacania dofinansowań w ramach programu Czyste Powietrze było bardzo niskie od samego początku programu. Jak to usprawnić? O tym dyskutowali m.in. Izabela Domogała, wicemarszałek woj. Śląskiego i Filip Kochan, przedstawiciel Banku Światowego. Natomiast o tym jak program Czyste Powietrze stymuluje rozwój lokalnych firm przeprowadzających termomodernizację mówił Sławomir Mazurek, dyrektor zarządzający BOŚ Banku.

W ocenie ekspertów z Polskiego Alarmu Smogowego wynikało to z nieefektywnego systemu dystrybucji, który był w głównej mierze oparty o Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz podległe mu wojewódzkie fundusze. – Są to instytucje nieprzygotowane organizacyjnie na obsługę masowej liczby wniosków. Nieuchronnie system się zapcha od nadmiaru dokumentów, których pracownicy tych instytucji nie będą w stanie przerobić i sprawdzić – mówił Andrzej Guła, ekspert Polskiego Alarmu Smogowego.

Program był reformowany od wielu miesięcy, tak by w dystrybucję pomocy zaangażowały się również banki i samorządy. Przyszłość tych zmian stanęła jednak pod znakiem zapytania od kiedy ze sceny zszedł największy rządowy reformator i twarz programu czyli Piotr Woźny, który na kilka dni przed Szczytem Klimatycznym złożył rezygnację z funkcji prezesa NFOŚiGW. Nie oznacza to jednak, że program zostaje wstrzymany, a wypracowywane zmiany pogrzebane. Jak zapewniała podczas debaty Agnieszka Sosnowska, dyrektor Departamentu Ochrony Powietrza i Polityki Miejskiej w Ministerstwie Klimatu, program będzie dalej reformowany. – Razem z Ministerstwem Rozwoju (reprezentowanym podczas Szczytu Klimatycznego przez Dyrektor Departamentu Gospodarki Niskoemisyjnej Hannę Uhl) pracujemy też nad ustawą o wspieraniu termomodernizacji i remontów, w której zaprezentujemy rozwiązania szczególnie atrakcyjne i potrzebne osobom ubogim energetycznie. Będą one mogły liczyć na wyższe wsparcie – mówiła. I zapowiedziała, że przepisy powinny być gotowe przed wakacjami.

Poprawa standardów budownictwa jest konieczna nie tylko po to, by rozpędzić smog, ale również zaoszczędzić energię. Jak podkreślał Jakub Manicki, Członek Zarządu Red Snake, co drugi budynek wielorodzinny w Polsce ma statystycznie 40 lat lub więcej. – One zużywają kilkukrotnie więcej energii od nowobudowanych, w których coraz częściej stosujemy nowoczesne i niskoemisyjne rozwiązania, by zapewnić energię (np. pompy ciepła, ogrzewanie elektryczne) – mówił. Potwierdził to Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich. – Najgorszy budynek jaki moglibyśmy wybudować zgodnie z obecnymi przepisami i stale podwyższającymi się normami dla budownictwa jest o niebo lepszy, od tych z zamierzchłych czasów, które zużywają aż 5 razy więcej energii do ogrzania – mówił.

Lech Kaniuk, Prezes SunRoof podkreślał, że już dziś dostępne są rozwiązania, które pozwalają znacząco zredukować zużycie energii i zagwarantować cywilizacyjny skok dla mieszkańców nawet bardzo starych i zupełnie nieocieplonych, fatalnie wybudowanych budynków. – Remontowaliśmy stary dom, który był budowany w technologii bez jakiejkolwiek termomodernizacji. Kiedy zainstalowaliśmy tam ogrzewanie elektryczne i dach SunRoof, okazało się, że ilość prądu produkowana przez ten dom starczyła nie tylko do zasilenia wszystkich urządzeń elektrycznych, ale było jej tyle, że moglibyśmy również zasilić nią na przykład samochód elektryczny – twierdził Kaniuk.

