To już 80 miesięcy łagodnej polityki pieniężnej

Niskie oprocentowanie lokat i tanie kredyty to ważne efekty decyzji podejmowanych przez Radę Polityki Pieniężnej. W wyniku prowadzenia łagodnej polityki monetarnej przeciętny posiadacz kredytu mieszkaniowego zaoszczędził przez ostatnie 80 miesięcy prawie 24 tysiące złotych.

Gorzej mają korzystający z bankowych lokat, których oszczędności często tracą na wartości.

Dokładnie 80 miesięcy temu, w listopadzie 2012 roku, Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła cykl obniżek stóp procentowych. Wtedy pierwsze cięcie sprowadziło podstawową stopę procentową z poziomu 4,75% do 4,5%. Po kolejnych 9 cięciach – w marcu 2015 roku – stopa procentowa została ustalona na historycznie niskim poziomie 1,5% i pozostaje na nim do dziś. Jest to kluczowy wskaźnik zarówno dla osób posiadających kredyty, jak i dla tych, którzy powierzyli swoje oszczędności bankom. To od poziomu stóp procentowych w największym stopniu zależy, jak zmienia się poziom złotowych rat kredytów mieszkaniowych. Koszt pieniądza wprost przekłada się też na to, jak wysokie oprocentowanie lokat proponują nam banki.

Banki działają wolniej niż inflacja

I tak na przykład w drugiej połowie 2012 roku, gdy stopy procentowe dopiero czekały na mającą nadejść serię obniżek, przeciętne oprocentowanie rocznej lokaty bankowej wynosiło nawet 5% (w lipcu) – wynika z danych NBP. Dla porównania  najnowsze dane banku centralnego sugerują, że w maju br. przeciętny roczny depozyt pozwalał zarobić jedynie 1,6%. Po uwzględnieniu podatku od zysków kapitałowych znaczy to, że zanosząc 10 tysięcy złotych na rok do banku można było w 2012 roku liczyć na 403 złote odsetek, a dziś tylko 132 złote.

W sumie osoba, która 7 lat temu założyła pierwszą roczną lokatę, a później co roku ją odnawiała mogłaby zarobić w tym czasie około 15% po opodatkowaniu. Jak na wynik 7-letniej inwestycji nie jest to zbyt dużo.

Rada tnie raty

Więcej powodów do zadowolenia mają posiadacze kredytów. Najłatwiej przedstawić to, co stało się z ich zobowiązaniami na konkretnym przykładzie. Załóżmy, że ktoś zadłużył się w celu zakupu mieszkania pod koniec 2012 roku na 25 lat i kwotę 200 tysięcy złotych. Wtedy rata takiego długu opiewała na około 1400 złotych miesięcznie (zakładamy na podstawie danych NBP, że kredyt był oprocentowany na 6,9% w skali roku).

Postępujące łagodzenie polityki monetarnej spowodowało jednak, że już w połowie kolejnego roku rata wspomnianego długu spadła poniżej 1200 złotych. Kolejne cięcia już pod koniec 2014 roku pozwoliły cieszyć się ratą na poziomie około 1100 złotych, a od marca 2015 roku bank żądał co miesiąc zwrotu kwoty nie wyższej niż 1070 złotych. W sumie więc w budżecie domowym modelowego kredytobiorcy w omawianym okresie została kwota prawie 24 tysięcy złotych. O tyle mniej pieniędzy pochłonęły w sumie raty wspomnianego kredytu za sprawą liberalizacji polityki monetarnej przez NBP.

Gdyby pieniądze te przez ostatnie 80 miesięcy kredytobiorca na bieżąco przeznaczał na nadpłatę długu, to do spłaty zostałoby mu około 140 tysięcy zamiast 166 tysięcy, które wynikały z normalnej terminowej spłaty długu.

Bartosz Turek
główny analityk HRE Investments

fot. archiwum