Ułatwień dla deweloperów nie będzie. Wzrosną ceny za mkw.?

Rynek mieszkaniowy czekają zmiany prawne. Część z nich nie ułatwi działalności deweloperom, zwłaszcza tym, którzy budują osiedla mieszkaniowe. 28 czerwca 2016 roku wejdzie w życie nowelizacja prawa budowlanego, która likwiduje obowiązek uzyskania pozwolenia na budowę domu jednorodzinnego.

Ten przywilej nie obejmie jednak deweloperów mieszkaniowych realizujących duże inwestycje. Dla nich ustawodawca szykuje kolejne obostrzenia. Projekt nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, nad którym obecnie trwają prace, rozszerza listę kryteriów, które deweloper musi spełnić, aby uzyskać decyzję o warunkach zabudowy (WZ). Uzyskanie tzw. WZ dla większych inwestycji mieszkaniowych może być, w obecnym brzmieniu projektu, jeszcze trudniejsze niż obecnie. Z kolei postulowana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) likwidacja otwartych rachunków powierniczych może dodatkowo obciążyć deweloperów, zwłaszcza tych mniejszych, od których banki finansujące inwestycje wymagają większej wiarygodności i silniejszych zabezpieczeń.

Ani nowelizacja prawa budowlanego, ani procedowany obecnie projekt ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym nie przewiduje, zapowiadanych wcześniej, ułatwień dla deweloperów w postaci uelastycznienia procedur administracyjnych. Ustawa liberalizująca prawo budowlane służy głównie inwestorom prywatnym, którzy będą mogli szybciej i sprawniej postawić lub przebudować własny dom. To tylko część wszystkich nowych lokali w Polsce. Od 28 czerwca więcej typów inwestycji będzie zwolnionych z dotychczasowego obowiązku ubiegania się o pozwolenie na budowę. Teraz wystarczające będzie zgłoszenie i przekazanie projektu budowlanego do starostwa powiatowego. Nie trzeba będzie załączać ani oświadczeń o zapewnieniu wody, energii, ciepła i gazu, ani dokumentów o warunkach przyłączenia do sieci wodociągowych, kanalizacyjnych itp. Ustawodawca likwiduje wiele uciążliwych z punktu widzenia inwestora prywatnego obowiązków, jak na przykład obowiązek zgłoszenia planowego rozpoczęcia prac budowlanych nadzorowi budowlanemu.

jan jarosławski skanska kadrJan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland komentuje: „To krok w dobrą stronę, ale nadal brakuje szytych na miarę rozwiązań dla deweloperów. Nie chodzi o to, żeby więksi gracze działali na specjalnych warunkach, ale o to, aby procedury administracyjne nie spowalniały procesu inwestycji, zwłaszcza na terenach przeznaczonych już pod zabudowę postanowieniami planu miejscowego”

Czy jesteśmy gotowi na likwidację WZ i rachunków otwartych?

Projekt kodeksu urbanistyczno-budowlanego, który ma wprowadzić bardziej elastyczne formy pozwolenia na budowę dla deweloperów może wejść w życie, według szacunków Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, dopiero za około 2 lata. Tymczasem, w tworzonym projekcie zmiany ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, znajduje się postulat, aby uzyskanie tzw. WZ odbywało się w oparciu o uchwałę rady gminy potwierdzającą zgodność założeń inwestora z przyszłą koncepcją zagospodarowania terenu. W rezultacie proces inwestycji, jeśli w ogóle dojdzie do skutku, może być dodatkowo rozciągnięty w czasie.

Procedura uzyskiwania tzw. wuzetki już teraz trwa dłużej niż przewidują regulujące to przepisy. Postulat, aby o przyznaniu lub nie decyzji o warunkach zabudowy przesądzała opinia rady gminy może doprowadzić do zamrożenia znacznej puli gruntów, które wprawdzie posiadają odpowiednią infrastrukturę (np. kanalizacyjną, transportową), ale nie są dziś objęte aktualnym miejscowym planem zagospodarowania.

Deweloper będzie mógł wystąpić z wnioskiem o uchwalenie planu zagospodarowania na interesującym go terenie, ale gmina będzie w praktyce mogła obwarować to warunkiem wybudowania przez niego całej infrastruktury technicznej wokół inwestycji (m.in. sieci przesyłowe, obiekty dostarczające podstawowe usługi w zakresie energii, dostarczania ciepła, wody, usuwania odpadów, ścieków, transportu itd.) i przekazania jej na rzecz gminy nieodpłatnie. To budzi wątpliwości z punktu widzenia biznesowego, czyli rentowności potencjalnej inwestycji, w której koszty będzie trzeba wpisać wybudowanie dodatkowej infrastruktury, a to może przełożyć się na wysokie ceny mieszkań.

Równolegle UOKiK proponuje likwidację otwartych rachunków powierniczych, która może skutkować ograniczeniem konkurencji na rynku pierwotnym, eliminując głównie mniejszych deweloperów, którzy mogą mieć problemy z uzyskaniem finansowania całej inwestycji. Projekt UOKiK może także dotknąć większych graczy i znacznie ograniczyć konkurencję. Skutki odczują zarówno deweloperzy, jak i cała branża budowlana oraz klienci, którzy prawdopodobnie będą musieli zapłacić znacznie więcej za metr kwadratowy mieszkania. Wstępne szacunki Polskiego Związku Firm Deweloperskich wykonane w związku z pracami nad zaopiniowaniem projektu wykazały, że same koszty finansowe zastąpienia rachunków otwartych zamkniętymi mogą skutkować podniesieniem cen lokali na rynku warszawskim o kilkaset złotych za metr kwadratowy. Poziom ochrony konsumenta wprowadzony ustawą deweloperską z 2012 r. znacznie ogranicza ryzyka związane z zakupem mieszkania, a dalsze ograniczenia biznesu mogą nie okazać się w cale korzystne dla nabywców. Nowelizacja projektu ustawy ma być gotowa do końca czerwca br.

Wzrosną ceny?

Dla inwestorów jednym z największych problemów jest przewlekłość postępowania administracyjnego, a tym samym rosnące koszty i przeciąganie procesu inwestycyjnego. O ile prywatni właściciele mają już pewną swobodę w projektowaniu i budowaniu swoich domów, o tyle skala proponowanych restrykcji narzucanych na deweloperów może  znacząco osłabić pozycję zwłaszcza tych, którzy nie posiadają rezerw w bankach ziemi.

Ograniczenie możliwości zagospodarowywania nowych terenów wpłynie zapewne na wzrost cen gruntów, na których dopuszczono zabudowę mieszkaniową. Postulowane zmiany są motywowane chęcią powstrzymania dalszego rozlewania się miast na rzecz bardziej zwartej zabudowy. Wydaje się jednak mało prawdopodobne, aby likwidacja WZ była skutecznym panaceum na puchnięcie przedmieść. Znacznie lepszym pomysłem byłoby uproszczenie procedur planistycznych i zmniejszenie szczegółowości regulacji w uchwalanych planach miejscowych, które przyspieszyłyby możliwość zagospodarowania i uwalniało nowe grunty pod inwestycje.

fot. materiały prasowe