Nieruchomości inwestycyjne. Polacy zjedzą pączki warte 302 mieszkania

Po raz pierwszy od 5 lat składniki na pączki są tańsze niż przed rokiem. Czy to znaczy, że w cukierni nie zobaczymy podwyżek? Tu gwarancji niestety nie ma, bo w ostatnich latach cukiernicy nierzadko trzymali ceny mimo powszechnych wzrostów cen półproduktów, prądu czy wynagrodzeń.

Tradycyjnego pączka można dziś wycenić na niecałe 4,9 zł za sztukę. To o kilka procent taniej niż przed rokiem, ale o niemal 2/3 więcej niż przed dekadą. Jeśli każdy z nas zje pod koniec karnawału po jednej sztuce tego drożdżowego przysmaku, to cukiernicy zainkasują w ciągu zaledwie jednego dnia ponad 180 milionów złotych.

Mówi się, że kto w tłusty czwartek odmówi sobie pączka, ten prosi się o pecha. Trudno o lepsze usprawiedliwienie, by bez wyrzutów sumienia oddać się tej pięknej, słodkiej tradycji. A że w Polsce nie brakuje prawdziwych cukierni, w których pod koniec karnawału króluje zapach drożdżowego ciasta owianego nuta różanej konfitury, to trudno się dziwić, że mało kto poprzestaje na jednym egzemplarzu.

Liczby to potwierdzają. Według szacunków BNP Paribas w ten wyjątkowy czwartek statystyczny Polak zjada nie jednego, a raczej dwa lub trzy pączki. Jeśli to prawda, to w ostatni czwartek przed Środą Popielcową naszym łupem padać może nawet około 100 milionów pączków.

Pączkowa deflacja?

Już te liczby pokazują, że w ciągu zaledwie jednego dnia w cukierniach zostawimy potężną sumę pieniędzy. Ile dokładnie? Tego niestety nikt skrupulatnie nie liczy. Sprawę utrudnia fakt, że ceny pączków potrafią być skrajnie różne. Najdroższe potrafią kosztować tyle co porządny obiad (kilkadziesiąt złotych). Z drugiej strony jest też oferta hipermarketów i dyskontów spożywczych, gdzie pączki kosztują grosze, albo nawet rozdawane są za darmo w ramach przeróżnych promocji.

Warto przy tym pamiętać, że dla cukiernika „pączek” to nie to samo co wyrób „pączkopodobny”. Różnice w recepturze, jakości tłuszczu czy nadzienia potrafią być fundamentalne.

Załóżmy więc, że na warsztat bierzemy archetyp pączka – produkt wykonany według tradycyjnej receptury. Chodzi tu o przysmak, który jest smażony na smalcu i wypełniony różaną konfiturą. Za jednego takiego pączka powinniśmy zapłacić przeciętnie około 4,87 złotych. Jest to o ponad 5% mniej niż rok temu. Uwzględniamy przy tym nie tylko ceny półproduktów (mąki, cukru, mleka, smalcu, drożdży czy różanej konfitury) ale też koszty robocizny, energii i marżę, z której cukiernik oprócz zysku musi opłacić lokal, utrzymać sprzęt itp.

Ta ostatnia właśnie, a więc marża cukiernika, była w ostatnich latach pod dużą presją – ceny półproduktów, prądu i stawki wynagrodzeń szły w górę, a część cukierników przez lata trzymała cenę pączków na niezmienionym poziomie. Dlatego w bieżącym roku – pomimo spadku wobec ubiegłego roku cen np. mąki, cukru, masła czy smalcu, raczej trudno spodziewać się, że za pączki zapłacimy mniej niż rok temu – tym bardziej, że za prąd czy wynagrodzenia pracowników właściciele cukierni muszą dziś płacić więcej niż przy okazji poprzedniego tłustego czwartku.

Jako ciekawostkę można dodać, że dekadę temu (w 2016 roku) jedną sztukę tego drożdżowego przysmaku można było wycenić na zaledwie 3 złote. W międzyczasie pączek zdrożał więc o niemal 2/3, czyli mniej więcej tyle, ile wyniosła w tym czasie skumulowana inflacja.

W Tłusty Czwartek zjemy pączki warte 302 mieszkania

Załóżmy więc, że statystyczny Polak zamiast dwóch czy trzech dowolnych pączków wybierze jednego – ale takiego zrobionego z sercem – ze składników wysokiej jakości, stworzonym na bazie tradycyjnej receptury. To oznaczałoby, że w trakcie tłustego czwartku wydamy na pączki ponad 180 mln złotych. Mówimy tu o równowartości 302 dwupokojowych mieszkań w największych miastach w naszym kraju.

Powyższe wyniki to efekt zabawy na liczbach, którą nazwać można indeksem pączkowo-mieszkaniowym. Pokazuje on siłę nabywczą tradycyjnego pączka na tle cen nieruchomości. Z jednej strony mamy więc drożdżowe przysmaki, które wg szacunków w ciągu roku staniały o 5%. Do tego sama liczba ludności w Polsce spadła w ciągu zaledwie roku o 157 tysięcy osób. Obie te zmiany ograniczyły kwotę, którą w tłusty czwartek wydamy na pączki.

Z drugiej strony mamy za to ceny mieszkań. Niestety dane na ten temat są publikowane ze sporym opóźnieniem, a nawet jak już się pojawią, to wstępne dane podlegają rewizji. Póki co najświeższe informacje NBP sugerują, że w trzecim kwartale 2025 roku za metr lokalu na 7 największych rynkach trzeba było płacić prawie 13,4 tys. zł. To o 150 złotych za metr kwadratowy mniej niż pod koniec 2024 roku. Zmiana z punktu widzenia nabywców korzystna, ale w swojej skali zbyt kosmetyczna (niewiele ponad 1%), aby podnieść notowania indeksu pączkowo-mieszkaniowego.

Niniejszy materiał ma charakter abstrakcyjny i jest swego rodzaju zabawą na liczbach. Nie należy interpretować go inaczej.

Bartosz Turek
analityk rynku nieruchomości

fot. materiały prasowe

Translate »