Agata Śmieja, prezes Fundacji Czyste Powietrze oraz Michał Gwardys, prezes Stowarzyszenia Młodzi dla Polski, mówią o misji i potrzebie wspólnego działania.

– Działamy razem dla klimatu. Ponad podziałami politycznymi, gospodarczymi czy regionalnymi. Zależy nam, żebyśmy wszyscy mogli oddychać czystym powietrzem, pić zdrową wodę i swobodnie korzystać z prądu. Poprzednie pokolenia zaciągnęły ekologiczny dług, czas go spłacić i oddychać pełną piersią bez obaw o wprowadzanie do płuc trujących czynników – mówią zgodnie przedstawiciele fundacji i stowarzyszenia.

Dużo powiedziano również w temacie redukcji spalin, czyli głównego źródła zanieczyszczeń w większości polskich miast. W panelu „Spaliny, komunikacja miejska, transport i paliwa przyszłości”, w którym rozmawiano nie tylko o smogu, ale również wyzwaniach stojących przed tym sektorem z powodu konieczności redukcji emisji CO2 usiedli m.in. Marcin Ślęzak, Dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego, Michał Baranowski, Członek Zarządu, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności i Bartosz Piłat, ekspert ds. transportu Polskiego Alarmu Smogowego. Wspólnym mianownikiem ich wypowiedzi była konieczność nowego spojrzenia na rolę samochodów w miastach. Eksperci przekonywali, że samo stworzenie stref czystego transportu, lub inne punktowo stosowane działania nie wystarczą, by rozwiązać problem nadmiaru starych pojazdów na polskich drogach.

Samorządowców cieszyć może również zapowiedź Ireneusza Zyski, pełnomocnika rządu ds. OZE w Ministerstwie Klimatu, który zaprezentował szczegóły dotyczące trzech nowych programów wsparcia rozwoju elektromobilności. To jedna z odpowiedzi rządu na problem zanieczyszczeń powietrza w miastach, gdzie ruch samochodowy jest duży, a flota pojazdów poruszających się po naszych drogach ma już swoje lata. Zachętą do odnowienia taboru w komunikacji miejskiej oraz zamiany starego kopcącego diesla na auto elektryczne lub hybrydowe, mają być dofinansowanie wypłacane przez NFOŚIGW. Wkrótce ma ruszyć nabór do nowych programów.

– Jednym z nich jest „Zielony Samochód”, który zapewnia dofinansowanie do zakupu ekologicznego auta osobowego dla osób fizycznych. Dofinansowanie będzie na poziomie 18,5 tys. zł, a cały budżet programu to ponad 37,5 mln zł. Drugi program zapewni dofinansowanie do zakupu elektrycznego samochodu dostawczego. Maksymalne wsparcie wyniesie do 70 tys. zł, a budżet programu to 70 mln zł. Z kolei trzeci projekt to „Koliber – taxi dobre dla klimatu”, czyli nowy pilotażowy program Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W tym przypadku kwota dofinansowania do jednostkowego zakupu to 2,5 tys. zł, a cały budżet programu wynosi 40 mln zł.– wyjaśnia wiceminister.

Rafał Rudziński, prezes firmy Robert Bosch podkreślał z kolei, że elektromobilności nie możemy postrzegać jako kwestii mody. – To konieczność. Jeżeli zanieczyszczenia będą postępować w tym tempie co teraz, to zostawimy swoim dzieciom Ziemię, na której nie będzie się dało żyć. Ale musimy być też realistami, że nie jest tak łatwo, byśmy wszyscy przesiedli się do takich aut. Mamy w Polsce miliony samochodów z napędem konwencjonalnym. Co z nimi zrobić? Nie będzie łatwo przekonać wielu, by przesiedli się do bardziej kosztownych pojazdów. Może warto w takim razie zmniejszyć emisje również w tych samochodach, które już są na drogach, zamiast opierać całą elektromobilność na kupnie nowych, drogich aut w pełni zeroemisyjnych? – mówił.

fot. materiały prasowe