Nieruchomości inwestycyjne. Zakup mieszkania poza zasięgiem? Co dziś blokuje kupujących i jakie mają alternatywy, gdy bank odmawia kredytu

Według nowych badań przeprowadzonych przez Polski Związek Firm Deweloperskich we współpracy z IBRiS oraz ekspertami Szkoły Głównej Handlowej 71 proc. Polaków uważa, że tylko własne mieszkanie zapewnia dobre życie, a brak dostępnych cenowo lokali wpływa na decyzje o posiadaniu dzieci oraz emigrację młodych ludzi.

Badania pokazują, że posiadanie własnego mieszkania nadal pozostaje ważną potrzebą, mimo zmieniających się trendów w Europie.

Jednocześnie wysokie ceny mieszkań, rosnące koszty życia oraz coraz bardziej rygorystyczna ocena zdolności kredytowej sprawiają, że dla wielu osób droga do własnego M staje się znacznie trudniejsza niż jeszcze kilka lat temu. Problem dotyczy nie tylko osób o niestabilnych dochodach – z rynku kredytowego wypadają także osoby pracujące na etacie, przedsiębiorcy rozliczający się ryczałtem, osoby osiągające dochody z zagranicy, a także część obcokrajowców i osób starszych. W efekcie rośnie zainteresowanie rozwiązaniami alternatywnymi wobec klasycznego kredytu hipotecznego, w tym modelami opartymi o długoterminowy najem z dojściem do własności.

– Mam wrażenie, że banki w ostatnich czasach chcą dawać pieniądze tylko tym, którzy ich nie potrzebują – a osoby, które obiektywnie mają stabilną sytuację, często według oceny banku wcale się nie nadają do finansowania – mówi Filip Prokop, współzałożyciel Prorento.

Dlaczego coraz więcej osób odpada na etapie zdolności kredytowej

Z perspektywy rynku mieszkaniowego nakładają się dziś dwa zjawiska. Po pierwsze, wzrost kosztów życia oraz wyższe raty istniejących zobowiązań zmniejszają „przestrzeń” w domowych budżetach. Po drugie, banki częściej przyjmują ostrożniejsze założenia dotyczące ryzyka i dokładniej weryfikują źródła dochodu oraz poziom już posiadanego zadłużenia, co przekłada się na mniejszy odsetek pozytywnych decyzji kredytowych.

W praktyce – zanim kupujący uzna, że kredyt jest poza zasięgiem – warto podejść do tematu metodycznie. Dobrym krokiem jest policzenie kilku wariantów budżetu (konserwatywnego, umiarkowanego i optymistycznego), zebranie dokumentów potwierdzających stabilność dochodów oraz porównanie podejścia kilku banków. Różnice w polityce kredytowej bywają na tyle duże, że odmowa w jednej instytucji nie przesądza o decyzji w innej.

Kto najczęściej trafia „poza system” kredytowy

W rozmowach z klientami najczęściej wracają trzy bariery. Pierwsza to sposób kwalifikowania dochodu: instytucje finansowe preferują przewidywalne i łatwe do udokumentowania źródła przychodu, a przy modelach niestandardowych częściej wymagają dodatkowych dokumentów i stosują większe bufory bezpieczeństwa. W praktyce trudniej jest osobom prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą, rozliczającym się ryczałtem, uzyskującym dochody z zagranicy czy funkcjonującym w mniej typowych modelach zatrudnienia. Z perspektywy części banków problemy mogą mieć również obcokrajowcy oraz osoby starsze (np. po 65. roku życia) – niezależnie od tego, czy realnie stać je na regulowanie rat.

Druga bariera to obciążenie innymi zobowiązaniami – wysokie raty kredytów, limity na kartach czy inne stałe obciążenia, które obniżają zdolność, bo podnoszą miesięczny koszt obsługi długu. Trzecia to ceny mieszkań i wkład własny: przy droższych nieruchomościach rośnie próg wejścia, a zebrane oszczędności coraz częściej nie wystarczają na wymagany wkład (często na poziomie 20% i więcej).

– Znam sytuację, w której pracownik budowlany zarabiał około 20 tysięcy złotych miesięcznie, ale rozliczał się ryczałtem. W efekcie bank przyjmował do zdolności tylko ułamek jego przychodu – formalnie wyglądało to tak, jakby zarabiał 2 tysiące. A realną zdolność spłaty miał bardzo dużą – dodaje Filip Prokop, współzałożyciel Prorento.

Długi i negatywne wpisy: kiedy to realna blokada, a kiedy da się sytuację uporządkować

W debacie publicznej często pojawia się uproszczenie, że „długi zamykają drogę do mieszkania”. W praktyce kluczowe znaczenie ma skala i struktura zobowiązań oraz regularność spłat. Najbardziej problematyczne są duże, nierozliczone zaległości i negatywne wpisy w bazach informacji kredytowej lub gospodarczej, zwłaszcza gdy towarzyszy im niestabilny harmonogram spłat albo narastające odsetki i koszty windykacyjne. W takich sytuacjach nawet przy realnej zdolności do spłaty bieżących rat, dostęp do standardowego kredytu hipotecznego bywa mocno ograniczony.

Jednocześnie część zobowiązań można uporządkować: spłacić lub ograniczyć kosztowne długi, zaplanować refinansowanie albo konsolidację – pod warunkiem, że faktycznie poprawia to miesięczną płynność i nie prowadzi do niekontrolowanego wzrostu całkowitego kosztu. Dla wielu osób to proces, który wymaga czasu i konsekwencji, a w okresie „porządkowania” finansów możliwości pozyskania klasycznego finansowania są mniejsze.

– Wyprostowanie historii w bazach bywa procesem liczonym w latach. W tym czasie część osób nie ma możliwości ani konsolidacji, ani standardowego finansowania – i wtedy szuka rozwiązań pomostowych, które pozwolą uporządkować sytuację i wrócić do tańszego finansowania bankowego – mówi Filip Prokop, współzałożyciel Prorento.

Alternatywy wobec kredytu: co warto wiedzieć o najmie z dojściem do własności

Gdy kredyt hipoteczny jest niedostępny, część osób rozważa finansowanie pozabankowe, w tym pożyczki prywatne. Problem polega jednak na tym, że koszt takich rozwiązań bywa bardzo wysoki, co w praktyce może prowadzić do spirali zadłużenia. Z tego względu rośnie zainteresowanie rozwiązaniami, które pozwalają rozłożyć dojście do własności w czasie i jednocześnie precyzyjnie regulują zasady korzystania z nieruchomości.

Jedną z alternatyw wobec kredytu hipotecznego jest model rent-to-own, czyli najem z dojściem do własności. W takim rozwiązaniu część miesięcznej płatności jest zaliczana na poczet ceny zakupu, a druga część stanowi opłatę za możliwość korzystania z mieszkania w trakcie trwania umowy. Model ten może być realnym wyjściem dla części osób, bo bariery wejścia bywają niższe, a ocena sytuacji klienta nie zawsze jest tak „zero-jedynkowa” jak
w bankach.

Warto jednak pamiętać o ograniczeniach: całkowity koszt takiego modelu bywa wyższy niż w klasycznym kredycie, a przez okres trwania umowy korzystający nie jest właścicielem nieruchomości – własność przechodzi dopiero po spełnieniu warunków i spłacie uzgodnionych zobowiązań. Dla wielu kupujących jest to więc rozwiązanie przejściowe, które może pomóc uporządkować finanse, odbudować historię spłat i docelowo wrócić do tańszego finansowania bankowego.

Kluczowe znaczenie ma też sama nieruchomość: w modelach opartych o zabezpieczenie liczy się płynność, czyli realna możliwość sprzedaży w rozsądnym czasie. W praktyce stosuje się również limity kwot w relacji do wartości nieruchomości – przykładowo w Prorento finansowanie jest zazwyczaj ograniczane do poziomu maksymalnie około 70% wartości nieruchomości, a jednym z elementów procesu jest operat szacunkowy przygotowany według uzgodnionych standardów. Dobór nieruchomości ma znaczenie: lokale trudno zbywalne mogą nie spełniać kryteriów zabezpieczenia.

Co mogą zrobić osoby, które czują, że własne mieszkanie jest poza ich zasięgiem

Filip Prokop podkreśla, że pierwszym krokiem powinno być sprawdzenie możliwości kredytowych w kilku instytucjach – nie tylko w jednym banku. Warto porównać podejście banków komercyjnych i spółdzielczych, bo stosują one różne polityki ryzyka. Dopiero po takim rozeznaniu sensownie jest oceniać, czy potrzebna jest ścieżka alternatywna.

Równolegle dobrze jest uporządkować własny budżet: policzyć realne koszty życia, poziom stałych zobowiązań oraz przygotować dokumenty potwierdzające dochody. Jeżeli w grę wchodzą alternatywne formy finansowania, kluczowe jest porównanie kosztów całkowitych oraz dokładna analiza umowy – w tym zasad rozliczania wpłat, warunków dojścia do własności i konsekwencji opóźnień. W praktyce to właśnie zapisy umowne i zrozumienie ryzyk w czasie przesądzają o bezpieczeństwie całego procesu.

fot. materiały prasowe

Translate »